Grudzień 2013

Komentarze

Transkrypt

Grudzień 2013
CENA 5,00 ZŁ (w tym 5% VAT)
NR 12 (471) GRUDZIEŃ 2013
MIESIĘCZNIK SPOŁECZNO-KULTURALNY
ROK ZAŁOŻENIA 1963
ROK
KS. JANUSZA ST. PASIERBA
www.miesiecznikpomerania.pl
Co wiemy po „Zdrzadni Tespisa”? s. 3
Gdańskie medale s. 36
W NUMERZE PŁYTA ZE SŁUCHOWISKIEM „SPIĄCÉ WÒJSKÒ”
Numer wydano dzięki dotacji Ministra Administracji i Cyfryzacji
oraz Samorządu Województwa Pomorskiego.
Dofinansowano ze środków Miasta Gdańska
W NUMERZE:
38 Jubileusz u Borowiaków
Kazimierz Ostrowski
2 Od redaktora
3 Kaszubska scena Tespisa
Daniel Kalinowski
38 Jubileùsz ù Bòrowiôków
Tłom. Bògùsława Gòłąbk
6 Talia i Melpomene w Chònicach
40 Na kociewsko-kaszubską nutę
Ewelina Adamczyk, Agnieszka Pogorzelska
kg
8 Krakòwsczé rządë ksążków
42 Na Kociewiu są też Bory...
Maria Pająkowska-Kensik
Red.
9 Rechùnk sëmieniô
Dariusz Majkòwsczi
44 Po prostu bajka! (część 2)
Maya Gielniak
10 Stolëm rodã z Rolbika
Stanisłôw Janke
46 Wiérny słowóm patrona
Agnés Łukasik, Kalina Janczewskô
12 Wcyg je pòtrzébnô diskùsjô
Z Cezarim Òbracht-Prondzyńsczim
gôdô Pioter Dzekanowsczi
47 Wiérztë. Michôł Piéper
48 Kaszuby i Gdańsk na Targach Książki w Krakowie
Monika Białecka
14 Miklosz westrzód znitów
Tatiana Slowi
50 Lektury
15 Kolekcja Amrogowicza (część 1)
Rajmund Knitter
17 „Takie było moje przeznaczenie”
Z Ewą Jasińską rozmawia Karolina Serkowska
21 Nieco o relacjach Kaszubów z Polakami
Bogusław Breza
54 Felowati darënk
Ana Glëszczińskô
27 Promocja Kaszub w Alpach
Zbigniew Byczkowski
55 Pasierbiana w Redzie
Tadeusz Buraczewski
30 Kobiety z lat 1939–1945
Stanisław Salmonowicz
32 Kaszëbsczi dlô wszëtczich. Ùczba 28: Swiecëno
I–VIII NAJÔ ÙCZBA
52 Ùtczëlë dôwnégò wójta
Izabela Truskolawska, tłom. dm
53 Rozëmné bùdowanié tożsamòscë miasta
Izabela Truskolawska, tłom. dm
23 Òficér (dzél 2)
Jerzi Hoppe
34 Gdańskie Emaus
Marta Szagżdowicz
52 Śladami ewangelickich Kaszubów
Zbigniew Byczkowski
56 Kochał las i ludzi
Maya Gielniak
57 Z kaszëbizną w kòżdim dzejanim
Dariusz Majkòwsczi
62 Klëka
35 Listy
67 Kòżdémù wòlno pisac
Tómk Fópka
36 Medale òd Gduńska
Red.
68 Jo – jedinka!
Rómk Drzéżdżónk
POMERANIA GÒDNIK 2013
Od redaktora
Koniec roku sprzyja różnego rodzaju podsumowaniom i ocenom. W naszym redakcyjnym
gronie analizujemy czas obchodów 50-lecia „Pomeranii” (swoisty rachunek sumienia z tego, jak
uczciliśmy ten jubileusz, prezentujemy na s. 9).
Monika Białecka, organizatorka międzynarodowych i krajowych targów książki w Warszawie,
próbuje podsumować Salon Małe Ojczyzny, który promował nasz region w Krakowie.
Wreszcie prof. Daniel Kalinowski ocenia chojnicki Przegląd Teatrów Kaszubskich „Zdrzadniô Tespisa”. Do lektury jego artykułu zachęcamy nie tylko aktorów i reżyserów, którzy brali udział w tym
ciekawym wydarzeniu artystycznym. Warto zapoznać się z jego
uwagami, czasem krytycznymi, żeby w przyszłości unikać błędów.
Zresztą jednym z głównych celów organizowania Przeglądu było
podnoszenie poziomu naszych teatrów, a nie da się tego osiągnąć
bez wsłuchiwania się w głos profesjonalistów. Większość reżyserów
i aktorów doskonale to rozumie, sami prosili o ocenę efektów swojej pracy, a najczęściej powtarzanym w kuluarach postulatem była
prośba o zorganizowanie warsztatów teatralnych. Jeśli do tego dojdzie, to będzie można powiedzieć, że „Zdrzadniô Tespisa” spełniła
swoją funkcję.
Dariusz Majkowski
PRENUMERATA
Pomerania z dostawą do domu!
Koszt prenumeraty rocznej krajowej z bezpłatną dostawą do domu: 55 zł.
W przypadku prenumeraty zagranicznej: 150 zł. Podane ceny sa cenami brutto i uwzględniają 5% VAT.
Aby zamówić prenumeratę, należy
• dokonać wpłaty na konto: PKO BP S.A. 28 1020 1811 0000 0302 0129 35 13, ZG ZKP, ul. Straganiarska
20–23, 80-837 Gdańsk, podając imię i nazwisko (lub nazwę jednostki zamawiającej) oraz dokładny
adres
• zamówić w Biurze ZG ZKP, tel. 58 301 27 31, e-mail: [email protected]
• Prenumerata realizowana przez RUCH S.A: zamówienia na prenumeratę (...) można składać bezpośrednio
na stronie www.prenumerata.ruch.com.pl. Ewentualne pytania prosimy kierować na adres e-mail: [email protected] lub kontaktując się z Infolinią Prenumeraty pod numerem: 22 693 70 00 – czynna
w dni robocze w godzinach 7–17. Koszt połączenia wg taryfy operatora.
2
ADRES REDAKCJI
80-837 Gdańsk
ul. Straganiarska 20–23
tel. 58 301 90 16, 58 301 27 31
e-mail: [email protected]
REDAKTOR NACZELNY
Dariusz Majkowski
ZASTĘPCZYNI RED. NACZ.
Bogumiła Cirocka
ZESPÓŁ REDAKCYJNY
(WSPÓŁPRACOWNICY)
Danuta Pioch (Najô Ùczba)
Karolina Serkowska
KOLEGIUM REDAKCYJNE
Edmund Szczesiak
(przewodniczący kolegium)
Andrzej Busler
Roman Drzeżdżon
Piotr Dziekanowski
Aleksander Gosk
Wiktor Pepliński
Tomasz Żuroch-Piechowski
TŁUMACZENIA
NA JĘZYK KASZUBSKI
Bogusława Gołąbek
Dariusz Majkowski
Karolina Serkowska
FOT. NA OKŁADCE
www.stock.chroma.pl
WYDAWCA
Zarząd Główny
Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego
80-837 Gdańsk
ul. Straganiarska 20–23
DRUK
DRUKARNIA
Waldemar Grzebyta
Redakcja zastrzega sobie prawo
skracania i redagowania artykułów
oraz zmiany tytułów.
Za pisownię w tekstach w języku kaszubskim,
zgodną z obowiązującymi zasadami,
odpowiadają autorzy i tłumacze.
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności
za treść ogłoszeń i reklam.
Wszystkie materiały objęte są
prawem autorskim.
POMERANIA GRUDZIEŃ 2013
TEMAT MIESIĄCA
Kaszubska scena Tespisa
Pierwszej edycji Przeglądu Teatrów Kaszubskich nadano nazwę Zdrzadniô Tespisa. Impreza odbyła się 19 i 20 października 2013 roku w Chojnickim Domu Kultury. Przyjechali wykonawcy tak
z północy jak i południa Kaszub, grupy o bogatych doświadczeniach teatralnych i takie, które
istnieją stosunkowo krótko.
DANIEL KALINOWSKI
Tespis wybrany na patrona przeglądu to
trafna, ale jednocześnie ambitna decyzja ideowa. Trafna, ponieważ odwołuje
się do sytuacji teatru, który stale musi
podróżować, by przedstawiać swoje
spektakle, i ciągle szuka sposobów na
dotarcie do widza. Ambitna, ponieważ
teatr amatorski rzadko kiedy ma legendarny wóz Tespisa, dzięki któremu może
się swobodnie przemieszczać i w którym
znajdują się wszystkie składniki świata
przywoływane później w spektaklu. Postać greckiego artysty wywołuje jeszcze
jedno: tradycję dramaturgiczną i sceniczną, która przez czasy antyczne, średniowieczne, nowożytne aż do dziś objawia
się w teatrze i podczas przedstawień.
Krótka historia kaszubskiego
życia teatralnego
Teatr kaszubski nie ma tak długiej tradycji istnienia, jak z zestawienia z Tespisem
by się chciało. Pierwsze przedstawienia
w języku kaszubskim to lata dwudzieste XX wieku, pierwsze akty dramaturgiczne młodokaszubów (zwłaszcza Jana
Karnowskiego) są niewiele wcześniejsze.
Można co prawda widzieć już w pismach
Floriana Ceynowy zaczątki dramaturgii
czy przywoływać gdańską wersję Historii o bogaczu i Łazarzu z intermediami,
w których występuje komiczno-sprytny Kaszuba, czy nawet dopatrywać się
w misteriach wielkanocnych kalwarii
wejherowskiej najstarszych przykładów kaszubskiego życia teatralnego,
ale wciąż pozostanie przy tym wszystkim poczucie, że to jeszcze niepełny teatr. Dopiero lata trzydzieste XX wieku
POMERANIA GÒDNIK 2013
Fot. Maciej Stanke
przyniosły ze sobą pozytywne zmiany,
a od lat sześćdziesiątych ruch teatralny
na Kaszubach zaczął być wyrazistszy
i bardziej dynamiczny, choć specyficznie tendencyjny. Przy całym pozytywnym znaczeniu folklorystycznego wykorzystywania teatru na Kaszubach, przy
cennych inicjatywach grania Sychty,
Karnowskiego czy Szefki, pozostała do
dziś z tamtych lat predylekcja do ludycznego albo etnograficznego rozumienia
teatru, przez co zatraca się jego tożsamościowy oraz artystyczny wymiar.
Dlatego też tym bardziej potrzebne są
dzisiaj inicjatywy, które umożliwiałyby
prezentacje spektakli i ich omówienie.
Co więcej – należałoby szukać rozszerzenia formuły przeglądu i organizować
warsztaty teatralne (dwu-, trzydniowe)
czy pokazy studyjne z możliwością dyskusji. Tego typu wydarzenia były już
organizowane choćby w Sierakowicach
czy Parchowie, a zatem dawne wzorce
czekają na dzisiejszą aktualizację.
Poszukiwanie nowego
wizerunku kultury kaszubskiej
To, co zostało pokazane w październiku
na deskach Chojnickiego Domu Kultury,
w generalnym ujęciu wywołuje pozytywne wrażenie. U wszystkich uczestników przeglądu widać było wysiłek
w tworzeniu kaszubskojęzycznego życia
teatralnego, zaangażowanie w ożywianiu klasycznych i adaptacji współczesnych tekstów na scenę oraz autentyczne
poświęcenie w poszukiwaniu nowego
wizerunku kultury kaszubskiej. Twórcy
spektakli wystawili się na oceny estetyczne, licząc na określoną reakcję. Widz
na chojnickiej widowni nie był biernym
oglądaczem, ale również krytykiem,
3
TEMAT MIESIĄCA
który wypowiadał swoje racje w trakcie
spektaklu i w kuluarach. To była bardzo
cenna możliwość konfrontacji, podczas
której zamysł artystów-amatorów został
zestawiony z reakcjami widzów. Stąd
więc moje uwagi.
Jako pierwszy pojawił się podczas
chojnickiego przeglądu Teatr Prostolinijny z Lini ze spektaklem „Ala weter jo!”
powstałym na podstawie opowiadania
Jana Drzeżdżona „Monika”. Wśród aktorów wyróżniał się chłopak odgrywający
rolę starego Augusta oraz kobieta interpretująca postać sąsiadki Agneski. Największe wyrazy uznania należą się młodo-staremu Augustowi, który zaistniał
w przerysowanym, ale jednak przekonującym ujęciu, gdzie i sposób mówienia,
i gestykulacja, a nawet kostium sceniczny utworzyły zabawną i konsekwentną
postać. Agneska w odegraniu aktorki
z Lini miała w sobie autentyczną vis comica, która objawiała się w świetnych
warunkach głosowych, interesującym
rysunku ciała oraz rodzaju stylu gry,
który nieco karykaturalnie, ale jednak
wciąż w dobrym smaku odwzorowywał wiejską mentalność. Zespołowa interpretacja twórczości Jana Drzeżdżona
poprzez poetykę komedii przyniosła ze
sobą radosną atmosferę całego spektaklu, nie została jednak utrzymana przez
wszystkich aktorów. Popełniono tutaj
tak podstawowe błędy, jak mówienie
bokiem lub zza sceny do publiczności,
cicho wypowiadano kwestie dialogów
lub nie umiano opanować rekwizytu.
Rażące uchybienia to może nie były, lecz
skutecznie studziły sympatię do tego
spektaklu.
Jako drugi pojawił się na przeglądzie
Amatorski Zespół Teatralny ze Strzelna, który inną część wspomnianego już
opowiadania Jana Drzeżdżona uczynił
podstawą do swojej prezentacji. Tym razem August Konewka odgrywany przez
Józefa Roszmana zaistniał w konwencji
realistycznej czy wręcz naturalistycznej.
Nie była to porywająca interpretacja,
ale też nie można jej odmówić dbałości
o szczegóły postaci. Główna postać miała
przejmować widza swoją starością i niedołęstwem, które tylko czasami ustępowały agresywnej zrzędliwości lub twardemu humorowi. Poziom aktorski całego
zespołu był zresztą wyrównany. Każdy
wiedział, co ma robić, każdy wyraźnie
4
Fot. Maciej Stanke
mówił bylacką odmianą języka kaszubskiego, co nadawało spektaklowi walor
niemal profesjonalizmu. Zauważone braki dotyczyły wyboru konwencji przedstawienia. Reżyser i aktorzy jakby zapomnieli, że w teatrze nie ma potrzeby, aby przez
dłuższą chwilę pokazywać, jak wygląda
ubieranie starego człowieka, i wcale nie
jest konieczne dokładnie przedstawiać
badanie lekarskie. Tego typu elementy
realistyczne są zbędne, gdyż nie powinno aktorom zależeć na tym, aby ukazać
ilość guzików do zapięcia, lecz by wyrazić emocję, jaka zapinaniu towarzyszy.
Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem
byłoby zmetaforyzowanie naturalizmu
i wprowadzenie skrótu scenicznego.
Kolejnym przedstawieniem była „Roczëzna” Stanisława Jankego w interpretacji Amatorskiego Kaszubskiego Teatru
z Chojnic. To w sensie doboru tekstu najbardziej trafiona propozycja przeglądu.
Aktorzy wyczuwają wagę dojrzałości,
głębi psychologicznej i emocji zawartej w dramacie. Jest to przecież historia
dziejąca się nie tyle na kartach literatury, ale w dzisiejszej rzeczywistości społecznej, w której wdowy (czy wdowcy),
wychowawszy swe dzieci, zostają sami,
w samotności i poczuciu zbędności. Te
walory zawarte w tekście dramatu nie
zostały jednak jeszcze wyzyskane przez
chojnickich aktorów. Zbyt duży akcent
został położony na główną bohaterkę
sztuki Sztazję, której rola w prostej linii prowadzi ku monodramowi, nie zaś
spektaklowi zespołowemu. Niewyzyska-
ni scenicznie zostali Franz, zakochany we
wdowie rzeźbiarz, czy skłócone ze sobą
dzieci Sztazji – Marta i Piotr. Nawet postacie drugoplanowe (Listonosz, Woźnica,
Diabeł) także mogłyby dobitniej zaznaczyć
swoją obecność. Członkowie zespołu zapomnieli o wadze pracy warsztatowej, która
przyniesie im wiele radości i poczucia estetycznego sensu w scenach z przyjęciem
bożonarodzeniowym czy z odwiedzinami
specyficznej kaszubskiej Gwiazdki, jeśli tylko ją potraktują serio.
Jako czwarta prezentacja pojawiła
się na chojnickim przeglądzie sztuka
Bernarda Sychty „Spiącé wòjskò”. Aktorzy Regionalnego Teatru Dramatycznego
z Luzina z wielkim szacunkiem podeszli
do klasycznego dla dramatu kaszubskiego repertuaru i zaproponowali inscenizację rodem z lat trzydziestych zeszłego
wieku. Można rozumieć ich chęć docenienia Sychty jako etnografa i słownikarza, lecz w sensie dramaturgicznym
i teatralnym ten rodzaj inscenizacji jest
już jedynie wartością historyczną. Dla
członków zespołu najważniejszym zadaniem powinno być nie tyle wyuczenie się tekstu, nie tyle dbanie o kostium
świętej Barbary czy śpiącego rycerza, co
znalezienie nowego języka artystycznego dla atrakcyjnej inscenizacji Sychty.
Dziś nie można już przywoływać tęsknot
kaszubskich bohaterów sztuki napisanej
siedemdziesiąt lat temu jako wciąż aktualnych pragnień naszego społeczeństwa.
Odzyskanie niepodległości przez Polskę
już dawno się dokonało a Kaszubów już
POMERANIA GRUDZIEŃ 2013
TEMAT MIESIĄCA
nikt nie prześladuje. Partie ideologiczne
sztuk znakomitego badacza kultur Pomorza powinny zatem znaleźć nową poetykę. Chyba że twórcy teatru z Luzina
chcą grać nad wyraz tradycyjnie. Wówczas jednak nie mogą sobie pozwolić na
pomyłki w tekście, niesłużącą postaci
charakteryzację czy granie w konwencji
patetyczno-akademijnej.
Ostatnim spektaklem chojnickiego
przeglądu w kategorii teatrów dorosłych
była humoreska „Gdze je Balbina?” Anny
Łajming w wykonaniu Teatru Obrzędu
Ludowego „Zaboracy” z Czyczków. Ten
dobrze znany w tradycji kaszubskiej
tekst był tutaj interpretowany w dość
realistyczny sposób, lecz trochę bez
wewnętrznego przekonania. Pierwsze
dziesięć minut przedstawienia były
świetne, aktorzy grali żywo, dialog rozbrzmiewał potoczyście, scenki przechodziły jedna w drugą. Im dalej w czasie
trwania spektaklu, tym bardziej tempo
gry malało. Dobrze, że w zespole jest
tak dynamiczna aktorka jak ta, która odgrywa Matkę, gdyż to dzięki niej przedstawienie miało akceptowalną formę.
Szkoda, że nie dotrzymywał jej kroku
tak ciekawy momentami Ojciec. Duże
zadanie pogłębienia psychologii postaci
mają przed sobą tytułowa Balbina i jej
kawaler. Cały zespół powinien również
zrezygnować z kurczowego trzymania
się przestrzeni stołu i szukać możliwości
grania w innych częściach sceny, które
aż się proszą, aby je ożywić. Koniecznie
trzeba przemyśleć kompozycję i napięcie
emocjonalne sztuki, ponieważ obecnie
nie wybrzmiewa zakończenie przedstawienia i jego humorystyczna pointa.
W drugim dniu przeglądu pojawiły
się dwa zespoły kaszubskich teatrów
dziecięcych, które wniosły ze sobą powiew radości. Dziecięcy Teatr z Lipnicy
zrealizował spektakl z niewielką ilością
aktorów, lecz z wielkimi możliwościami
do stworzenia wyrazistych postaci. Dzieci mają w Lipnicy wzorce teatralne w postaci zespołu „Beleco”, ale wciąż jeszcze
są na wstępnym poziomie tworzenia teatru, na którym trzeba lepiej opanować
mówienie oraz bardziej wyćwiczyć postawę czy gestykulację. Nie można jednak zapomnieć o czynniku zabawy, inaczej dzieci będą jedynie dukać wyuczone
kwestie. Patrząc na propozycję młodych
aktorów z Lipnicy, można mieć nadzieję,
POMERANIA GÒDNIK 2013
że kolejne miesiące i lata przyniosą dojrzalsze przedstawienia. Ostatnim przedstawieniem chojnickiego przeglądu była
inscenizacja obrzędów marynarskich
w wykonaniu Zespołu Artystycznego
„Wicherki” z Kamienicy Szlacheckiej.
Przedstawienie jest doskonałym przykładem na to, jak na scenie teatru dziecięcego jednocześnie można się bawić
i tworzyć metaforyczny obraz. W spektaklu pojawiły się wieloznaczne elementy
scenograficzne (maszt z żaglem), pantomima i piosenka. Można sobie życzyć,
aby te użyte już elementy jeszcze lepiej
dopracować ku temu, aby spektakl był
zabawny i pouczający, a nade wszystko,
by nie rezygnował z artystycznych walorów, dzisiaj bowiem teatr dziecięcy nie
zawsze kojarzy się z sytuacją szkolną.
Wnioski i postulaty
Co zatem z kaszubskiego wozu Tespisa
trafia nam dziś do oczu, uszu i mózgu?
Po pierwsze to, że teatr kaszubski
wciąż utrzymuje obrzędową, obyczajową i historyczną tematykę przedstawień. Z jednej strony to dobrze: Kaszubi
lubią oglądać na scenie Kaszubów, lecz
ze strony drugiej to niedobrze, dlaczego
bowiem tak mało w spektaklach problematyki współczesnej? Po drugie okazuje się, że niektórzy
z twórców teatralnych Kaszub sądzą,
iż publiczność trzeba traktować jako
niedouczonych macków. Pewnie dlatego
tłumaczą w patetycznym wstępie przed
prezentacją, z czego w spektaklu widzowie powinni być zadowoleni, a w którym miejscu powinni się zastanowić nad
sobą i życiem.
Po trzecie reżyserzy niektórych przedstawień lubią dosłowność, a zatem wykorzystują łopatologiczną muzykę do
spektaklu (jakieś kaszubo-disco), aby
widz nie miał wątpliwości, że to komedia albo że sceny odgrywają się na wsi
(dlatego trzeba włączać muzykę z pianiem koguta czy rechotaniem żab).
Po czwarte część zespołów teatralnych nie najada się w domu do syta,
dlatego w przedstawieniach za główny
element scenograficzny czyni zastawiony jadłem stół, który oczyszcza z zawartości podczas trwania spektaklu.
Po piąte niektórzy aktorzy nie utrzymują konwencji teatralności i wprost
zwracają się do publiczności, co bierze
Fot. Maciej Stanke
w nawias iluzję teatru i niszczy nastrój
przedstawienia.
Po szóste twórcy kaszubskiego teatru
bez pieniędzy, bez instytucjonalnego
wsparcia (albo z bardzo niewielkim), poświęcając wolny czas i mnóstwo energii,
wciąż pracują nad sobą i własną tożsamością.
Po siódme animatorzy życia teatralnego Kaszub coraz śmielej i coraz ciekawiej mówią na scenie w języku kaszubskim, zostawiając sobie możliwość
wyeksponowania regionalnych odmian
i gwar.
Po ósme pojawia się świadomość, że
aby wóz Tespisa mógł się toczyć po kaszubskich stegnach, trzeba je budować
przez pisanie nowych kaszubskojęzycznych dramatów lub adaptowanie tekstów prozatorskich i lirycznych.
Po dziewiąte staje się jasne, że przeglądów i konkursów teatralnych powinno być więcej, na różnych poziomach
administracyjnych czy wiekowych, oraz
powinny trwać dłużej, aby uczestnicy
mogli rzeczywiście się lepiej poznać,
a nie tylko przyjechać na swój występ
(niektórzy uczestnicy przeglądu nie
oglądali propozycji innych grup, przez
co stracili możliwość poszerzenia swoich artystycznych horyzontów w zakresie wykorzystania tekstów, technik czy
rozwiązań scenicznych).
I po dziesiąte nigdy nie jest tak dobrze, aby nie mogło być jeszcze lepiej.
5
MIESĄCOWÔ TÉMA
Talia i Melpomene
w Chònicach
Amatorsczi téater rozwijô sã dzysô we wiele placach i czerënkach. W rozmajitëch miescowòscach
czëc je ò niewarkòwëch aktorach, jaczim nie je żôl swòjégò wòlnégò czasu na próbë i nôùkã
tekstu. Cobë stwòrzëc mòżlëwòtã ùzdrzeniô wszëtczich téatralnëch karnów w jednym placu,
w Chònicach òstôł zòrganizowóny I Przezérk Kaszëbsczich Téatrów „Zdrzadniô Tespisa”.
Chònice stałë sã stolëcą amatorsczich
kaszëbsczich téatrów na dwa dni – òd
19 do 20 rujana. W tim czasu w miesce
òdbiwałë sã Dnie Kaszëbskò-Pòmorsczi
Kùlturë (13–26.10), tak tej Przezérk Téatrów béł dzélã tegò swiãta.
Zdrzódła widzawiszcza
Pòzwa I Przezérkù Kaszëbsczich Téatrów „Zdrzadniô Tespisa” wiele lëdzóm
wëdôwa sã dzywnô, òsoblëwô. Ùdbã na
taką pòzwã miôł dôwny przédny redaktór cządnika „Pomerania” i przédnik KPZ
– Stanisłôw Pestka.
Pierszé słowò w pòzwie òznôczô
pò pòlskù ‘scena’, tj. môl, gdze sã
òdbiwają téatralné widzawiszcza, ale
mòże òznaczac téż ‘widownia’, tj. tëch,
co òbzérają zdrzadniowi téater. Titel
„Zdrzadniô Tespisa” nawlékô do zôczątków téatru, do starożëtnégò grecczégò
pòétë i aktora Tespisa, jaczégò ùznôwô sã
za pierszégò „wiejsczégò” aktora. Wanożił
òn wòzã pò grecczich wsach i wëstôwiôł
swòje dramatë, stądka téż mómë òkreslenié „wóz Tespisa” òznôczającé òbjazdowi téater.
Zadanié Artisticzny Kòmisji
Òglowim célã I Przezérkù bëła diagnoza
stanu kaszëbsczich téatrów, przezdrzenié sã amatorsczim karnóm i temù, co
pòkazëją na binie. Nad całim Przezérkã
czuwała Artisticznô Kòmisjô, w jaczi zasedlë znajôrzë téatru. Jednym z nich béł Jerzi Gòrzkò, aktór z 25-latnym stażã w Téatrze Pòbrzég (Wybrzeże) we Gduńskù.
Drëdżim – Grzegòrz Szlanga, reżiséra
i aktór, jaczi miôł robioné ze Stanisławã
Miedzewsczim i je ùtwórcą Chònicczégò
6
Òdj. Maciej Stanke
Studia Rapsodicznégò. Razã z nima
w Kòmisje béł prof. Daniél Kalinowsczi
– aktór, znajôrz lëteraturë i téatru a téż
profesór na Pòmòrsczi Akademii w Słëpskù. Zadanim nôleżników Artisticzny
Kòmisji béł leno òglowi òbsądzënk terôczasny fòrmë téatrowëch karnów na
Kaszëbach, bez przëznôwaniô wëstãpùjącym karnóm môlów. Dlôte Przezérk
miôł charakter niekònkùrsowi. Miôł téż
bëc leżnoscą dlô aktorów i reżiserów do
wëmianë doswiôdczeniów.
Téatrë robioné przez
dozdrzeniałëch
Pierszégò dnia „dozdrzeniałé” téatrë
wëstôwiałë przedstawienia òpiarté na
znónëch, mòże rzec: klasycznëch tekstach kaszëbsczich ùsôdzców. Repertuar
wszëtczich piãc karnów béł ùrozmajicony,
a i ùdbë na robienié téatru rozmajité.
Na chònicczi binie mòglësmë tej
òbôczëc dwa przedstawienia na spòdlim
tekstów Jana Drzéżdżona, jaczé pòkôzałë
Téater Prostolinijny z Lëni („Ala weter jo!”)
i Amatorsczé Téatrowé Karno ze Strzélna („Testament II”). Pierszé karno miało
przedstawioné na binie baro wiesołą
i chùtką akcjã w tipòwi pòétice kòmédii.
Drëdżé téatrowé karno pòkôzało téater
kąsk pòwôżniészi, ale téż z nótą hùmòru.
Òkróm tëch dwùch pòjawił sã baro realisticzny pòkôzk „Roczëzna” (na spòdlim
dokazu Stanisława Jankegò), jaczi béł zrobiony przez Amatorsczi Kaszëbsczi Téater
z Chòniców. Bëła to jednoczasno premiera tegò widzawiszcza ò samòtnoscë
człowieka. Pòsobnym téatrã, jaczi wëstą-
POMERANIA GRUDZIEŃ 2013
MIESĄCOWÔ TÉMA
pił w Chònicach, béł Regionalny Téater Dramaticzny z Lëzëna. Pòkôzôł òn
swòjã interpretacjã „Spiącégò wòjska”
ks. Bernata Sëchtë. Na kùńc pierszégò
dnia przezérkù òstała przëbôczonô drama „Gdze je Balbina?”. Z tim pòkôzkã
przëjachôł Téater Lëdowégò Òbrzãdu
„Zôbòrôcë” z Czëczków, jaczi ju cziledzesąt lat dowsladë miôł gróné dokôz
Anë Łajming, a latos zadedikòwôł gò sp.
Józwòwi Chełmòwsczémù.
Pò òbezdrzenim wszëtczich piãc téatrów béł téż czas, żebë òbgadac to, co sã
przed sztótã widzało. Pierszi òbsąd mia
Artisticznô Kòmisjô, jakô wërażëła swój
pòzdrzatk na kaszëbsczé widzawiszcza. Òglowò znajôrzë téatru dosc wësok
òcenilë wësłôwianié sã i emisjã głosu ù
kaszëbsczich artistów (chòc czasã niejednëch drãgò bëło ùczëc). Jerzi Gòrzkò gôdôł
téż ò tim, że widzec bëło we wszëtczich
karnach miłotã artistów do swòji robòtë
na binie i wiôldżé sparłãczenié z tradicją.
Wiele téż pòjawiło sã doradów òd téatroznajôrzów, m.jin. to, żebë sygac pò terôczasné tekstë, barżi zrozmiałé dlô młodëch, a téż żebë kąsk wicy zastanowic sã
nad kómpòzycją widzawiszcza, cobë nie
pòwstôwałë tzw. „pùsté scenë”.
W diskùsji ò téatrze wzãlë ùdzél zéńdzony artiscë-amatorzë. Bëło gôdóné
ò tim, jak z jich starnë wëzdrzi robienié
kaszëbsczégò téatru i dlôcze sã to robi.
Wiele bë mòżna jesz bëło gadac, ale tegò
dnia – specjalno dlô zéńdzonëch – miôł
wëstąpic gòscynno Kameralny Téater PILIGRIM z Rosji. Karno skłôdającé sã z dwùch
aktorów przedstawiło pùpkòwi pòkôzk
z czilenôsce rozmajitima marionetkama.
Nimò że widzawiszcze bëło w rusczim
jãzëkù, wierã nicht ni miôł niżódnégò
jiwru ze zrozmienim, ò co jidze w tim
téatrze. Òbzérnikóm widzała sã pòkôzónô
hùmòristicznô òpòwiésc. Czerowniczka
Zôbòrôków, Danuta Miszczik, miała mie
rzekłé, że ji zdanim rusczi téater béł dobrim
zakùńczenim pierszégò dzélu kaszëbsczich
widzawiszczów, bò je bëlnym przikładã,
w jaczi spòsób pòkôzac bôjkã i tradicjã, to je
tak, żebë cos ta bôjka ze sobą niosła. Wedle
mie to przedstawienié bëło dlô wszëtczich
pòkòleniów. Widzec bëło, że òpòwiésc wcygała
kòżdégò, naju dozdrzeniałëch téż.
Drëdżi dzéń téatrowégò swiãta
Téater robią téż dzecë – òsoblëwò w szkòłach – dlôte w Przezérkù ni mògło zabrakPOMERANIA GÒDNIK 2013
nąc téatru môłëch aktorów. Wiele smiéchù przëniósł Dzecny Téater z Lëpińców.
Baro wiesoło i żëwò òpòwiésc pt. „Jak
Kùba diôbła i smierc òszëkôł” zagrało
trzech aktorów. Ùdba tegò téatru pòlégała
na tim, że nie bëło tuwò niżódny scenografii, ale za to – wiele dialogów i binowi
rësznotë. Béł to pò prôwdze téater słowa,
z cëskã na dobrą wëmòwã (dikcjã) aktorów.
Tak samò interesującé bëło przedstawienié Artisticznégò Karna WICHERKI ze
Szlachecczi Kamiéńcë pt. „Krësztofòwé
rozegracje”. Pòkôzk nawlékôł do mòrsczich òpòwiescë i sparłãczonëch z nima
òbrzãdów i zwëków. Bëło w nim wiãcy aktorów a téż wiele scenografii òbrazëjący mòrsczé wałë, bôt i samò mòrze.
Jak rzekła mie pò wëstãpie reżiserka
„Krësztofòwëch rozegracjów” Teresa Wejer: dlô nas wôżniészą sprawą je
wiedno Krézowi Przezérk Szkòłowëch
Téatrów Kaszëbskô Bina, ale baro jesmë
rôd, że mòglësmë wëjachac z naszi wsë do
prôwdzëwégò téatru. Przede wszëtczim dlô
dzecy bëło to czekawé doswiôdczenié, bò
czësto jinaczi wëstãpùje sã na wiôldżi binie
jak w szkòle. Dzecë przez to mòże są jesz
barżi przënãconé do téatru. Dlô mie téż wôrt
bëło przëjachac do Chòniców i pòtkac jinszé
karna. Na przińdnosc bédowałabëm jesz
wiãcy czasu na zéńdzenia z instruktorama
i diskùsje ò tim, jak më mómë dobrze robic
widzawiszcza.
Je wiedzec, że dwa dzecné téatrë
wëstãpùjącé w Chònicach to nie są wszëtczé, co dzejają na Kaszëbach. W ti kategórii je wiele karnów, leno tëlé sã ùdało zebrac na chònicczi przezérk.
Pò pòkôzkach téatrów z Lëpińców
i Szlachecczi Kamiéncë Artisticznô
Kòmisjô pòdrechòwała całé wëdarzenié. Wedle ni mòżlëwòta òbzéraniégò
kaszëbsczich téatrów bëła na gwës baro
pòtrzébnô tak widzóm i kritikóm, jak aktoróm. Zôchãcywelë do òrganizowaniô
pòstãpnëch taczich zéńdzeniów. Kùńczącë
I Przezérk Kaszëbsczich Téatrów „Zdrzadniô Tespisa”, jesz rôz pòdczorchnãlë wësoką klasã aktorów.
Pòspólnô inicjatiwa na przińdnotã
Pierszi przezérk ju za nama. I artistóm,
i òbzérôczóm baro sã widzôł. Jeden z bëtników, Pioter Szimańsczi, rzekł mie, że
wedle niegò bëło to fantastyczne zdarzenie, dzięki któremu pokazano zapał i pasję
Òdj. Maciej Stanke
ludzi na scenie przeobrażające się w sztukę.
Potrzebne jest jednak, by rozszerzyć repertuar i sięgać po współczesność, np. bardzo bym
chciał zobaczyć Mrożka po kaszubsku. Téatrë mògłë sã na przezérkù sprôwdzëc. Nie
bëło letkò, jak òcenia czerowniczka téatru
z Lëni, Nataliô Bigùs, bò cãżi je wëstãpiwac
przed tima, co sã na téatrze znają, niżle
przed lëdzama, co nick ò nim nie wiedzą.
Òrganizatorzë chcelëbë nen projekt
robic dali – nôlepi w Chònicach. Latos nie
bëło drãgò ùdostac téatrë do przezérkù. Jak
miała mie rzekłé przédniczka chònicczégò
partu KPZ Janina Kòsedowskô: Na zôczątku jesmë chcelë wząc pò sztërë dorosłé téatrë i dzecë, ale wëszło, że piãc dorosłëch, bò
Czëczkòwë błësnãli „Balbiną”, i jô mësla, że
bez nich to sã nie òdbãdze. Miało bëc wiãcy
téatrów szkòlnëch, në ale wëszło, jak wëszło,
bò jima termin nie òdpòwiôdôł. Barżi pasowałobë dlô nich na zymkù.
Chònicczi part KPZ bãdze miec starã
ò to, żebë zrobic pòstãpny przezérk. Miôłbë òn bëc rozszérzwióny ò téatralné
warkòwnie sparłãczoné ze studyjnyma
pòkôzkama z mòżlëwòtą diskùsjów, bò
prawie ò to prosëlë i artiscë, i kòmisjô.
Wëdarzenié, jaczim béł I Przezérk Kaszëbsczich Téatrów „Zdrzadniô Tespisa”,
zòrganizowelë Kaszëbskò-Pòmòrsczé
Zrzeszenié i Chònicczi Dodóm Kùlturë.
Patronat nad imprezą miałë cządnik „Pomerania” i „Gazeta Pomorska”.
kg
7
MÔŁÉ ÒJCZËZNË
Krakòwsczé rządë ksążków
Pòd kùńc rujana òbczas Tôrgów Ksążczi w Krakòwie lubòtnicë czëtaniô z całi Pòlsczi mòglë
òbzerac i czëtac dokazë pòmòrsczich ùtwórców.
Salon Môłé Òjczëznë – Kaszëbë i Gduńsk
dzejôł baro rëszno. Òb trzë dni (25–27.10)
òdbëwałë sã debatë, wëkładë i prezentacje tikającé sã najégò regionu. Ùdzél
w nich brelë kaszëbsczi gazétnicë, ùczałi,
pòliticë. Westrzód gòscy pòjawilë sã
m.jin. ks. abp Henrik Mùszińsczi (Pri-
mas z Kaszub), ò. Adóm Sykòra czë Kazmiérz Tischner.
Salon òtemklë prezydeńt Gduńska
Paweł Adamòwicz, przédnik KaszëbskòPòmòrsczégò Zrzeszeniô Łukôsz Grzãdzëcczi i przédnik Kaszëbsczégò Institutu
prof. Józef Bòrzëszkòwsczi.
W drobnotach ò impreze, a òsoblëwie
ò Salonie Kaszëbë i Gduńsk, pisze w ny
„Pòmeranii” Monika Białecka – wielelatnô
òrganizatorka Midzënôrodnëch Tôrgów
Ksążczi w Warszawie (s. 48–49), a w tim
placu bédëjemë pôrã òdjimków z tegò
wëdarzeniô.
Òdjimczi DM
8
POMERANIA GRUDZIEŃ 2013
Rechùnk sëmieniô
W latosy stëcznikòwi „Pòmeranii” napisôł jem krótczi tekst: Òsoblëwi rok, òsoblëwé planë.
Òstałë tam wëmienioné rozmajité ùdbë, jaczé redakcjô najégò pismiona chcała zjiscëc, żebë
bëlno ùtczëc swòje 50-lecé. Dzysô przëszedł czas na rechùnk sëmieniô…
DA R I U S Z M A J KÒ W S C Z I
Òbiecënk pierszi – ùroczëzna z leżnoscë
jubileùszu i wrãczeniô Òrmùzdowëch
Skrów. Ùdało sã jã zòrganizowac w Bôłtëcczi Filharmónie we Gduńskù, gdze
kòncertë brzëmiałë nadzwëkòwò pëszno. Nôbarżi jesmë rôd z tegò, że wiãcy
jak sztërësta lëdzy wespół z nama
swiãtowało 50-lecé najégò cządnika.
Dzãkùjemë téż za medal Senatu RP, jaczi
wrãcził nama òb czas tegò swiãta senatór Kazmiérz Kleina.
Òbiecënk drëdżi – pòtkanié z Czëtińcama z leżnoscë nadaniô jedny z gduńsczich szaséjów miona wielelatnégò
przédnégò redaktora „Pòmeranii”
Wòjcecha Czedrowsczégò. Nie ùdało
sã tegò zjiscëc, ale mómë nôdzejã, że
kùreszce szaséja Czedrowsczégò we
Gduńskù stónie sã całã i tej wrócymë do
ti ùdbë.
Òbiecënk trzecy – cykl artiklów
ò przédnëch redaktorach najégò miesãcznika i lëdzach òsoblëwie zasłużonëch
dlô „Pòmeranii”. Latos jesmë zaprezentowelë najim Czëtińcóm wszëtczich przédnëch, ale je jesz conômni czile wôżnëch
pòstacjów, chtërne zasłużëłë na môl
w swiãtëjącym 50-lecé cządnikù. Dlôte nen
cykel mdzemë cygnąc dali – jesz w 2014 r.
Òbiecënk czwiôrti – wëdanié ksążczi,
w jaczi naléze sã 50 wôżnëch tekstów
z „Pòmeranii” z rozmajitëch lat. Mają to
bëc artikle, jaczé zmieniwałë Pòmòrzé
abò kawle zwëczajnëch lëdzy. Terô, czej
piszã ne słowa, ni móm jesz ji w rãkù, ale
czej mdzeta czëtac ten tekst, mést ksążka naléze sã ju w drëkarni. 50 tekstów
wëbrało karno lëdzy pòd przédnictwã
Édmùnda Szczesôka, a wstãp do ksążczi napisôł Kazmiérz Òstrowsczi. Ju terô
rôczimë na promòcje, chtërne òdbãdą sã
ju w przińdnym rokù.
POMERANIA GÒDNIK 2013
Warkòwnie w Chònicach. Òdj. Maciej Stanke
Òbiecënk piąti – warkòwnie dlô piszącëch pò kaszëbskù. Ten pónkt ùdało
sã zjiscëc dzãka dëtkòwi pòmòcë Minysterstwa Administracji i Cyfrizacji. Jesmë
rôczelë młodëch i kąsk starszich piszącëch do Chòniców i Bòrowégò Młina.
Dzél tekstów, jaczé wnenczas pòwstałë,
dało sã ju przeczëtac w „Pòmeranii”, jinszé ùkôżą sã w nôblëższich miesącach.
Òbiecënk szósti – wrócenié do żëcô
Prozatorsczégò Kònkùrsu m. J. Drzéżdżona. W tim pòmògło nama Mùzeùm
Kaszëbskò-Pòmòrsczi Pismieniznë
i Mùzyczi we Wejrowie. Na kònkùrs
nadeszło 12 dokazów. Wikszosc nôdgrodzonëch tekstów ju nalazło sã w „Pòmeranii” i „Stegnie”.
Òbiecënk sódmi – wëstôwczi, radiowé aùdicje, debatë sparłãczoné z roczëzną. Z tëch zôpòwiesców wëszło mni,
jak jesmë chcelë. Tim barżi mùszimë
pòdzãkòwac Andrzejowi Bùslerowi
i gdińsczémù partowi KPZ, bò dzãka jich
robòce ùdało sã zrëchtowac wëstôwk
ò „Pòmeranii” i jedurną debatã, chtërna òdbëła sã w Òstrzódkù Kaszëbskò-Pòmòrsczi Kùlturë w Gdini. Na wiãcy
nie sygło nama czasu i mòcë.
Òbiecënk ósmi – farwné starnë
w miesãcznikù. Na dzysô je to 16 starnów (wespół z Nają Ùczbą – 24). Chcałobë sã wiãcy, ale równak je to krok w dobrą stronã. Chcemë leno wierzëc, że na
pòstãpné 16 starnów nie bãdzemë czekac na 100-lecé.
Móm nôdzejã, że te wszëtczé wëdarzenia kòljubileùszowé bëłë dobrą
promòcją najégò pismiona. Za to, co sã
nie ùdało, przeprôszóm, a za to, co jesmë
zrobilë, dzãkùjã całi redakcji, nôleżnikóm
Redakcjowégò Kòlegium i wszëtczim
najim lubòtnikóm.
9
Stolëm rodã z Rolbika
Òrganizatorzë recytatorsczégò kònkùrsu Rodnô Mòwa w Chmielnie wiedno mie pitają, jaczi mô
bëc patrón tegò corocznégò wëdarzeniô. Jô jima zabédowôł, żeby na zymk przińdnégò rokù béł
nim Stanisłôw Pestka, pò rôz pierszi w historii kònkùrsu żëwi ùtwórca, jaczi òdcësnął głãbòczi
céch na dzysdniowi kaszëbiznie, latos w rujanie za całownotã lëteracczi i spòleczny robòtë nôdgrodzony przez władze Gduńska Medalã Mszczuja II.
S TA N I S Ł Ô W J A N K E
Pòd kùńc lat sétmëdzesątëch w jednym
z krómów z wëdôwiznama Kaszëbskò-Pòmòrsczégò Zrzeszeniô jô pòstrzégł
môłą, żôłto-czôrną ksążeczkã z nôdpisama: „Jan Zbrzyca, Południca”. Jak sobie mògã wdarzëc, czëtanié czilenôsce
wiérztów tamò òpùblikòwónëch szło
mie baro grãdo i chòc niejedne słowa
bëłë z pôłniowégò dzéla Kaszëbsczi,
skądka jô pòchòdzã, jô prawie nick z ti
pòézji nie zrozmiôł.
Znad Zbrzëcë
Dzysô, czej jô przezéróm ten tomik z sétmënôsce wiérztama, widzã z tegò czasu
zapisënk òłówka (pò pòlskù) pòd titelowim wiérztã „Pòłudnica”: „niescygnionosc losu, fatalëzna”. Tej cos równak jô
z tegò rozmiôł, ale widzec za mało, żebë
ùchwëcëc jistotã tegò piesniodzejaniô.
Zôwadą w rozmienim ti pòézji, czasã
i dzysô przez mie, je apartnô słowizna.
Niejednëch wiérztów Jana Zbrzëcë bez
słowôrza nie dô sã przeczëtac, òsoblëwie,
że je tam dosc tëlé neòlogizmów i lokalizmów z pôłniowi Kaszëbsczi.
W Pòłudnicë je nadczidka, że ùtwórca
Jan Zbrzëca je ùrodzony 8 łżëkwiata 1929
rokù w Rolbikù, ùkùńcził pòlonistikã na
Pòznańsczim Ùniwersytece, że wiérztë
pùblikòwôł w „Pòmeranii” a Pòłudnica je
jegò ksążkòwą pierszëzną.
Dopiérze jak jô sã zrzesził w stëcznikù 1979 rokù gazétnikòwą robòtą
z miesãcznikã „Pomerania”, jô sã dowie10
Stanisłôw Pestka na aùtorsczim pòtkanim w Chònicach. Òdj. Maciej Stanke
dzôł, że Jan Zbrzëca, to nie je jawerné
nôzwëskò ùtwórcë, a lëteracczi pseùdonim Stanisława Pestczi, w tim czasu
przédnika całégò Kaszëbskò-Pòmòrsczégò Zrzeszeniô i etatowégò pùblicystë
wëchôdającégò we Gduńskù tigòdnika
„Czas”. Jô sã téż dowiedzôł, że Rolbik
leżi w pôłniowi Kaszëbsczi nad rzéką
Zbrzëcą, skądka ten pseùdonim sã wzął.
Z pipą w prezesówce
Za sprawą robòtë w „Pòmeranii” jô zaczął corôz lepi pòznôwac dzejanié Stanisława Pestczi w Kaszëbskò-Pòmòrsczim
Zrzeszenim. Przë spòsobnoscë trzeba
rzec, że w 1975 rokù za całą regionalną
robòtã sztudérowie z klubù Pòmòraniô
przëznalë mù Medal Stolema.
Colemało Pestka przëchôdôł pò pôłnim do sedzbë Zrzeszeniô kòl Szewsczi we Gduńskù. Tam sôdiwôł w tak
pozwóny prezesówce przë stoliczkù
z nieòdewstałą pipą i prowadzył dłudżé
rozmòwë z Kaszëbama i lubieńcama Kaszëbów, pò pòlskù abò pò kaszëbskù.
W tim czasu jô sã òd niegò dowiedzôł, że jegò zaczekawienié kaszëbską
ùdbą wzãło sã òd tatka, jaczi béł szkólnym w Rolbikù i w domôcy biblotece miôł
dosc tëlé kaszëbsczich ksążków, a pòétny
szëk zrodzył sã z czëtaniô wiérztów młodokaszëbë Jana Karnowsczégò (Wôsa
Bùdzysza), chtërny pòchòdzył z dosc blëze
leżącégò Czôrnowa.
Stanisłôw Pestka rzekł mie tej, że
chòdzył do liceùm w Kòscérznie, gdze
POMERANIA GRUDZIEŃ 2013
jô sã prawie ùrodzył, a pò sztudiach
w Pòznanim béł przez czile lat szkólnym
w Lidzbarkù Warmińsczim i w pomòrsczim Sławnie. W tim samim czasu zaczął
wespółdzejac jakò pùblicysta z rozmajitima cządnikama i pismionama.
Za sprawą jegò gazétnikòwégò talentu Tadéùsz Bòlduan scygnął gò w 1958
rokù do Gduńska, żebë wespółredagòwôł
dwatidzennik „Kaszëbë”. Redaktorzë
„Kaszëbów” mielë wiedno wiôldżi jiscënk ò papiór do drëkòwaniô cządnika;
tej to béł deficytny towôr. Mùszelë sã
wiele nachòdzëc do władzów, żebë ten
papiór zżorgac do pòsobnégò numra.
Tadéùsz Bòlduan mie czedës rzekł, że
redaktor Pestka béł nié do zastąpieniô
w rozmòwach z władzama. Pòtrafił godzënama cerplëwò czekac w kòritarzu
na rozmòwã z zarządcama, żebë w kùńcu gò przëjãlë i pò diplomatnëch gôdkach redaktora dac przëdzél papioru.
Krëban z Milochòwa
Òd czasu „Kaszëbów” zaczãło sã nieprzeriwné dzejanié Stanisława Pestczi
dlô kaszëbiznë i Pòmòrzô. Czej w 1969
rokù òstôł przédnym redaktorã Biuletinu
Kaszëbskò-Pòmòrsczégò Zrzeszeniô, dôł
jemù miono „Pomerania”.
Na pòczątkù robòtë w „Pòmeranii”
jô z ùlubienim przezérôł roczniczi tegò
pismiona z lat szescdzesątëch i pierszi
pòłowë lat sétmëdzesątëch, tej mie zaczekawiłë felietónë podpisóné przez
Krëbana z Milachowa, jak sã òkôzało –
téż Stanisława Pestczi. Jak më wiémë,
Krëbanama zwią Kaszëbów, chtërny
mieszkają na Zôbòrach, a Milachòwò
pòchòdzy òd nazwë jezora, jaczé tam
leżi. Wiedno pąktã wińdzeniô tëch dokôzów bëłë sentimentalné òpisënczi
swòji krôjnë dzectwa a żëjącëch tam
lëdzy i òd tegò nawlékanié do bieżnëch
sprôw Kaszëbskò-Pòmòrsczégò Zrzeszeniô. Sztudérowanié tëch felietónów wiele mie dało do pòznaniô kòrzéniów pòétë
i dzejôrza.
POMERANIA GÒDNIK 2013
Òrganicznô robòta w KPZ
Jakno przédnik Kaszëbskò-Pomòrsczégò
Zrzeszeniô Stanisłôw Pestka béł barżi
intelektualistą i mëslëcelã niżle dzejôrzã.
W tim czasu Zrzeszenié ni miało, tak jak
dzysô, mòżlëwòscë òrganizérowac wiôldżich wëdarzeniów. Temu téż S. Pestka
kòncentrérowôł sã na robòce òrganiczny,
prôcë kòl pòdspòdlô; wôżné bëło dlô
niegò dzejanié kùlturalné i pòùczënowé
dlô môłëch i wikszich grëpów lëdzy.
Charakterowé dlô tegò czasu bëłë doroczné zetkania kaszëbskò-pòmòrsczich
ùtwórców i pùblicystów, òdsłoniwanié
pamiątkòwëch tôflów na wdôr historicznëch dzejôrzów i wëdarzeniów. Baro
wôżné bëłë zéńdzenia partów i Òglowégò
Zarządu Zrzeszeniô, chtërne wiedno tikałë sã jaczis kònkretny sprawë i same w se
òkôzywałë sã przikłôdã samòrządnoscë
i lokalny demòkracji, co w czasach PRL-ù
bëło czims òsoblëwim. Pamiãtóm, że za
kadencji Stanisława Pestczi mógł nawetka
wząc ùdzél w zéńdzenim na témã esteticzi w Kaszëbsczi; dzejôrze tej pòstulowelë,
żebë lëdze nie betonowelë pòdwòrzëch
i domôctwa. Dzysô ògardë z brukòwi
kòstczi są wszedné...
Przédny redaktor „Pòmeranii”
W 1990 rokù, na progù naszi wòlnoscë, Stanisłôw Pestka òstôł w „Pòmeranii” mòjim
szefã. Przejął spòsobną spôdkòwiznã pò
Wòjcechù Czedrowsczim, nôpierwi jakno
zastãpca przédnégò redaktora, a pózni
jakno sóm przédny jaż do 1994 rokù. Czas
prowadzeniô przez niegò „Pòmeranii” jô
wdarzã sobie jakò cząd nieùstónkòwégò
rozmiszlaniô, jak w zdrzadle miesãcznika
pòkazac historiã i dzysdniowòsc Kaszëbów.
Sejmikòwanié na redakcyjnym kòlegium
dërało colemało czile gòdzyn. Redaktor
miôł wiedno czas, rozmiôł słëchac jinëch,
béł czekawi wiédzë z terenu, mało co przeriwôł wëpòwiedzë, a wiedno na kùńcu
bëlno pòdsumòwiwôł całé sejmikòwanié.
Cerplëwi jak jegò pón béł dzys ju kùltowi
pies Bómba, chtërny wiedno wiedzôł, cze-
dë sã skùńczi redakcyjné pòsedzenié, tedë
pierszi pòdchôdôł do dwiérzi.
Great old man
kaszëbsczi lëteraturë
W 2002 rokù jô miôł pòczestnotã
redagòwac trzecą pòéticzną ksążkã Jana
Zbrzëcë – pò Pòłudnicë i Wizrach ë dëchach – Wieczórny widnik. Bëłë to miesące przestôwaniô z pòézją piesniodzeja
rodã z Rolbika: czëtanié, przepisywanié
z rãkòpisów, bò Stanisłôw Pestka całé
żëcé pisze òdrãcznie, redagòwanié wiérztów zapisónëch piãkną, òkrągłą kaligrafią. To przestôwanié z jegò dokôzama
zrodzëło ù mie rozmiszlanié, chtërno jô
zapisôł w noce ò ùtwórcë hewò taczima
słowama (òriginalno po pòlskù): „Pòézjô
Jana Zbrzëcë òtemkła nowé widzenié
przed kaszëbską lëteraturą. Mòcno zrzeszonô z przeszłotą miticzną, historią
i tradicją lëteracką kaszëbiznë, òczarziwô
bògactwã metafòrów, wzbùdzô pòdzyw
òdwôgą mëslë i zòbrazëną. Namikłô
trôpichą intelektualną i wmakliwanim
filozoficznym aùtora, je jednoczasno
pełnô liricznégò cepła, chtërno wëpłiwô z tesknotë za rodną zemią, lëdzama
i widnikama òkòlégò Rolbika i rzéczi
Zbrzëcë”. Pón Pestka mie sã zwierził, że
ta ksążka, jak titëlowi „Wieczórny widnik”, je jegò òddzãkòwanim ze swiatã
i gwôsnym ùtwórstwã. Jak sã równak
òkôzało, niedôwno wëdôł swòje widzałé
W stolëcë chmùrników.
Jak rzeczą lëdze z òbiégù anglosasczi
kùlturë, Stanisłôw Pestka je dzysdnia
great old man kaszëbsczi lëteraturë. Nimò
swòjégò wiekù, na zymkù 2014 rokù
bãdze miôł 85 lat, wcyg biwô na rozmajitëch kaszëbsczich wëdarzeniach. Gwës
jesz niejedno ò nim ùczëjemë.
Ju wiémë, że òrganizatoróm Rodny Mòwë
ùwidzôł sã bédënk Aùtora – w 2014 rokù S. Pestka
bãdze patronã tegò kònkùrsu – dop. red.
11
Wcyg je pòtrzébnô diskùsjô
Z Cezarim Òbracht-Prondzyńsczim gôdómë ò latach 1995–2000 w naszim miesãcznikù, czej béł
przédnym redachtorã.
Czej jes òstôł przédnym redachtorã, nie
béł jes jesz 30 lat stôri, w naddôwkù do
Gduńska do robòtë, to je do robòtów, jes
jezdzył z Bëtowa, i dochtorat... Nié za
wiele?
Pò prôwdze jô wszëtczégò w nômniészich
drobnotach ju nie pamiãtóm. Jak so wdarziwóm, ò tim, że móm òstac przédnym,
bëło ùgôdóné na jeseni 1994 r. I òd tedë
wzął jem sã za gazétną robòtã na Straganiarsczi, kò dopiérkù òd 1995 r. fòrmalno
zrobilë mie tam szefã. Na zaczątkù na
pół etatu, a pò tim czasã jem robił téż na
ùmòwã-zlecenié. Doch to nie bëło wôżné,
bò miesãcznik tak abò jinaczi mùszôł bëc
wëdóny.
Ni miôł jes strachù, że to równak za wiele na jednã głowã?
(smiéch) Në, jô nie wiém... Lëdze, co mie
w tim czasu rëchtowelë zawòdową,
żëcową stegnã, nié baro sã czerowelë za
czims tak. Pewno ùdbelë, że ten człowiek
to zmògnie, tak jem robił.
A chòc kąsynk jes sã nie strachòwôł brac
fónkcjã pò taczim redachtorze, jak wasta Stanisłôw Pestka?
Jo, pò prôwdze. Ale tedë më mielë swiądã,
że „Pomerania” brëkùje pòzmianë, bò
wkół sã wszëtkò chùtkò òdjinaczało.
Finansowò-òrganizacyjnô stojizna pismiona mùszała sã zmienic. I jô szedł na
przédnika, żebë nôbarżi za to sã wząc.
Mni jem miôł redagòwac tekstë, a barżi
pilowac projektów, jaczé dôwałë dëtczi,
szëkac za aùtorama, decydowac, w jaczim
czerënkù miôł jic miesãcznik, ò jaczich
témach pisac itd. Tu wôrt pòdsztrichnąc,
że w redakcje kòżdi jasno wiedzôł, co
12
mù nôlégô robic. Jô na gwës bë ni mógł
zajimac sã swòjim, czejbë nié Kristina
Pùzdrowskô. To bëła wespółredakcjô,
më sã téż dzelëlë òbrzészkama. Rówizna
„Pomeranie” z nëch czasów to we wiôldżim dzélu ji dokôz. Kòle kòżdégò numra më razã wiele sejmikòwelë, mëslelë,
ùsadziwelë ùdbë, bédowelë. Kò w naszim
karnie më jesz mielë Staszka Janke. Wasta
Stanisłôw Pestka téż béł krótkò z doradą.
I „Pomerania” sã zmieniała: wëzdrzatk,
farwnô òbkłôdka, wiãcy stronów, reklamë...
Òbkłôdka dosta farwë ju w rujanie
1994 r. Bëlno jã pamiãtóm. Ju jem tedë
czãsto zazérôł do redakcji. Razã z farwą
przëszedł nowi layout, do projektowaniô më zgòdzëlë nôpierwi Arkadiusza
Staniszewsczégò, a pò nim zajimôł sã
tim Jan Miszek [Misiek]. Tekstë, barżi mòdernym mòdłã, zwëskałë wiãcy
rëmù, a to cygnãło zwiãkszenié wielënë
starnów. Jak pamiãtóm, nôwiãkszi latowi dëbeltny numr më zrëchtowelë ze
sto pôrãnôsce starnów! Wiãcy tekstów
òznôczało dlô nas wiãcy robòtë kòl jich
redagòwaniô.
Równak wôżny jawi sã nowi szëk, nowé
mòdło, jaczé më tedë stwòrzëlë. Chòc
to dało kąsynk trzôskù. Na przëmiar
Tadéùsz Bòlduan òstro taczémù szëkòwi
przékòwôł. Ale ta diskusjô bëła fëjn. Më
wprowadzëlë mònograficzné numrë,
jaczich deja pòwsta z leżnoscë pisaniô grantów do minysterstwa kùlturë
i wòjewódzczégò ùrzãdu. Temù më bédowelë témë na całi rok w przód. A kòżdé
wëdanié tikało w wiôldżim dzélu jedny
przédny sprawë. Òkróm te më wëmësliwelë całé rédżi témów. Terô wôrt wrócëc do nëch cyklów, np. do „Béł sobie
Òdj. K. Rolbiecczi
Gduńsk”. Ten, chòc pòzebróny, w pismionie sã nie pòkôzôł, ale pò latach wëdôł
gò Kaszëbsczi Institut. W „Farwach
pòmòrsczich regionów” ma piselë ò Nordze, ò Gôchach, Zabòrach, strzédnëch Kaszëbach, në kò téż i ò Pòmòrsczi, Vorpommern, Chełmińsczi Zemi. Drëkòwelë më
téż całi cykel ò naszich pòmòrsczich mniészëznach, ò wielekùlturowim i wieleetnicznym Pòmòrzim. Òkróm tegò jesmë
pòkazywelë mniészëznë za grańcama,
np. Frizów. To sã nie widzało Tadéùszowi
Bòlduanowi. Jô równak béł jem dbë, że taczich pòdzéraniów, przërównaniów baro
më pòtrzébòwelë. Taczé planowanié na
całi rok sprôwiało, że më mielë lżi z zamôwianim tekstów.
A jak z promòcją?
Tedë internet nie dzejôł jak dzysô. Më
równak mielë starã, żebë kòżdi numr
kòmentowelë w pòmòrsczich gazétach.
„Pomerania” jezdzëła z nama na rozmajité spòtkania, na spłiwë.
POMERANIA GRUDZIEŃ 2013
Wôżną nowizną jawi sã téż pòczątk
wëdôwaniô ksążków. Mòcą „Pomeranie”
na pòlëce weszłë tomiczi pòézji Staszka
Janke, Alojza Nôgla, bôjczi Anë Łajming,
ji trilogiô. Całé mòje doswiôdczenié
z wëdôwanim ksążków i nié leno jich
móm prawie z tëch czasów.
Pòzmieniało sã téż kòlegium redakcji.
Òdeszlë Jerzi Czedrowsczi i Eùgeniusz
Gòłąbk, doszlë Wiktor Peplińsczi, Tomôsz Wicherkiewicz i... Donald Tusk.
Jo, kò kòlegium sã zmieniało nié le za
mòjich czasów. Czësto nowi zwëk, jaczi jem wprowadzył, to sprawòzdania.
Skòrno bëłë projektë, tej më mùszelë dolmaczëc, jak a co z nima. Sprawòzdania
jesmë skłôdelë i do wòjewódzczégò
ùrzãdu, i minysterstwa, i przédnikóm
Zrzeszeniô, i kòlegium. Òne tikałë dzejaniô i dëtków. Tedë jesmë wszëtczé projektë rëchtowelë ù se, jem je pisôł i jem
ùchòdzył za jich rozrechùnkã. Mielë jesmë wiele aùtonomie, ale téż wiãkszą
òdpòwiedzalnotã za pismiono. Robiło
ù nas dosc taczé karno lëdzy i jô miôł
òbrzészk sprawic, żebë dostôwelë dëtczi. To béł jeden jiwer, stres. Prôwdac jô
dostôwôł wzątk téż z jinëch placów, ale
jinszim w redakcji „Pomerania” dôwała
nôwôżniészi zôróbk. Temù baro jesmë
pilowelë promòcji, reklam, przedôwaniô.
Z tim òstatnym béł dopiérkù ùczink, tec
kòlpòrtaż wëzdrzôł czësto jinaczi jak dzysô. Lëdze wiele kùpòwelë w ksãgarniach,
a téż na zrzeszeniowëch zéńdzeniach.
Na tëch zéńdzeniach dało téż czëc głosë,
że „Pomerania” je za baro ùczałô.
Jô béł dbë, że nasz miesãcznik mùszi
trzëmac spòleznowò-kùlturalny szëk
z taczim artisticznym akceńtã. Jem chcôł
magazynu z dobrima infòrmacjama. Tedë
ju dzejało lokalné gazétnictwò. Tegò,
co òni piselë, më ni mùszelë pòwtarzac.
„Pomerania” mia miec starã ò fòrmacjã,
ùchòdzëc za wôżnyma sprawama dlô
naszi rësznotë. Wdarziwóm so, jak na
jaczim zéńdzenim naczelny radzëznë
Zrzeszeniô na kritikã wzął jem pismiono
w rãkã i spitôł, chto nie je w sztãdze zrozmiec 60–70% jegò tekstów? Tec w karnie
piszącëch òkróm badérów mielë më téż
wiele gazétników i lëteratów. Niejedne
wëstôwczi (dramatë) jesmë drëkòwelë
POMERANIA GÒDNIK 2013
w strzódkù, żebë lëdze mòglë sobie je
wëjąc i zgrodzëc ksążeczkã. Ti, co sã tedë
wëprzédniwelë w kaszëbsczi lëteraturze,
pòkazywelë swòje tekstë na naszich kôrtach. Jesmë téż przëbôcziwelë kaszëbską
klasykã. Do grëpë przëmërgło bez starnë „Pomeranie” pôrãdzesąt aùtorów, co
ùsadzywelë w rodny mòwie.
Jak dzysô zdrzisz na te 5 lat w naszim
pismionie?
Jem baro rôd z ùczbë redagòwaniô
i pisaniô, òsoblëwie to zawdzãka Kristinë
Pùzdrowsczi. Wiele jem napisôł. Pòznôł
jem téż hùrmã lëdzy i rozmajitëch placów, pòzdrzatków na Kaszëbë i Pòmòrzé.
To béła téż cekawô leżnosc przëzdrzec sã
na Zrzeszenié òd jiny stronë.
A wedle czegò jes szedł z przédnictwa?
Czej jem béł za przédnégò w 1996 r., zaczął jem chùtkò pisac dochtorat. W lëpińcu 1997 r. jem gò òbronił, a pòtemù
jô wrócył do robòtë na Gduńsczi Ùniwersytet. Tedë przëszła dba ò habilitacje.
Miôł jem swiądã, że parłãczëc nôùkòwą
robòtã z tą w „Pomeranie” sã nie dô.
Dobrze pamiãtóm, jak jesmë jachelë do
KUL-u z tedëczasnym przédnikã Zrzeszeniô Brunonã Synakã. Jem mù rzekł, że
òd stëcznika 2000 r. chcã skùńczëc swòjé
przédnictwò, bò mùszã całą dôgã dac na
mòje badérsczé sprawë, zakùńczoné habilitacyjną ksążką. Profesor, chtëren doch
wiedzôł, że dlô mie òznôczô to téż mni
wzątkù, òdpòwiedzôł: rozmiejã. I jesz doszmërgnął, że nôpierwi mùszi bëc gòrzi,
żebë pózni przëszło lepi. To béł kùńc 1999 r.
Jesz jesmë ùmëslëlë przińdné numrë,
napiselë wniosczi do projektów i jem sã
òdwitôł z redakcją. Nie bëło mie letkò, ale
wëbrôł jem nôùkã. W 2002 mòjã ksążkã
òpùblikòwelë, a na drëdżi rok miôł jem
habilitacjã.
Wcyg czëtôsz „Pomeraniã”. Co w pismionie dzysôdnia widzy sã Tobie, a co nié?
Jô bë nie chcôł pùbliczno taksowac „Pomeranie”. Tec za czim to wëzdrzi, jak przeszłi szef, przédnik, mądrzi sã, òbsądzywô
to, co òstawił? Nie znaczi to, że ni móm
swòjégò pòzdrzatkù. Je widzec, jak bez te
pôrãnôsce lat wiele sã zmieniło – technologiô, łómanié, òrganizacjô. Zdôwô mie sã,
że równak „Pomerania” szukô swòji drodżi, je wcyg w gòńbie za pasowną fòrmą,
témama. Jak jô bë miôł radzëc, dzysô
më brëkùjemë w „Pomeranie” taczégò
kòńtrapùnktu, jaczi bë stanął przék
temù, co nazéwóm dezintelektualizacją
naszégò strzodowiska. Jidze mie ò lëdzy
naszi rësznotë. Wcyg je nama pòtrzébnô
diskùsjô, prôwdzëwé rozprawianié ò nas
samëch, ò naszi juwernoce. Ale nié taczé
akademicczé, bò to i tak jidze swòją stegną. Mëszlã ò pùblicznym rozprawianim,
pùblicysticznym. Jo, chto bë mógł rzec, że
jô sóm za mało tak rozprôwióm, mòże.
Në równak nimò to zdôwô mie sã, że
òkróm tegò, co je w „Pomeranie”, mùszi
bëc plac na tekstë programòwé, co bédëją
przińdnotã, co òbsądzywają, co sã stało,
co sã dzeje. Niejednyma témama mia bë
bùdzëc do mësleniô, pòdskacac. Temù
w niejednëch placach òna ni mùszi dac
sã letkò czëtac. Przecã tak cos jidze nalezc
w lokalnëch mediach, na pòrtalach internetowëch. Nie wiém, mòże to znanka
tegò, że wëstrzód nas je mało lëdzy, co
bë chcelë sã dac na taczé rozprawianié.
Równak pitanié ò rówiznã pòmòrsczich
diskùrsów wcyg nie dôwô mie pòkù.
Je to wôżné, bò donąd jesmë sobie nie
rzeklë, co chcemë dobëc, jaczi plac na
Pòmòrzim westrzód jinëch jegò mieszkańców. Më téż tegò nie rzeklë jinym. Jô
bë tu nie chcôł tegò łączëc z gôdanim, że
zôs Kaszëbi sã òbzérają na kògò, miast
mëslec le ò se, bò jednégò a drëdżégò
nie jidze òddzelëc. Przińdnota Kaszëb zanôlégô òd przińdnégò sztôłtu Pòmòrzô.
Doch téż nie je mòżlëwé Pòmòrzé bez Kaszëb. Czejbë chto bez nas bédowôł, jak mô
wëzdrzec nasz region, to dlô nas bë bëła
tragediô. Ale téż, żebë cos tak sã nie stało, to më mùszimë ùchòdzëc za swòjim,
pòkazac swòjã wôrtnotã i dawac cos jinym. Kaszëbsczé sómstwò doprowadzy
nas do zgùbë.
Czej za mòjich lat niejedny gôdelë, że
„Pomerania” je za pòmòrskô a za mało
kaszëbskô, baro mie to kòlało, bòlało. Tec
i dzysô czëjemë jistné głosë. Jak tedë, tak
terô jem dbë, że to nama nie pòmôgô, je
procëm nam. Abò razã z jinyma bãdzemë
ùsadzywelë Pòmòrzé, abò chtos zrobi to
bez nas, niekònieczno wedle naszégò
pòzdrzatkù.
Gôdôł Pioter Dzekanowsczi
13
JIDĄ GÒDË
Miklosz westrzód znitów
Jednégò dnia z rena, a bëło to w pòłowie pajicznika (rujana), czedë na drzéwiãtach jesz szëmiałë
lëstë, wëbra jem sã do wiôldżégò krómù znóny zagrańczny sécë. Jaczé bëło mòje zdzëwienié,
czej ùzdrza jem na pôlëcach... szokòladowé swiąteczné miklosze!*
TAT I A N A S L O W I
Pierszé, co jem so pòmësla, to: „wiele jô spała?!” Pòtemù zaczãła jem wëzgódëwac, czë
to ju rëchtowanié sã na Gòdë, jaczé mają
dopiérze przińc, czë mòże jakô zaòstałosc
pò nëch, co bëłë. Pò pierszim ògłëpienim
scwierdza jem, że do mikloszów, jaczé
pòjôwiają sã w krómach na wnetka
dwa miesądze przed Gòdama, jem ju
przënãconô, ale stôwianié na krómòwëch
pôlëcach adweńtowëch kalãdôrzów, czej
lëdze jesz zastanôwiają sã nad znitama, je
czësto bùten szëkù.
Zaczãła jem bëc nerwés na wszëtczé
te „marketingòwé chwëtë”, jaczé mają
nas zachãcëc do te, żebë më jak nôchùdzy
wëdelë wiele dëtków na kùgle, lampczi,
plastikòwé reniferë, stréfle, jaczé w Americe wiészô sã nad kòminkã. Na rozmajité reklamòwé strategie, jaczé mają nas
przekònac do te, że szokòladowé miklosze nót je kùpic na dwa miesądze przed
Gòdama, bo w gòdnikù w krómach ju
jich nie bãdze. Ejle! Że niczégò nie bãdze!
Że na krómòwëch pôlëcach òstónie
leno òct i mòzdrëch. Rozgòrza jem sã na
mëslã ò tim, że wiôldżé kòncernë chcą
naji przekònac do te, że bez swiecącëch
plastikòwëch snieżélców chińsczi produkcje, bez bómków w sztôłce chójczi i bez
cetnara apfelzinów i mandarinków nie
bãdze Gòdów. Widzec skòrno mómë krizys, to i reklamòwô strategiô mùszi nas
ju w pajicznikù ùswiądnic, cobë mëslec
ò sprawùnkach na kùńc gòdnika! I w nym
sztóce, czej jem ò tim pòmësla, do głowë
mie przëszło, że ne wiôldżé, bezòsobòwé
kòncernë, ne wiôldżé zagrańczné hipermarketë ze swòjima „area sales managers” mają prôwdã! Ò swiątecznym
kùpiwanim nót je mëslec jak nôchùdzy.
Wôrt je pòsłëchac doradë nëch hiperkrómów i ùdbac przedswiąteczné sprawùnczi
tak, cobë dlô wszëtczich bëło z nich jak
14
Òdj. Krësztof Kùsniersczi
nôwiãcy pòżëtkù i cobë w slédnym przed
Gòdama czasu nie bëc skôzónym na
kùpiwanié prawie w superkrómach. Wôrt
je ju terô pòmëslec, co taczégò jô mògã
kùpic ù môlowégò lëdowégò ùtwórcë.
Gdze mògã dostac òriginalné kaszëbsczé
wësziwë? Abò tasze z kaszëbsczim wzorã?
Mòże dzôtkóm w mòji familie przëdô sã
jakô richtich kaszëbskô glingòtka w môl
amerikańskò-chińsczi Barbie pùpë? Abò
nalinka na scanã z kaszëbsczim mòtiwã?
Bëlną ùdbą na swiąteczny darënk je téż
knéga – na przëmiar z kaszëbsczima bôjkama abò jaczi ksążkòwi prowadnik pò
Kaszëbach. Ale doch swiãta to nié leno
darënczi, ale téż jestkù! Mòże latos wôrt
je kùpic sprawùnczi w krómie ù sąsada?
Gwësno dzãka temù ùńdzemë przed régama do kasë i tropama na sztrasach, a téż
ùszpórëjemë dëtczi na paliwie. A mòże bë
tak w te swiãta kùpic dobré, regionalné
produktë ù gbùra? Jôjka, masło i mlékò
òd hewòtnégò produceńta abò chléb czë
kùchë ùpiekłé przez sąsôdkã czë môlowé
Karno Wiejsczich Gòspòdëniów?
Jô wiém, że swiãta to nié leno kùpiwanié, ale bëcé razã, ùbëtny czas blës-
kòscë a mòdlëtwë, ale nie znajã lëdzy,
cobë nie robilë przed Gòdama wiôldżich sprawùnków. W wiãkszim dzélu
kùpiwómë wnetka tëlé, jakbë niedługò
miôł sã zacząc nié nowi rok, ale jakô zombie-apokalipsa.
Tej jô kùńczã mało dëchòwim, ejle!
richtich kònsumencczim zawòłanim:
Chceta wëdac całą wëpłatã na darënczi,
kùgle a môltëchë? Chceta so najesc na całi
rok? Chceta zabrac familiã w jaczis piãkny
môl? Tej róbta to! Są swiãta i nama sã téż
cos òd żëcô nôleżi. Ale w tim swiątecznym
krómòwim trzôsku zróbmë tak, cobë ne
dëtczi ùcekającé z najich miészków òstałë
w najim nôblëższim òkòlim – ù lëdowëch
artistów, w môlowëch wëdôwiznach,
w hewòtnëch pòdjimiznach, gbùrstwach
i krómach, w kaszëbsczich mùzeach, skansenach i kùlturalnëch ceńtrach. A jak nama
za wiele dëtków pò tëch Gòdach òstónie
i bãdzema sã z tim „bògactwã” lëchò czëlë,
tej dôjmë te pieniãdze Gwiżdżóm abò
Trzem Królóm w naji wsë abò miesce – òni
bãdą wiedzelë, co z tim zrobic. I tegò – a téż
zdrowiô, szczescô a ùbëtkù – chcã nama
wszëtczim żëczëc na ne swiãta.
POMERANIA GRUDZIEŃ 2013
SYLWETKI POMORZAN
Kolekcja Amrogowicza (cz. 1)
Pomorski patriota, działacz narodowy i społecznik, a przede wszystkim kolekcjoner i numizmatyk, który pozostawił po sobie cenny zbiór zabytków kultury materialnej Kaszub oraz numizmatów i innych okazów pochodzących z całego świata, od starożytności po współczesność – Walery
Cyryl Amrogowicz (1863–1931). W tym roku minęło 150 lat od dnia jego narodzin.
RAJMUND KNITTER
Przyszły pomorski kolekcjoner przyszedł
na świat (wraz z siostrą bliźniczką Walerią) 8 kwietnia 1863 r. w Nowogrodzie
pod Golubiem-Dobrzyniem. Oboje rodzice, Amelia z Kamińskich i Konstanty
Amrogowicz, pochodzili z ziemiańskich
rodzin zamieszkujących Prusy Zachodnie. Rychła śmierć ojca, w roku 1869,
spowodowała, że rodzina Amrogowiczów przeprowadziła się do Chełmży,
do brata matki, tamtejszego proboszcza
ks. Antoniego Kamińskiego. Po kolejnych
6 latach Amrogowiczowie przenieśli się
do Torunia. Tutaj Walery uczęszczał do
gimnazjum, którego z przyczyn zdrowotnych (przez całe życie zmagał się
z chorobą serca) nie udało mu się ukończyć, doszedł do ostatniej klasy – prymy.
W szkole angażował się w pracę tajnego
kółka filomackiego działającego wśród
nielicznych polskich uczniów, zgłębiał literaturę i historię Polski. Zdobyta
wówczas wiedza wraz z wyniesionym
z domu patriotyzmem ukształtowały
charakter i narodową postawę młodego
Amrogowicza.
Działalność filantropijna
Po opuszczeniu szkoły Walery objął
posadę sekretarza sądowego najpierw
w Toruniu, a następnie w Brodnicy,
Lidzbarku, Chełmży i Pucku, by ostatecznie trafić do Kościerzyny. Przez lata
pracy w sądzie cieszył się opinią rzetelnego i dobrego urzędnika szanowanego
przez współpracowników i przełożonych. Stabilna sytuacja finansowa wraz
POMERANIA GÒDNIK 2013
z poczuciem patriotycznego obowiązku
oraz fakt nieposiadania własnej rodziny
wpłynęły na zaangażowanie się Walerego w działalność filantropijną. Poprzez
Towarzystwo Pomocy Naukowej im. Karola Marcinkowskiego, na którego rzecz
corocznie wpłacał 300 marek, wspomagał zdolną młodzież z ubogich rodzin
w zdobywaniu wiedzy. Pośród osób, na
których wykształcenie łożył, znalazł się
Aleksander Majkowski, późniejszy przywódca ruchu młodokaszubskiego, którego Amrogowicz wspierał bezpośrednio
także podczas jego studiów medycznych
w Niemczech, opłacając jego czesne.
(Przeznaczył na wykształcenie Majkowskiego ogólnie 13 tys. marek, które częściowo chciał odzyskać po zakończeniu
przez niego studiów i podjęciu praktyki
lekarskiej. W późniejszym czasie doprowadziło to do antagonizmów pomiędzy
nimi).
Wspieranie
patriotycznych inicjatyw
Przebywając w Kościerzynie, Amrogowicz nie pozostawał obojętny wobec rodzących się tam na początku XX wieku
patriotycznych inicjatyw społeczno-regionalnych. Włączył się finansowo m.in.
w budowę Domu Kaszubskiego – Bazaru w Kościerzynie, ofiarowując na ten
cel 1000 marek. Na potrzeby tworzącego
się w tym mieście Towarzystwa Czytelni
Ludowej z „wielką” biblioteką przekazał
darowiznę w postaci książek.
Od 1908 r. włączył się jako członek
zwyczajny w działania Verein für kaschubische Volkskunde – Kaszubskiego
Towarzystwa Ludoznawczego – założo-
Fot. ze zbiorów autora
nego rok wcześniej w Kartuzach przez
Izydora Gulgowskiego i Friedricha Lorentza. W tym też roku został przyjęty
do prestiżowego Towarzystwa Naukowego w Toruniu, najpierw jako członek
zwyczajny, a rok później jako członek dożywotni. Należał także do Towarzystwa
Przyjaciół Nauk i Sztuki w Gdańsku, Towarzystwa Numizmatycznego w Poznaniu oraz zorganizowanego przez siebie
w Gdańsku towarzystwa pn. Guldenrunde, zrzeszającego pomorskich pasjonatów numizmatyki.
Tworzenie polskiej administracji
na Pomorzu
Walery Amrogowicz zakończył pracę
zawodową z tytułem radcy sądowego
w 1919 r. (w Kościerzynie), czyli w czasie, gdy podejmowano działania mające
na celu ukształtowanie powojennych
granic i stworzenie nowej administracji
w odrodzonej Polsce. Po reaktywowaniu
15
SYLWETKI POMORZAN
w sierpniu 1919 r. w Gdańsku Podkomisariatu Naczelnej Rady Ludowej Amrogowicz zgłosił się tam z propozycją podjęcia natychmiastowej służby w zakresie
szkolenia nowych kadr urzędniczych.
Niedługo później otrzymał od wojewody pomorskiego Stefana Łaszewskiego
najpierw nominację na starostę kościerskiego, a po jej odrzuceniu – propozycję
objęcia stanowiska burmistrza w Pucku.
Tej także nie przyjął, tłumacząc się złym
stanem zdrowia. Aktywnie zaangażował się natomiast w organizację starostwa w Kościerzynie oraz zarządu miejskiego w Pucku. W tym czasie również
wraz ze Stefanem Tempskim, przyszłym
wojewodą pomorskim, współtworzył
Urząd Wojewódzki w Toruniu. W urzędzie tym pozostawał do czerwca 1920 r.,
po czym powrócił do Sopotu, gdzie po
przejściu na emeryturę zamieszkał z siostrą w zakupionej już w 1907 r. Villa Rosa
przy Ernststrasse 6.
Ten niezmiernie aktywny człowiek
także na wybrzeżu znalazł pole do
działania dla sprawy społecznej, będąc
pracownikiem Lasów Państwowych
w Gdańsku. Między innymi założył Bank
Ludowy w Sopocie (przez kolejne lata
był jego prezesem), niosący pomoc polskim drobnym kupcom i rzemieślnikom,
oraz organizował zbiórki pieniężne dla
wsparcia spraw narodowych. Dopiero
w 1923 r. przestał się zajmować działalnością społeczną. Odtąd, przez ostatnie 8
lat życia, oddał się bez reszty swej życiowej pasji kolekcjonerskiej. Pasja kolekcjonerska
U Walerego Amrogowicza zacięcie kolekcjonerskie zrodziło się podczas nauki
w toruńskim gimnazjum, a niemały
wpływ na to miał wykładający tamże
Ryszard Nadrowski, pochodzący z Mazur
nauczyciel historii i geografii, zapalony
numizmatyk, który wprowadził Walerego w arkana ulubionej dziedziny. Ta
znajomość wywarła wielki wpływ na
Amrogowicza, pasja kolekcjonerska zdominowała bowiem prawie całą pozazawodową sferę jego życia.
W 1911 r. przyszło Amrogowiczowi
(najprawdopodobniej po raz pierwszy)
publicznie zaprezentować swoją kolekcję
w Kościerzynie, mieście, w którym wówczas żył i pracował, na Wystawie Ludoznawczej Kaszubsko-Pomorskiej. O jego
16
Odrestaurowany w 2013 r. pomnik „Białego Anioła” wykonany we Włoszech z marmuru kararyjskiego, znajdujący
się w Kościerzynie na grobie Walerego Amrogowicza i jego matki Amelii. Fot. J. Łudzik
numizmatycznej kolekcji dowiadujemy
się z wydanego na potrzeby wystawy
katalogu, w którym Amrogowicz pod
pseudonimem „Wakowicz” zamieścił
kilkustronicowy wykaz eksponowanych
monet (czasem także z wizerunkiem)
wraz z krótkim szkicem pt. „Monety Słowiańszczyzny przedhistorycznej”. Zamysłem autora było pokazanie pieniędzy
użwanych od najdawniejszych czasów
po współczesność i znalezionych na obszarze Pomorza, począwszy od Gdańska
aż po Toruń (pośród nich znajdowało się
14 monet rzymskich, średniowieczne
denary, krzyżackie szelągi, nowożytne
grosze Zygmunta III oraz kilka monet
polskich, rosyjskich i saskich z XVIII w.
znalezionych w powiatach kościerskim
i kartuskim). Ponadto uzupełnieniem
ekspozycji były monety specjalne gdańskie, niektóre monety polskie, ważne dla
dziejów ojczystych, oraz monety używane w Polsce porozbiorowej we wszystkich trzech zaborach.
Amrogowicz gromadził swe zbiory przez lata, w dwojaki sposób. Część
monet uzyskiwał dzięki lokalnym znaleziskom, które trafiały w jego ręce jako
znawcy tej dziedziny, oraz poprzez zakupy w wyspecjalizowanych firmach
i u innych kolekcjonerów (także z Niemiec, Holandii, Francji, Austrii, Włoch
i Anglii). Oprócz tego ciągle powiększał
swą bogatą biblioteczkę zawierającą
przede wszystkim fachową literaturę
dotyczącą numizmatyki.
POMERANIA GRUDZIEŃ 2013
Fot. ze zbiorów E. Jasińskiej
PAGINA PRAWA
„Takie było
moje przeznaczenie”
Wychowała się w Straszynie, w powiecie gdańskim. Ale los zrządził, że dotarła do Chile, gdzie zrobiła karierę pianistki i kompozytorki. Latem tego roku odwiedziła rodzinne strony i w studio Radia
Gdańsk nagrała bajkę do trzeciej płyty z „Najpiękniejszymi bajkami i baśniami kaszubskimi”. Korzystając z okazji, postanowiliśmy przyjrzeć się jej życiu i twórczości. Z Ewą Jasińską, odznaczoną
w 2008 r. przez Prezydenta RP Krzyżem Kawalerskim Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej za
wybitne zasługi w popularyzowaniu polskiej muzyki, rozmawiała Karolina Serkowska.
Popularyzuje Pani w Chile twórczość
Karola Szymanowskiego, Artura Malawskiego i Henryka Mikołaja Góreckiego, to dzięki Pani „Koncert na fortepian i orkiestrę” Góreckiego został po
raz pierwszy wykonany w tym kraju.
Dlaczego właśnie ci kompozytorzy?
Ponieważ ich muzyka jest żywa, witalna, górska. A ja już od młodości lubiłam
muzykę gór. Gdy jako szesnastolatka wyjechałam na Podhale, to miejsce zrobiło
na mnie duże wrażenie. Dlatego w swojej twórczości wykorzystuję elementy
podobnych brzmień. W ogóle folklor jest
bliski mojemu sercu. Zwłaszcza kaszubski. W dzieciństwie mieszkałam w Straszynie, mój ojciec urodził się w Gdyni,
jest myśliwym. Sporą część naszego życia spędzaliśmy na Kaszubach, dlatego
uwielbiam te tereny.
POMERANIA GÒDNIK 2013
Można więc powiedzieć, że kaszubszczyzna zajmuje szczególne miejsce
w pani życiu?
Jak najbardziej. Gdy byłam mała, przychodziło do nas wielu Kaszubów. Mówili
w języku ojców. Przysłuchiwałam się im
i śpiewałam po kaszubsku. Próbowałam
lepić garnki i naczynia z gliny, rzeźbiłam.
Uczyłam się też wyszywać kaszubskie
wzory. Mam jeden taki obrus haftowany w regionalne kwiaty. Trzymam go
w swoim domu w Chile i wykładam na
ważne spotkania i okazje. Mój najstarszy
syn też jest zafascynowany tym regionem, uczy się języka kaszubskiego. Jakie widzi pani wspólne cechy Kaszubów i Górali?
Jedni i drudzy są silni i wytrwali.
Czy pani też taka jest?
Sądzę, że tak. Mam czwórkę dzieci, rozwijam się zawodowo, chodzę po górach.
Potrafię przezwyciężać swoje słabości.
Wyznaczam sobie cele.
Wspomniała pani o dzieciach. Czy poszły w pani ślady?
Poniekąd tak. Są wspaniałe. Najstarszy
syn, Jonatan, który ma dwadzieścia
osiem lat, jest designerem, dyrektorem
produkcji jednej z chilijskich firm. Drugi, dwudziestojednoletni José studiuje
prawo. Jest bardzo spokojny i wyważony, zupełnie inaczej niż ja. Oprócz tego
mam dwie córki – dwunastoletnią Helenkę, która dopiero niedawno poznała
Kaszuby i od razu się w nich zakochała,
oraz sześcioletnią Claritę. Helenka ma
17
SYLWETKI POMORZAN
po mnie żądzę poszukiwania i zabawy
z dźwiękiem, a Clarita uwielbia tańczyć
i śpiewać. Wszystkie moje pociechy grały
albo grają na instrumentach, często też
wspólnie śpiewamy. Nie chcę ich naciskać i sugerować, żeby robiły to, co ja.
Niech to będzie ich wolny wybór. Muzykę mają w sercu. Nawet jeśli żadne z nich
nie zechce wykonywać tego samego zawodu, to muzyka i tak będzie im towarzyszyć w życiu. Przynajmniej mam taką
nadzieję.
Rozumieją to, że ich mama musi poświęcać sporo czasu na granie?
Myślę, że tak. Uczestniczą w moich próbach, bo ćwiczę w domu. Nie narzekają, cieszą się nawet, że są blisko mnie
i muzyki. Nigdy nie musiałam z powodu
dzieci rezygnować ze swojej pasji, nie
przestałam grać. Kiedy urodziłam Jonatana, mieszkałam w Niemczech, wówczas mogłam liczyć na pomoc przyjaciół
w pilnowaniu dziecka. Jestem wdzięczna, że mogę być matką i muzykiem jednocześnie, bo wiem, że niekiedy trudno jest
pogodzić te dwie sprawy.
I nigdy nie trzeba było iść na żadne
kompromisy?
Raz. Moim ukrytym marzeniem było
wzięcie udziału w Konkursie Chopinowskim. Ale gdy rozważałam tę możliwość,
byłam już matką. A żeby przygotować
się do takiego konkursu, musiałabym
całkowicie odciąć się od świata. Świadomie zrezygnowałam z kariery wirtuozowskiej w klasycznym tego słowa
znaczeniu na rzecz macierzyństwa. Ale
nie żałuję tej decyzji.
Każdy występ z pewnością wymaga
wielu przygotowań?
Tak, aby móc dawać koncerty, muszę regularnie ćwiczyć. To moja rzeczywistość.
Na koncerty kameralne przygotowuję się
trochę mniej, ale przed koncertami z orkiestrą lub recitalami fortepianowymi
odbywam próby po wiele godzin dziennie. To praca i fizyczna, i umysłowa. Bo
podczas koncertu, kiedy jestem około
półtorej godziny na sali, muszę być w doskonałej formie, nie mogę czuć się słaba.
Wtedy daję z siebie wszystko. Ten zawód
18
wymaga ode mnie doskonałej koncentracji, czujności, a jednocześnie wewnętrznego spokoju. Ani na moment nie wolno
mi się zdekoncentrować, bo już nie będę
miała szansy na powtórzenie danego
dźwięku. Ćwiczę też siłę woli, przezwyciężam ból, odbywam medytacje. Gdy
gram, staram się pokazać swoją indywidualność. Pianistę można porównać
do skoczka narciarskiego. On też musi
być odpowiedzialny i zdyscyplinowany.
Należy otworzyć się na wiele form myślenia. Razem z kolegą ze studiów doszliśmy kiedyś do wniosku, że trzeba myśleć
naprzód, żeby cały czas iść z dźwiękiem,
który się rozwija, by zbudować wyjątkową, architektoniczną formę.
Czy mimo to zdarzyła się pani pomyłka
podczas koncertu?
Niestety tak. Pamiętam, że ćwiczyliśmy
wtedy bez powtórek. Na występie pomyliłam się i nawet nie zdawałam sobie
z tego sprawy, bo orkiestra doskonale
dopasowała się do zmienionego przeze
mnie rytmu. To też dowód na to, że razem z orkiestrą musimy być, dosłownie
i w przenośni, zgranym zespołem.
Niektórzy artyści wciąż są niezadowoleni ze swojej twórczości. Uważają, że
można było wykonać coś jeszcze lepiej.
Czy pani też miewa takie stany?
Raczej nie. Myślę, że zbyt duża autokrytyka wpływa na nas niekorzystnie. Należy
od siebie dużo wymagać, ale trzeba zachować w tym umiar. Konfrontacja dwóch
różnych kultur, tej, w której się wychowałam, z tą, którą zastałam w Chile, pomogła mi w samoakceptacji. Poczułam,
że przecież nie muszę być perfekcyjna.
Trzeba umieć wybaczyć sobie popełniane
błędy. Myślę, że dzięki temu odnalazłam
samą siebie. To duży krok pomocny w prowadzeniu niestresowego życia.
Muzyka zawsze była najważniejsza?
Zdecydowanie tak. Udzielałam się
w ogniskach muzycznych, chodziłam
– a właściwie dojeżdżałam – do szkoły
muzycznej w Gdańsku. Było mi trudno,
ale to nie miało znaczenia. Kochałam tę
szkołę. Później studiowałam w Akademii
Muzycznej w Gdańsku. Z tego okresu
bardzo ciepło wspominam wspaniałą
nauczycielkę fortepianu, profesor Katarzynę Popową-Zydroń, odegrała jedną
z najważniejszych ról w mojej edukacji.
Muzyka jest dla mnie ogromnie ważna.
Mam naturę poszukiwacza, więc chętnie
otwieram się na nowe pomysły i realizacje. Chciałabym stworzyć mieszankę
muzyki współczesnej z klasyczną, zmiksować ją, na przykład do tradycyjnych
dodać brzmienia elektroniczne. Za pomocą takiego wymieszania sztuk można stworzyć ciekawe, wielowymiarowe
rozwiązania. Komponowanie i granie
daje mi spełnienie na różnych polach.
Nie ma chwili, bym była tym zmęczona.
Fizycznie może tak, ale duchowo nigdy.
Wręcz przeciwnie.
Jakie jeszcze ma pani zainteresowania?
Interesuję się sztuką, teatrem, medycyną. Ciekawi mnie ziołolecznictwo.
Zbieram zioła, nie tylko jak jestem na
Kaszubach, również w Chile. Pasjonuję
się nauką księdza Andrzeja Czesława
Klimuszki, który był zielarzem. Czytuję
filozofię Rudolfa Steinera, szukającego
związku człowieka z kosmosem. Lubię
pływać, jeździć konno.
Jest pani również wykładowcą.
Tak, uczę dzieci i studentów. Wszystko
pomyślnie dopasowuje się do mojego życia, ponieważ najpierw prowadziłam zajęcia dla sześciolatków i wówczas sama
miałam dziecko w podobnym wieku. Teraz prowadzę zajęcia dla dzieci od dziesiątego roku życia i również zgadza się
to z trybem dorastania moich pociech.
Studentów mam na uczelni i jednego
w domu.
Dawniej wymyślała pani bajki muzyczne.
To dlatego, że gdy trafiłam do Chile, zauważyłam, że nie ma tam podręczników
do nauczania podstaw muzyki. Przez
dwa lata nie miałam po prostu z czego
uczyć. Najpierw więc materiały ściągałam z Nowego Jorku. Później postanowiłam sama coś wymyślić. Opowiadałam
bajki swoim dzieciom, a potem je spisywałam. W jednej z nich główną bohaterką jest moja córka. Można powiedzieć,
POMERANIA GRUDZIEŃ 2013
SYLWETKI POMORZAN
że własne latorośle rozbudzały we mnie
pedagogiczne zainteresowania. Bajki
świetnie rozwijają wyobraźnię dzieci.
Komponowałam również utwory muzyczne dla swoich uczniów. Cieszyło
mnie, gdy wykonywali na różnych instrumentach skomponowane specjalnie
dla nich utwory. Był to ciekawy sposób
na rozwijanie u nich kreatywności.
Wcześniej studiowałam pedagogikę,
więc jest mi blisko do tych tematów. Marzę o założeniu przedszkola muzycznego.
Pani rodzice popierali wybór takiego
zawodu?
Oczywiście. Pochodzę z muzyczno-humanistycznej rodziny. Moja mama
bardzo się z tego cieszyła, bo sama jest
pianistką. Często śpiewa dla siebie, dla
rodziny, mimo że ma już siedemdziesiąt
trzy lata. Muzyka była u nas w domu codziennie. Mój wujek grał na fortepianie,
kiedy jako czterolatka stałam przy nim
i słuchałam jego popisów, byłam przekonana, że zostanę pianistką.
I był też czas na przeżywanie własnego
dzieciństwa?
W miejscu, w którym się wychowywałam, na wsi, odczuwałam zupełną wolność. Właściwie to sama narzucałam
sobie dyscyplinę grania, miałam własny
rytm. Chciałam grać już od trzeciego
roku życia. Kiedy miałam szesnaście
lat, ćwiczyłam dziesięć godzin dziennie.
Nie miałam problemów z nauką, więc
wszystko układało się po mojej myśli.
Znajdowałam też czas na spacery po lesie. Przyroda zawsze była dla mnie ważna. Nie mam poczucia straconego dzieciństwa. Jestem za to wdzięczna losowi.
Zawsze starałam się znaleźć równowagę
w swoich działaniach. Co ciekawe, muzyka tak bardzo mnie pochłaniała, że
bliscy mówili: „Ona ma klawiaturę na
głowie”. Nie trzeba było mnie zmuszać.
Sama kupowałam sobie nuty i siadałam
do fortepianu. To siedziało głęboko we
mnie.
Zastanawiała się pani nad tym, kim by
pani została, gdyby nie udało się w zawodzie pianistki?
Pewnie wypełniałabym wolę mojej babci. Bardzo chciała, żebym została rolni-
POMERANIA GÒDNIK 2013
Fot. K. Serkowska
kiem i prowadziła rodzinne gospodarstwo. Zawsze zapraszała mnie do prac
na roli. Lubiłam to, chętnie uczyłam się
nowych czynności. Dzięki temu umiem
rozróżniać ziarna, doić krowy, jeździć
traktorem. Babcia czytała mi swoje
wiersze, w których opiewała przyrodę.
Chyba w ten sposób chciała przekazać
mi miłość do natury. Nikt oprócz mnie
nie wiedział o tym, że babcia pisze. Nie
zdawałam sobie wówczas z tego sprawy.
To był w pewnym sensie taki rodzinny
sekret. Gdy miałam piętnaście lat, babcia radziła, bym poszła na studia rolnicze do Olsztyna. Ale sprzeciwiłam się
i wybrałam muzykę. Rodzice cieszyli się
z mojej decyzji, ale babcia chyba nie. Rok
po tym, kiedy zdecydowałam o wyborze zawodu, sprzedała gospodarstwo.
Nikogo więcej nie przeszkoliła tak, jak
mnie, więc pewnie nie chciała nikomu
tej ziemi powierzać. Nigdy o tym nie
rozmawiałyśmy. Babcia przeżyła ponad
dziewięćdziesiąt lat.
Pani rodzina jest mocno zakorzeniona
w kaszubskiej tradycji i kulturze.
Tak. Moi krewni prowadzą ośrodek
agroturystyczny w Otominie, gdzie jest
szkoła jazdy konnej i restauracja z regionalnymi potrawami. Poza tym synowie
mojej siostry Patrycji uczą się języka
kaszubskiego w miejscowych szkołach.
Ona sama jest aktywną członkinią łęczyckiego oddziału Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego. Moja druga siostra,
Małgorzata, prowadzi kaszubski dworek
w Jaworach. Zatrudnia w nim Kaszubów,
jest z nimi bardzo zintegrowana.
19
SYLWETKI POMORZAN
Więc dlaczego właśnie tam postanowiła pani zamieszkać?
Mam osobowość Odyseusza. Zawsze
mnie gdzieś ciągnęło. Nie mogłam usiedzieć w domu, w jednym miejscu. No
i zawsze pociągała mnie egzotyka, poszukiwanie. Gdy rodzice pytali mnie,
gdzie chciałabym pojechać, zawsze pokazywałam Amazonkę. Myślę, że takie
było moje przeznaczenie.
Nie miała pani problemu z opanowaniem języka hiszpańskiego?
Wykonanie koncertu op.40 M. Góreckiego na fortepian z orkiestrą. Santiago 2012. Fot. ze zbiorów E. Jasińskiej
Zanim trafiła pani do Chile, najpierw
wyjechała do Niemiec.
Po okresie Solidarności, w którą byłam zaangażowana, czułam, że muszę
coś zmienić w swoim życiu. Chciałam
zobaczyć, jak żyje się w innym kraju.
Wybrałam RFN. Tam, w 1986 roku, poznałam chilijskie małżeństwo Martinez
Cordero z dwójką dzieci, które zaproponowało mi wspólny wynajem domu
z ogrodem, gdzie będę mogła spokojnie tworzyć swoją muzykę. Przystałam
na ten pomysł, bo moi dotychczasowi
sąsiedzi irytowali się, że gram, ćwiczę
w mieszkaniu. U nich w domu, w Niemczech, poznałam mojego męża, z którym
po pewnym czasie podjęliśmy decyzję
o wyjeździe do Chile. Obawiałam się
tam wielu rzeczy i na początku czułam
się nieswojo. Ale w końcu się przyzwyczaiłam. Ludzie dobrze mnie tam przyjęli. Są serdeczni, mówią, że lubią słuchać,
jak gram. To miłe.
Myślała pani później o powrocie do
kraju?
Często o tym myślę. Kocham Polskę, jest
ona podstawą mojej osobowości. Czuję
ogromną nostalgię też za Kaszubami.
Myślę, że ludzie na obczyźnie zawsze
będą tęsknić do rodzimego kraju. Czuję, że to w Polsce mam największą siłę,
większą niż tam, gdzie obecnie miesz-
20
kam. Niestety, moje dzieci są zakorzenione w swoim miejscu zamieszkania,
tam też jest mój mąż. Z powodów rodzinnych nie mogę pozwolić sobie teraz
na powrót.
Jak wygląda życie w Chile?
Zupełnie inaczej niż w Polsce. To dziki
kraj. Występują lawiny. Teraz jestem już
do nich przyzwyczajona, nie boję się tak
bardzo, jak z początku, ale to dziwne
uczucie. Gdy przyjechałam tam pierwszy
raz, akurat spadała lawina, a ja byłam
blisko niej. Ktoś mnie uratował. Zresztą,
przydarzyło mi się tam wiele nietypowych, jak dla Polaka, przygód.
Na przykład kiedyś ugryzł mnie skorpion. Na szczęście takie ugryzienie nie
jest śmiercionośne, chyba że ugryzłoby
mnie aż pięć pajęczaków. Mnie zaatakował w łóżku, w moim domu, choć
zazwyczaj wchodzą do ubrań. Innym
razem skorpiony spadały do łóżka mojego syna, ale go nie ugryzły. W moim
domu, w Santiago, przeżyłam też jedno
z największych trzęsień ziemi, o stopniu
8,8, było to w 2010 roku. Życie w tym
państwie nie jest łatwe, powiedziałabym
wręcz, że panują tam brutalne warunki.
Jest ostry klimat, występują ogromne
różnice w temperaturze w czasie lata
i zimy, między dniem a nocą. To państwo kontrastów, wulkanów, pustyni
i lodowca.
Osłuchałam się z nim. Słuchałam chilijskiej muzyki ludowej. Hiszpański jest
bardzo melodyjny. Uczyłam się go razem
z dziećmi i za pomocą słownika. Na co
dzień mówię po hiszpańsku i po polsku.
Zawsze fascynowały mnie języki. Dość
szybko się ich uczę. Płynnie posługuję się
też angielskim i rosyjskim. Kiedy byłam
dzieckiem, prosiłam nauczycieli, żeby
dali mi coś do recytowania po rosyjsku
na pochodach pierwszomajowych. Podoba mi się też niemiecki, jego gramatyka, bo jest bardzo logiczna. Chciałabym, żeby moje dzieci miały możliwość
nauczenia się mojego ojczystego języka.
Żałuję, że nie ma u nas polskiego przedszkola, bo wówczas mogłabym je tam
zapisać. Z całej czwórki tylko najstarszy
syn płynnie włada polszczyzną, ponieważ co trzy miesiące jeździł do Polski,
kiedy mieszkaliśmy w Niemczech. Teraz
taki wyjazd, dla reszty moich dzieci, jest
dużo bardziej kosztowny. A ja z kolei
chciałabym nauczyć się jeszcze języka
kaszubskiego.
Gdyby miała pani wymienić najważniejsze aspekty swojego życia, co by to
było?
Dzieci, muzyka, przyroda.
Z czego jest Pani najbardziej dumna?
Z tego, że z upływem czasu odczuwam
coraz większe szczęście i spokój. Poza
tym cieszę się z tego, co robię, z moich
dzieci, studentów, a także z tego, że jestem Polką.
Dziękuję za rozmowę.
POMERANIA GRUDZIEŃ 2013
POMORZE W MIĘDZYWOJNIU
Nieco o relacjach Kaszubów
z Polakami
O wzajemnych kontaktach społeczności kaszubskiej z przybyszami z głębi Polski w międzywojniu napisano już wiele zarówno w pracach naukowych, jak i popularnych, a także w licznych
wspomnieniach i innych publikacjach. Zapewne każdy, kto interesuje się naszym regionem, ma
wyrobiony pogląd na ten temat i gotów jest go bronić w co jakiś czas wybuchających gorących
dyskusjach. W niniejszym tekście chciałbym przedstawić kilka obrazków z życia codziennego miejscowych Kaszubów i przybyłych na ówczesne polskie Pomorze mieszkańców innych
polskich regionów, zaczerpniętych ze współczesnych im przekazów. W moim odczuciu prosto
i zwarcie obrazują one wiele naukowych, obszernych wywodów i popularnych opinii, niekiedy
im zaprzeczają, najbardziej jednak ukazują ich różnorodność, niekiedy także niejednoznaczność
historycznych, międzyludzkich relacji.
B O G U S Ł AW B R E Z A
Zderzenie teorii z praktyką
Na początku zaprezentuję jedną z „bajek
kaszubskich” opublikowanych w międzywojennej pomorskiej prasie (inne, jak
sądzę, także zasługują na upowszechnienie!). Podaję jej tekst dosłownie, tak
jak zapisano ją w oryginale (w tym bez
nadania jej tytułu): „Pewien profesor kazał się przewieść przez morze na łodzi
przez pewnego rybaka. Profesor bardzo
się dziwował, jak ów rybak mógł akuratnie wiosłować, choć on siedział tyłem do
steru łódki. Profesorowi to okrutnie się
widziało i przypisywał owemu rybakowi bardzo wielką umiejętność i dla tego
go się zapytał: »A znasz Pan astronomję?« A rybak odpowiedział, że nie zna.
Tak tedy profesor mówi mu, że stracił
tem samem czwartą część swego życia. Za chwilkę profesor znowu się pyta:
»A znasz Pan teologję?« A rybak odparł,
że nie zna. Tak wówczas profesor mu
znowu odliczył dalszą połowę życia za
straconą. Naostatku pyta się profesor:
»A znasz Pan geografję?« Rybak znowu
odparł, że jej niezna. »Tak tedy straciłeś
trzy części swego życia« – gdy to profesor wyrzekł, łódka się przewróciła
POMERANIA GÒDNIK 2013
i profesor i rybak znaleźli się na wodzie
morskiej. Teraz rybak pyta się profesora:
»A umiesz Pan pływać?« Profesor odparł,
że pływać nie umie. Wtedy mu rybak odrzekł: »Toś Pan stracił całe swe życie«. Po
chwili, gdy profesor napił się porządnie
słonej wody, uchwycił go rybak za włosy i rzekł: »A teraz ja ci z mojej czwartej
części życia daruję całe twoje życie. I wyciągnął go z wody«”.
Wydźwięk tej bajki, szczególnie opisane w nim zwycięstwo praktycznych
umiejętności kaszubskiego rybaka nad
teoretyczną wiedzą profesora, wyraźnie sugeruje, że jej autorem (autorami?)
był przedstawiciel miejscowych, niewykształconych Kaszubów. Jeżeli tak, to
warto na nią zwrócić szczególną uwagę,
bo świadectw kaszubsko-polskich kontaktów przekazanych przez Polaków z głębi
kraju jest na pewno znacznie więcej niż
powstałych dzięki inwencji kaszubskiej
społeczności. Między innymi czytałem
wiele apeli, wezwań różnych organizacji, instytucji z wielu polskich ośrodków
o prowadzenie akcji uświadamiającej Kaszubów w celu podniesienia ich poziomu
kulturalnego, oświatowego i najbardziej
upowszechnienia wśród nich literackiej
polszczyzny oraz przyjęcia obyczajowości i kulturowej tożsamości z innych
dzielnic kraju. Oczywiście, często towarzyszyło temu przekonanie, że przybysze
– szczególnie posiadający wyższe wykształcenie – stoją na wyższym poziomie
kulturowym i przez ten sam fakt miejscowi Kaszubi powinni przyjąć za swoje
przynoszone przez nich wzorce. Otóż nie!
Kaszubi (także ich niewykształcona wówczas większość) – jak pokazuje powyższa
bajka – nie mieli przekonania co do wspomnianej wyższości i potrafili w zręczny,
logiczny sposób uzasadnić, że sposób ich
życia, poziom oświaty daje większą gwarancję życiowej skuteczności od wiedzy
i wykształcenia przybyszów. Niestety, nie
miało to tylko pozytywnych skutków dla
społeczności kaszubskiej, bo jednym z jej
międzywojennych mankamentów był
brak przekonania do wartości tkwiących
w kształceniu dzieci, większość kaszubskich rodziców podejmowała starania,
by jak najszybciej zakończyły one – ich
zdaniem zbędną – edukację i podjęły pracę zarobkową, najczęściej w rodzinnych
gospodarstwach.
Przekonania
o zamiarach przybyszów
Trzymając się przekazów prasowych,
zacytuję jeszcze fragment piosenki
autorstwa tajemniczego „Kaszuby spod
21
POMORZE W MIĘDZYWOJNIU
Pucka”. [W porównaniu z oryginałem
zmieniono, uwspółcześniono w części
zapisy poszczególnych wyrazów i interpunkcję piosenki].
„Protegowany” na Kaszubach
(na melodię: Matuś moja Matuś, wydaj mnie
za Jasia)
Och! Ja mam protekcję, chociaż mało miałem
Jednak na Kaszubach domenę* dostałem!
Ref. Oj dana! Oj dana! Protekcjo kochana!
Oj dana! Oj dana! Protekcjo kochana!
Och! Ja mam protekcję, Kaszub niech mi orze,
Ja centnary masła do Warszawy wożę!
Ref. Oj dana!...
Och! Ja mam protekcję, wiedz o tym Kaszubie!
Gdy nie będziesz milczał, dostaniesz po czubie!
Ref. Oj dana!...
Och! Ja mam protekcję, dorobić się muszę!
Moich robotników, jak mogę, tak duszę.
Ref. Oj dana!...
Och! Ja mam protekcję, na dworze panuję!
By zyski pomnożyć, to cukrem handluję.
Ref. Oj dana!...
Nie mam wątpliwości, że opublikowanie tej piosenki miało konkretny podtekst
polityczny i powstała ona w trudnej sytuacji aprowizacyjnej Kaszub, jaka istniała
w pierwszych latach dwudziestych ubiegłego wieku. Mimo to na pewno dobrze
oddaje ona przekonanie znacznej części
ówczesnych Kaszubów o powszechnym
kumoterstwie, konieczności posiadania
znajomości i wsparcia przedstawicieli
władz, żeby uzyskać od nich korzystną
dla siebie decyzję. Ponieważ, co wydaje się oczywiste, takie przekonanie jest
powszechne niezależnie od czasu i przestrzeni, uwypuklić należy także inny, wynikający z tej piosenki, element ówczesnej
świadomości kaszubskiej. Otóż jest w niej
mocno obecna ocena, że przybysze z głębi
Polski w rzeczywistości wcale nie chcieli podnosić poziomu cywilizacyjnego
(także kulturowego) Kaszub, związać je
bardziej z całą Polską, lecz uzyskać na ich
terenie jak najwięcej osobistych korzyści,
nawet kosztem miejscowej społeczności,
i – w domyśle – przy najbliższej okazji powrócić do poprzedniego miejsca zamieszkania.
Wiele odcieni wzajemnych
odniesień
Dla równowagi mógłbym przytoczyć,
szczególnie z różnych sprawozdań,
opinii polskich organów władzy i polskich organizacji ogrom krytycznych
wypowiedzi o Kaszubach, ich postawie
i działalności oraz wiele przykładów pozytywnych postaw przybyszów z głębi
Polski. Zacytuję tutaj jednak – jako moim
zdaniem bliższy historycznej rzeczywistości – fragment wypowiedzi jednego
z polskich urzędników, któremu zlecono
wykrycie Kaszubów, którzy sporządzili i rozpowszechniali ulotki przeciwko
obecności na Kaszubach urzędników
wywodzących się z Małopolski. Urzędnikowi temu nie udało się zidentyfikować sprawców tych czynów, ostrzegł
natomiast swoich zwierzchników przed
generalizacją problemu, gdyż ulotek tych
„nie należy uważać jako akcji zbiorowej, skierowanej przeciwko wszystkim
urzędnikom z innych dzielnic /Małopolski/. Należy ją raczej uważać za akt osobistej [podkr. – BB] niechęci do pewnych
urzędników, którzy swem zachowaniem
(…) dali powód do takiego wystąpienia”.
Nie będę ukrywał, że najbardziej uderzył mnie w tym piśmie opis konfliktu
pomiędzy napływowym urzędnikiem
a miejscowym Kaszubą, którego tłem
były podobne występki przeciwko moralności obydwu z nich: „Naczelnik Sądu B.
[w oryginale całe nazwisko – BB], który
współżyje z kobietą, która nie jest jego
żoną, wywołuje publiczne zgorszenie.
Kobieta ta ma troje dzieci, ostatnie urodziło się przed kilku tygodniami, takowe
zameldowano jako nieślubne. Rzeczywista żona B. zamieszkuje w Małopolsce
(…). Przeciwko niemu występuje niejakiś
P. [w oryginale pełne imię i nazwisko,
popularne na Kaszubach – BB], znany
działacz Chadecji, który ma do B. urazę
z następujących powodów. P. ma z pewną dziewczyną dziecko i chciał takowej
wypłacić jednorazowe odszkodowanie
w wysokości 300.000.000 mk. Dziewczyna ta za poradą B. odmówiła przyjęcia tej
sumy i żądała wyższego odszkodowania,
powiedziała też P., kto ją tak pouczył”.
Przypuszczam, że kolejne naukowe
opracowania oraz indywidualne przemyślenia każdego z nas przybliżą wyciągnięcie zgodnych z historyczną prawdą
ogólnych wniosków dotyczących wzajemnych, polsko-kaszubskich odniesień
w międzywojniu. Jednak szczególnie
ostatnia z opisanych przeze mnie spraw
pokazuje, że błędem byłoby, gdyby
w tych wnioskach nie uwzględniono
wszystkich odcieni tych stosunków,
przedstawiono by je w biało-czarnych
barwach i nie przewidziano, że w indywidualnych przypadkach te ogólne
ustalenia nijak mogą się mieć do rzeczywistych kontaktów poszczególnych Kaszubów z Polakami z głębi kraju.
* majątek ziemski
KASZUBSKA KSIĘGARNIA INTERNETOWA
22
www.kaszubskaksiazka.pl
POMERANIA GRUDZIEŃ 2013
XIV PROZATORSCZI KÒNKÙRS M. JANA DRZÉŻDŻONA
Òficér (dzél 2)
JERZI HOPPE
Òd lëpińca 1929 do czerwińca 1939
– służba na Kresach
Taczim spòsobã Kaszëba z pùstków kòl
Łebniô zaczął pòkòjową służbã wòjskòwą
na Kresach. Nie bëło tu letkò z niejednyma pòbòrowima żôłniérzama, chòc mielë za sobą pôrã miesący żëcô w kòszarach
i rozmajitëch cwiczeniów na apelowim
placu i za kòszarama. Wiele pòchòdza
z centralny Pòlsczi, le béł téż dzél taczich,
co ledwò, ledwò rozmielë pò pòlskù. Biôłoruscë? Òni na sebie gôdelë, że są „tutészi”,
ale ze sobą kôrbilë pò ruskù. Czej sã meldowelë, baro mòcno „sliedzëkòwelë”.
Co to znaczi? Kò sami spróbùjta rzec na
pòlsczégò „śledzia” – „sliedz”! Jedno dobrze, że równak nicht tu nie szwargòtôł
pò szwabskù! Le wszëtkò robilë z chłopska pòmału, a Róbert, chòc tak nienawidzył prësczégò drilu, równak dzél
z tamtégò wòjskòwégò szlifù chwëcył
i terô nierôz sã jiwrowôł. Chtos z kapralów sã smiôł, że i tak „pan porucznik ma
szczęście”, bò zarô pò pòbòrze trôfiają sã
rekrucë, chtërny ni mògą sã nadzëwòwac,
że w kòszarach wòda lecy z mùru. Zdrzą
na kran nibë òczarzony, żegnają na prawą
stronã jak no prawòsławny robią i jidą zazerac za scanã, jaczim cëdã ta wòda tam
sã mògła dostac. W wòjskù mùszą sã wiele naùczëc...
Tej Róbert béł szczeslëwi, czej wczasną
jesenią przekôzôł swój plutón nastãpcy
i przeniósł sã do kòszarów 79 Półkù
Piechòtë Strzélców Słonëmsczich miona
hetmana Lwa Sapiehë. Razã z awansã na
kapitana i dowódcã 9 kómpanii III bataliónu. Dostôł pòdwiżkã, ordinansa, a téż
swòje mieszkanié w òficérsczich kwatérach. Ò wszëtczim zarô napisôł do Milczi, a czej na Gòdë dostôł tidzéń ùrlopù,
jachôł pòd Warszawã, do Piaseczna. Mielë piãkné swiãta! Oho, Milka to bëła „córeczka tatë”, wëchùchónô, ale pòprôwdze
miło jak ji miono. Òswiadcził sã i dostôł
POMERANIA GÒDNIK 2013
zgòdã òd rodzëców. To béł dobri pòczątk,
le w wòjskù tak samò mùszi dac zgòdã
kòmeńdant. We wnioskù nôleżało dokładno wëpisac, jakô to je brutka, z jaczi
pòchòdzy familii, nawetka czë je zdrowô
i jaką mô religiã. Chòc tegò ju we wnioskù
nie bëło, Róbert wiedzôł, że nôlepi je, czej
brutka sã pòkôże kòmeńdantowi. Tej
ùzgòdnilë, że na Jastra Milka z rodzëcama
przëjedze do Słonëmiô...
Le rëchli, przë kùńcu stëcznika,
przëszedł z Ludwichòwa telegram, że tatk
ùmarł. Jak no w żëcym redosc miészô sã
ze smùtkã! Òjcu to sã nôleżi bëc na jegò
pògrzebie i téż Róbert tam sã stawił i razã
z całą familią i sąsôdama òdprowadzył
tatka na smãtôrz w Rëmi. Widzôł przë
leżnoscë, że Klémãs z Trudką dobrze so radzą z gbùrstwã. Ùcesził sã, czej na scanie
paradnicë ùwidzôł dwa òlejowé òbrazë.
Zëmòwi las w złotëch ramach z pòdpisã
„Wasiliew”. To béł jegò slëbny darënk
dlô nich. Kùpił ne òbrazë w Tórnim òd
„biôłégò” rusczégò òficera. Terô wszëtcë
w Ludwichòwie dogôdzalë Róbertowi, ale
òn ju béł znów mëslama przë Milce i rôd
wrócył do Słonëmiô.
Żałoba żałobą, a czej òficér cos
przërzecze, mô to zrobic! Nie òdwòłôł
wizytë brutczi i jak mógł, ùgòscył jã i ji
rodzëców. Òstawił jima swòjã kwatérã,
a sóm szedł do òficérsczégò hotelu. Wiãcy
robòtë rëchli miôł òrdinans, Féliks, bëniel
spòd Mëslenic, bò to òn mùszôł kwatérã
wëpùcowac na glanc i zrobic sprawùnczi
pò składach. Oficéróm regùlamin zabróniô nosëc paczétë. Przëwitanié na
banowiszczu we Wiôldżi Czwiôrtk bëło
serdeczné. Do kwatérë jachelë taksówką
òkrãżną drogą, żebë doch gòsce mòglë
òbezdrzec stôri Słonëm. Bùdinczi wëzdrzałë rozmajice, wiele dosc biédno,
ale ògromny klôsztór benediktinków,
kòscołë, cerkwie i wiôlgô synagòga
w zymkòwim słuńcu jaż sã swiécałë.
Rzéka Szczara płënã spòkójno, drzéwiãta
zaczãłë sã zelenic i bëło piãkno...
Pòdpółkòwnik Turkòwsczi wëznacził
ù se „òbzórczi” we Wiôlgą Sobòtã reno.
Przëjął jich grzeczno przë kawie, pògôdelë
23
XIV PROZATORSCZI KÒNKÙRS M. JANA DRZÉŻDŻONA
ò Słonëmim i ò Warszawie. Na rezurekcjã
pòlecył kòscół sw. Andrzeja Apòsztoła,
a przë òdwitanim przëcygnął Milkã do
piersë jak swòjã córkã. Tej Róbert ju mógł
bëc spòkójny ò zgòdã kòmeńdanta!
I szlë razã, z redoscą w sercach,
ò wczasnym niedzélnym pòrénkù na
rezurekcjã. Zwònë biłë, òrganë grałë,
wiérny na głosë spiéwelë „Wesoły nam
dzień dziś nastał”. A czej wrôcalë na
kwatérã, tej sej czëlë „Christos woskries!”,
bò tu doch religie bëłë przemieszóné,
ale lëdze żëlë zgódno: i prawòsławny,
i grekòkatolëcë swiãtowelë mët z katolëkama. Róbert ju wiedzôł a òdpòwiôdôł
„Woistinu woskries!”. Na pôłnié szlë do
restaùracji i tu ùzgòdnilë, że slub Róberta i Milczi bãdze w Piasecznie w stôrim
kòscele sw. Anë pòd kùńc lata – a dzéń
mùszi doch wëznaczëc probòszcz. Róbert
je w żałobie, przë tim w Pòlsce zaczął
sã krizys i to bãdze môłé, nowòczasné
wieselé, bez gòscy i tuńców... Tu Róbert
w mëslach so dodôł: „kò téż bez pòloneza”.
Miast kòsztów na wieselé, lepi niech młodi wëjadą w pòslëbną pòdróż, czej leno
Róbert dostónie ùrlop.
I tak w séwnikù béł w Piasecznie slub,
pózni ùroczësté pôłnié w restaùracji, za tidzéń Milka ze swòjima koframa i paczétama zabra sã razã z Róbertã do Słonëmiô.
Nalazła tam wnet robòtã jakno szkólnô
matematiczi w gimnazjum. Terô béła
damą fùl gãbą – „panią kapitanową” i „panią profesor”. Domôcé òbòwiązczi spełniwelë gòspòdëniô i Féliks. Dopiérkù zëmą
mòglë sã wëbrac na dzesãc dni w górë do
Krinicë. Dzewiãc miesący pòzni ùrodzëła
sã Wanda, chtërną zajãła sã apartnô nanka, piastownica, bò Milka chca wrócëc do
robòtë w szkòle.
A Róbert miôł tak samò swòje
służbòwé òbòwiązczi. W półkù wszëtkò
szło wòjskòwim tribã, ale ze zmianama
dowódcë. Pòdpółkòwnik Turkòwsczi
òdeszedł ju w rokù 1933, pò nim jesz trzë
razë zmieniwelë sã kòmeńdancë. Òstatny
w strëmiannikù 1939 rokù, czej bëła
ùtwòrzonô Armiô Mòdlin i przëszedł ppłk
Kònstanti Zabòrowsczi.
Do 1938 czãsto latã wëjéżdżelë na
pòligón do Pòhùlanczi niedalek Wilna,
gdze téż òdbiwałë sã manéwrë razã
z kawalerią, artëlerią a czasã téż fligrama. Spòtikôł tam òficéra, negò òd
damë z cuga. Róbert pòdzywiôł pòkôzë
szwadronów ùłanów i szwoleżérów,
24
czej gnałë na nibë do atakù. Ha, jak to
z daleka wëzdrzało piãkno, czej szarżowa długô réga kawalerzistów z szablama
nad głowama! Bëło czekawò zdrzec, jak
taczi wikszi òddzél w galopie nawrôcôł
w szëkù. Brëkòwôł na to jaż półtora kilométra! Czejbë nasze cãżczé karabinë
maszinowé do nich strzélałë prôwdzëwą
amùnicją – mëslôł so Róbert – më bë doch
jich zmietlë z daleka. Na manéwrach bëło
jinaczi: piechòta sedza w òkòpach i przë
250 métrach strzéla slepôkama, a tej sã
głãbòk chòwa. Kònie nad nima przeskakiwałë, a jachôrzë wrzeszczelë „Huraaa!”
i na chełmice „zajców” (tak ti na kòniach
nazéwelë piechòtã) rzucelë cwiczebné
granatë. Wiãcy nerwów mielë kawalerziscë, czej nad nima zniżałë sã fligrë, bò
biédné kòniska sã płoszëłë. Le wòjna to
doch je wòjna, nawetka ta na nibë.
Jaż do pòczątkù 1939 rokù wòjskò
mëslało ò zagrôżbie ze stronë Rusków, że
znów bãdze trzeba barnic grańców przed
bòlszewikama i jich Czerwioną Armią.
Òd zymkù to sã zmieniło, bò tej zaczął
Pòlôchóm wëgrażac Hitler.
Séwnik 1939 rokù – pòd Mławą
Na swòjim stanowiszczu za 2. plutónã
na spichù górczi z krzama i rzôdczima
drzéwiãtama kpt. Róbert miôł telefonystã
z pòlowim aparatã i mógł stądka czerowac swòjima trzema plutónama. Ho, ho,
nié wszëtcë dowódcë kómpanii tak mielë! Kapitan zdrzôł przez dobrą lornetã
na mòkré łączi z kãpkama drzéw przed
nima. I na smùdżi lasu sztëk dali na lewò
i prawò. Z nëch łąków ùnosza sã letkô
dôka... Narôz ùwidzôł, jak do jednégò
laskù, ju tak blëżi, pòdjacha cãżarówka,
nié, dwie cãżarówczi, a z nich wëskakiwelë żôłniérze...
– Uwaga dwójka, przygotować się do
ognia! Strzelać na mój rozkaz!
Bëło ju dobrze pòpôłnim w pierszi dzéń
séwnika. Od samégò pòrénkù rozchôdało
sã strzélanié z daleka òd nordowi starnë,
gdze dowódca 79 Półkù Piechòtë, ppłk
Zabòrowsczi, wësłôł nocą môłé òddzéle
òsłonowé. Ze starnë nordowòzôpadny, òd
Mławë, czëc bëło òstrą kanónadã. Gdzes za
nym lasem na lewò szło òd czasu do czasu
głëché bùgrowanié; to béł nisczi bùrgòt
motórów razã z klekòtã wąsewniców.
Tam sã zbiérałë niemiecczé pancrë... Mòże
wnet tu téż sã pòkôżą, a za nima piechòta
z aùtów? Róbert rechòwôł na półkòwą
artëleriã za plecama, ale téż na karno żôłniérzi z trzema rësznicama, procëmpancernyma karabinama. Przësłelë jich z diwizji
wczora òb wieczór, pò dwùch na kòżdi
karabin. Te rësznice bëłë robioné baro
krëjamno i szkòlenié na nich mielë òd rokù
żôłniérze ze specjalnégò òddzélu. Róbert
wëznacził jich do trzech bòjowëch stanowiszczów przë kòżdim z plutónów. Plutón
z prawégò skrzidła miôł nawetka żelbetowi bąker. Dowódca półkù przëdzelił Róbertowi téż 50 chłopa z plutóna kòłówców, bò
òd wschòdu bëła w linii òbarnë dosc wiôlgô luka jaż do stanowiszcz Mazowiecczi
Brigadë Kawalerii. Róbert rozmiescył nëch
kòłówców midzë 2. i 3. plutónã, a ten 3. plutón rozsënął òd bąkra w prawò.
Terô tamto bùgrowanié równak
ùcëchło. To dobrze! Przënômni zarô tu
pancrów nie bãdze. Minãło porãnôsce
minut i Róbert ùwidzôł, jak w starnã 2.
plutónu pòmału, jakbë szpacérã, jidze
dzél tamti cëzy piechòtë w lózym szëkù.
W ùniformach feldgrau i z chełmicama na
głowach, ale wëzdrzało na to, że Niemcë
nie wiedzą ò pòlsczich bąkrach i òkòpach.
– Ognia!!! – padła kòmeńda, czej tamti bëlë jaczé 200 métrów przed òkòpama.
I sã zaczãło! Paf! paf! paf!... A w nich jakbë
piorën trzasnął! Jedny ùpadlë, drëdzë sã
rozbieglë. Pewno padlë tam zabiti, niechtërny ranny, ale widzec bëło i taczich,
co chcelë sã skrëc w trôwach a krzach. Dopiére pò jaczims czasu téż zaczãlë strzélac,
le wnetka – z pòczątkù na szterzech – sã
wëcopelë jaż za nã kãpã drzéw. Rannëch
i trupë zabiérele na nosëdłach jich sanitarowie, a do nich Pòlôszë nie strzélelë.
Pół gòdzënë pózni zaczął sã drëdżi
atak. Tą razą Niemców bëło wiãcy, szlë
ju òstróżno, tiraliérą i òstro strzélając.
Równak czej z bòkù, z bąkra 3. plutónu,
krótczima seriama òdezwałë sã cãżczé
karabinë maszinowé – tatata! tatata!...
– ùceklë tak samò. I do wczasnégò wieczora ju nie próbòwelë atakòwac. Róbert zebrôł meldunczi òd plutónów i sã cesził, że
bez stratë wstrzimelë dwa razë Szkòpów.
Równak nen spòkój béł czasowi,
bò narôz z wiôldżim trzôskã z przódkù
i z bòkù w lëft, razã z ògniã a dëmã, zaczã
wëlatiwac zemia, krze, sztëczczi drzéw.
To z daleka strzéla niemieckô artëleriô.
– Kryj się!!!
Róbert wiedzôł, że i bez jegò rozkazu na bòjowëch stanowiszczach òstelë
leno diżurny strzélcowie, a wiãkszosc
POMERANIA GRUDZIEŃ 2013
XIV PROZATORSCZI KÒNKÙRS M. JANA DRZÉŻDŻONA
ju biegła rowama do specjalnëch
schronów z drëdżi starnë górczi. Wiedzôł téż, że przënômni przez gòdzënã
– Szkòpë są doch dokładny! – niemieckô artëleriô bãdze jich òbkłôda swòjima
pòcëskama. Na szczescé strzélelë na slepò,
a ne pòcësczi nie trôfiałë prosto w òkòpë
i lëdzy, le w łąkã a las. Tëli że rëmòt eksplozji szarpôł nerwë a niebezpieczné
òdłómczi lôtałë wkół, razã z gradã kamiéni i grużlama zemi. Dëszący dim rozchôdôł sã jak gãstô dôka... Telefonysta meldowôł, że jiné bataliónë miałë tak samò.
Fakticzno, jak w zégarkù równo pò
gòdzënie ùcëchło i wnet znów dało sã
czëc bùgrowanié pancrów. Aha, grzeją
motórë, terô bãdzemë je tu mielë!
– Na stanowiska!!!
Wiater zwiôł dim, ale letkò sã ju
smroczało, czej no bùgrowanié stało
sã głosniészé, corôz głosniészé... I tej
pancrë sã pòkôzałë. Tu, przed 9. kómpanią, bëło jich trzë, a za nima piechòta.
Nôprzód pancrë jachałë pòmału, strzélając blós ze swòjich karabinów. Wtim
rëszëłë òstro w przód, za sztót bãdą na
zmianã przëstôwałë, żebë téż z armatczi wëstrzélëc! Le co to? Fiuuu, fiuuu...
Nad głowama pòlsczich żôłniérzi jeden
za drëdżim zaczãłë lecec pòcësczi ze stanowiszcza naszi artëlerii, òdezwałë sã
tak samò ne rësznice pach! pach!... Jeden
z pancrów dostôł mòcno pòd wieżiczkã.
Zadëmił, a czôłgiscë z niegò wëskakiwelë. Drëdżi mùszôł dostac we wąsewnicã,
bò sã zaczął krącëc wkół se jak jaczi bąk,
a tej pòmaluszkù sã copôł. Trzecy zrobił
POMERANIA GÒDNIK 2013
to samò, a razã z nim wëcopa sã piechòta.
Czej sã ùspòkòjiło, Róbert wësłôł do
dëmiącégò pancra patról, żebë sprawdzył, czë są tam jaczé dokùmeńtë abò czë
ni ma w nim kògò. Wele jo, przëprowadzëlë pół przëtomnégò, ùrzasłégò Niemca, chtërnégò kamrôce tam òstawilë, bò
pewno mëslelë, że nie żëje. Kapitan zarô
òdesłôł gò pòd starżą do stanowiszcza dowódcë bataliónu, le czë majór miôł czas
na pòjmańca? Bò terô tu bëła cusza, le dali
z lewa – òd 8. i 7. kómpanii – szedł jesz
grzmòt niemiecczi i naszi artëlerii i jazgòt
karabinów maszinowëch. Tam tak samò
mùszałë bëc pancrë i mòże bëło jesz barżi
gòrąco.
Nocą grzmòtë pò lewi starnie, òd
stanowiszcz jinëch półków kòl Mławë,
pòmału ùcëchłë. Tak samò ùspòkòjiło sã
blëżi, gdze walczałë dwa bataliónë jich 79.
półkù. Nieprzëjacél dostôł nôùczkã i terô
pewno niemiecczé sztabë mëslą, co dali...
Béł czas na òdpòczink, żebë kùreszce
cos zjesc i téż zebrac mëslë. Jo, òpłacała
sã rëchlészô cãżkô robòta żôłniérzi 79
Półkù Piechòtë i całi Armii Mòdlin pòd
Mławą! Przez lato òficjalnô propagańda
w Pòlsce ùspòkòjiwała lëdzy, że pewno
wòjnë nie bãdze, a żle, tej niech sã Hitler
bòji, bò z nama są Angliô i Francjô. Le tu
wòjskò pòd òkã fachówców, saperów,
kòpało rowë, bùdowało bąkrë, stanowiszcza dlô artëlerii i dlô dowódców. Òd
Ostpreussów nôkrotszô droga do Warszawë prowadzy przez Mławã, i Armiô
Mòdlin na tim czerënkù mùsza doch
przëgòtowac òbarnã. Ju przë kùńcu czer-
wińca 79 PP szëkòwôł sã do òpùszczeniô
Słonëmiô. Róbert ùlokòwôł Milkã z Wandą ù nômłodszégò bracynë, Wiktóra,
chtëren òd trzech lat béł za adminystratora na majątkù pòd Dãblënã. Wiktór
scągnął tam swòjã familiã, a miôł ù Milczi dług wdzãcznoscë, i terô jã z Wandą
chãtno przëjął. Róbert ni miôł czasu na
teskniączkã, bò mùszôł wszëtczégò dopilnowac na tim kilométrze kòl Rzãgnowa,
chtëren jegò kómpanii wëznaczëlë. Klął
w dëchù, bò nôprzód przez miesąc saperzë bùdowelë bąkrë leno blëżi Mławë,
a dopiérkù 12 zélnika zajãlë sã 10-kilométrowim òdcynkã jich półkù. Ale cëż,
na to ni mógł nic pòradzëc, a przë zwikłëch rowach i schronach z balków, sztëk
w głãbi lasu, robilë wszëtcë, nawetka
pòmôgelë cywilowie.
Noc bëła cemnô. Wszëtcë òstelë
na stanowiszczach, bò nieprzëjacél
béł niedalek, ale żôłniérze na zmianã
próbòwelë drzémac. A tu jesz przed
pòrénkã przëszedł od samégò dowódcë
Armii Mòdlin nakôz, żebë 9. kómpaniô
przesënãła sã na lewé skrzidło półkù.
Tegò Róbert sã nie spòdzôł! Letkò rzec
„przesënąc”! Nocą! Ò co chòdzy?! Mòże
dowódca bataliónu cos wié? Nie bëło
radë, Róbert òstawił „kòłówców” a razã
ze swòjima trzema plutónama wzãlë ze
sobą to, co mòglë ùniesc, i maszérowelë na lewé skrzidło. Pòd drogą mùszelë
przeńc kòl stanowiszcza dowódcë bataliónu, chtëren wcale nie spôł, tej Róbert
mógł sã gò spëtac ò nen rozkôz. Cëż,
majór wiedzôł tëli, że wedle sztabù Armii ù nich pòd Rzãgnowã bëło w miarã
spòkójno, a zamiszlelë ò kontratakù pòd
Mławą i zbiérelë lëdzy na nym lewim
skrzidle półkù.
Czë pò wiele gòdzënach strzélaniô
i 10 kilométrach marszu – dzél jesz pò
cemkù – 9. kómpaniô bãdze w sztãdze
jic do kontratakù?! Wszëtcë bëlë baro
ùmãczony, tej w nowim môlu padlë, gdze
chto stojôł, i czekelë na dalszé rozkazë.
Równak te òd sztabù Armii nie przëszłë.
Czemù?
Ju ò pòrénkù 2 séwnika nôwiãkszi
grzmòt zaczął dochadac nié òd starnë
Mławë, ale òd Rzãgnowa, prawie tam,
skądka jima kôzelë òdéńc. Mielë sã ceszëc,
że jich tam ni ma, czë miec ò to górz? Błąd
zrobił sztab Armii! Jak Róbert sã wnet
dowiedzôł, terô na kùńcu prawégò skrzidła półkù I batalión i II batalión, reszta
25
XIV PROZATORSCZI KÒNKÙRS M. JANA DRZÉŻDŻONA
III bataliónu, në i ti „kòłówcë”, walczëlë
z wiôlgą lëczbą pancrów i piechòtë.
Niemcë tam wcësnãlë sã w lukã midzë
nich a Mazowiecką Brigadã Kawalerii i nawet kontrataczi mało pòmògłë.
Pôrã gòdzënów pózni całi 79 PP mùszôł
sã copnąc na zapasowé stanowiszcza,
a kómpaniã Róberta tak samò znów czekôł marsz. Z ùcemiãgą doszlë do nëch
nowëch stanowiszczów. Le cëż to bëłë za
stanowiszcza! Tej kòżdi mùszôł chwëcëc
za saperkã, żebë sóm sã lepi zabezpieczëc.
I tu, dobrze ju pòpôłnim, zaczã sã
prôwdzëwô tragediô. Nadlecałë bómbówce i z wësoka zdrzucałë bómbë. Gwizd,
błisk, dim, grzmòt! Gwizd, błisk, dim,
grzmòt! Na szczescé te bómbë spôdałë
dosc dalek òd żôłniérzi. Za bómbówcama
równak pòkôzałë sã sztukasë i z wëcã
rzucałë sã prosto na nich. Nôprzód
spùszcziwałë swòjã bómbã, a tej robiłë
kòło i strzélałë z karabinów... Bòże drodżi, jistné piekło! Tu żôłniérze ni mielë
schronów. W kògò trafiła bómba, nie òsta
tam razu krwawô plama, leno dëmiący dół. Pò wëbùchù w lëft szedł deszcz
òdłómków, kamiéni, grużlów zemi,
òstrëch drzôzgów z drzéw. A jak tu sã
skrëc przed ògniã tëch karabinów z górë,
gradã z żelaza? We wszëtczich kómpaniach, i ù Róberta tak samò, bëło wiele
zabitëch i renionëch. Z nëch renionëch
jedny wrzeszczelë, drëdzë leno jãczëlë
abò płakelë. Cëż, òficér mùszi bëc cwiardi,
zacësnąc zãbë, trzëmac sã sóm i trzëmac
pòrządk midzë żôłniérzama. Na pòcechã
widzelë, że i Niemcóm sã dostało, bò niedalek przënômni dwa fligrë dëmiąco spadłë. Czej bómbardowanié sã skùńczało,
mielë trochã spòkòju i sanitarowie znieslë
cãżi renionëch do bataliónowégò pùnktu
sanitarnégò. Féliksowi, òrdinansowi
Róberta, òdłómk głãbôk rozcął prawé
remiã. Róbert razã z telefonystą òbwiązelë
mù to remiã i Féliks na swòjich nogach
szedł tam téż. Do niczegò béł telefón, bò
z drótów òstałë sztëczczi. Nôsmùtniészé
to chòwanié zabitëch. Kamrôcë doch nie
chcelë òstawic swòjich bez pòchówkù, saperkama kòpelë snôdczé grobë i na nich
stôwielë krziże z brzózków. Bez honorowi
salwë, le z cëchą mòdlëtwą, a Róbert z rewolwera wëstrzélił trzë razë nad grobama. Zebrôł blaszczi zabitëch, żebë pózni
napisac żałobné lëstë do rodzën. Le czedë?
Terô nie bëło jak ò nich mëslec, bò znów
ùczëlë znóné bùgrowanié...
26
Òdjimczi z widzawiszcza w Chònicach z leżnoscë sparłãczeniô Pòmòrzô z Pòlską. Òdj. Maciej Stanke
Wieczorã rësził atak niemiecczich
pancrów i piechòtë na stanowiszcza 79
Półkù. Pchelë sã z wiôlgą mòcą z bòkù,
òd wschòdu. Matkò Bòskô, retuj! To doch
ju drëdżi dzéń półk je w ògniu! Jak długò
lëdze mògą wëtrzëmac w taczim grzmòce
i jazgòce? Jesc sã wcale nie chce, le pic,
pic... Człowiek je głëchi, òczë łzawią, rãce
mdleją, dim sztopie nos i płëca... Żëje jesz
kamrôt z lewa? A ten z prawa? Hej, dôjta
patrónów! Chtos wrzeszczi, że mómë sã
copac! Róbertowi gòńc przëniósł rozkôz
copaniô, a téż lëché wiadomòscë. Cãżkò
reniony je dowódca I bataliónu, mjr Józef
Bach, zôs jeden z dowódców kómpanii
II bataliónu zdżinął. A chòc Niemcë tak
samò tracą i lëdzy, i pancrë, ale zajãlë
dwie niedaleczé wiosczi i wôżną grzëpã.
Terô półk mòże sã dostac w kòcoł, tej
òdwrót!
– Uwaga, podać po linii: drugi pluton
drużynami kolejno osłaniać! Pierwszy
i trzeci pluton – do tyłu!!!
Szczeslëwie ùdało sã òderwac òd wroga na zôpôd, bò ta noc téż bëła cemnô,
a Niemcë òstróżny. Ale ò pòrénkù pewno
sã znów zacznie...
I téż jo, reno 3 séwnika znowù sã
zaczãło. Równak rëchli przëszła przez
dowódcã bataliónu jaż nié do wiarë
wiadomòsc z 80 PP. Jakô? Tam przed pancrama gnelë cywilów! Ti, co pò pòlsczi
starnie bëlë w sztãdze dali walczëc,
w pierszim mómeńce przeżëlë ùrzas.
Jak tu strzélac do swòjich?! Ale doch
mùszelë! A niemiecczé pancrë rozjéżdżałë nëch cywilów. Òkropnosc! Róbert
znôł historiã. Jistno zrobilë Niemcë pòd
Głogowã w XII wiekù. Taczé cos pòd
Zbarażã w XVII wiekù òpisôł Sienkiewicz
w „Ògniã i mieczã”. Gdzeż je ta naszô cywilizacjô XX stalata?! Przesniti Szkòpë!
Dobrze, że przënômni tu òni tegò ni mielë, ale półk Róberta tak samò doch dërch
sã bije i ju za baro ni mô czim strzélac.
Zdżinął kamrôt Róberta, Jónk, dowódca 3.
kómpanii z I bataliónu. Półk mùszôł sã jesz
barżi copnąc. Rechòwelë na òdwòdowi 8
Półk Piechòtë i jegò kontratak, le tam bëlë
żôłniérze bez doswiadczeniô i czej nadjachałë niemiecczé pancrë, szlë w rozsëpkã. Nocą nadeszedł rozkôz ò wëcopanim
całi Armii Mòdlin w starnã twierdzë
Mòdlin i Warszawë. Nim sã pòzbiérelë,
nastôł dzéń. Piãkny, słoneczny dzéń.
A wkół cygnãłë sã mazowiecczé rówiznë, piôseczczi, gdze nawetka drzéwiãta
nie chcą pòrządno ùrosc. Nadlecałë niemiecczé fligrë, wiele fligrów, i zebrałë
krwawé żniwò. Jezë Christe! Tu nawet
nie bëło jak brac ze sobą cãżkò renionëch,
chòwac zabitëch! To béł czôrny dzéń dlô
Armii Mòdlin, a tak samò dlô 79 Półkù
Piechòtë. Ti, co przeżëlë – tëli że tak jak
Róbert, w nerwach a gòrzu – dotarlë abò
pòd twierdzã Mòdlin, abò pòd Warszawã
pò prawi starnie Wisłë. Dzél Armii Mòdlin
copôł sã, dërch w wòjnowëch biôtkach,
jaż za Lublin. A resztczi 79 PP Róberta
òsłóniałë òd wschòdu warszawską Pragã
jaż do 27 séwnika, czej bëła pòdpisónô kapitulacjô Warszawë. To tam sã dowiedzelë, że równak bòlszewicë téż wkroczëlë.
Z dniã 28 séwnika Róbert – tak jak jiny
pòlsczi żôłniérze we Warszawie – stôł sã
pòjmańcã.
POMERANIA GRUDZIEŃ 2013
MNIEJSZOŚCI W EUROPIE
Promocja Kaszub w Alpach
Tyrol to miejsce, w którym wielokulturowość i wielojęzyczność są czymś normalnym. Znajomość
trzech języków jest obowiązkowa dla wszystkich urzędników, większość mieszkańców zna niemiecki, włoski i francuski, angielskiego potrzebują do komunikacji na zewnątrz, ale na co dzień
rozmawiają po tyrolsku lub ladyńsku.
Z B I G N I E W BYC Z KO W S K I
W ogrodzie króla krasnoludów
Od 6 do 15 września uczestniczyłem
w wizycie studyjnej realizowanej przez
Dzieło Kolpinga w Polsce w ramach projektu „Aktywnie dla wspólnego dobra
– nowa metoda wzmacniania i aktywizacji stowarzyszeń Razem Do Przodu”. Udaliśmy się do północnych Włoch
(Tyrolu Południowego) oraz Szwajcarii.
Celem wizyty było wzajemne poznanie
naszych kultur, a dla mnie – promocja
Kaszub w tych europejskich krajach. Dlatego w podróż wybrałem się zaopatrzony (dzięki pomocy wielu osób i instytucji)
w różne ulotki, książeczki i oczywiście
„Pomeranie”. Rozdając te materiały, starałem się opowiadać o bogactwie naszej
kultury i języka.
Pierwszym punktem na mapie naszej
podróży było miasto Bozen (wł. Bolzano)
w Południowym Tyrolu. Po zakwaterowaniu w hotelu Kolpinghaus Bozen spotkaliśmy się z Otto von Dellemannem, ważnym politykiem działającym zarówno we
Włoszech, jak i Niemczech, a jednocześnie
przewodniczącym Dzieła Kolpinga w Bozen. Opowiedział nam o historii Tyrolu,
przekazał podstawowe informacje o tym
regionie i pokazał swój dowód osobisty
wystawiony po tyrolsku. Zaprosił nas
też na festyn organizowany co dwa lata
w Bozen „Festa alla Corte di Re Laurino
a Bolzano” (Party na dworze króla Laurino
w Bolzano). Święto to jest związane z legendą o królu krasnoludów Laurino, właścicielu pięknego różanego ogrodu. Festyn
jest nie tylko okazją do zabawy i integracji
POMERANIA GÒDNIK 2013
mieszkańców, ale pozwala też organizującym go różnym stowarzyszeniom pozyskać środki na przeprowadzenie inicjatyw i projektów na najbliższe dwa lata.
Mieszkańcy bawią się do późnych godzin
wieczornych, śpiewają tyrolskie pieśni,
ubierają się w regionalne stroje (często
też młodzież i dzieci). Dowiedziałem się,
że niektórzy mieszkańcy chodzą ubrani
w ten sposób codziennie.
Jak już wspomniałem, Tyrolczycy
rozmawiają w różnych językach, ale od
pierwszego dnia pobytu w Bozen przekonałem się, że najchętniej posługują się
tyrolskim. Gdy ktoś z naszej grupy mówił, że z Polski przyjechał regionalista,
który mówi po kaszubsku, to dyskusje
się ożywiały. Sprawy języka, regionalnych tradycji są dla nich bardzo ważne
i ciekawe. Opowiadałem o Pomorzu,
Kaszubach, często Tyrolczycy chcieli,
żebym mówił po kaszubsku. Chętnie też
opowiadali o swoim regionie. Mówili, że
w literackim języku niemieckim (Hochdeutsch) mówi im się ciężko.
Madonny w muzeum diecezjalnym
Trzeciego dnia wizyty zaprosili nas przedstawiciele Brixen (Bressanone), miasta,
które jest jednym z najstarszych w Tyrolu. Od stuleci było to centrum twórczości
duchowej i kulturowej oraz siedziba książąt metropolitalnych. Dziś znaczącą rolę
w tym mieście odgrywa oświata, ponieważ oprócz oddziału Wolnego Uniwersytetu Bolzano mieści się tu Wyższa Szkoła
Teologiczna, filia uniwersytetu w Padwie
i wiele innych szkół.
Przywitano nas regionalnym winem
w Domu Kolpinga w Brixen, następnie
msza w katedrze i zwiedzanie miasta.
Bardzo smaczny obiad przygotowano
wyłącznie z produktów regionalnych. Po
obiedzie zaproszono nas do muzeum diecezjalnego, w którym przechowywane
są skarby z katedry, zbiory sztuki sakralnej. W zasobach muzeum jest najciekawszy i największy zbiór późnoromańskich
Madonn. Gdy przewodnicy opowiadali nam ich historię, a raczej związane
z nimi legendy, zwłaszcza o cudownym
ich odnajdywaniu, trudno było oprzeć
się wrażeniu, że nie różnią się prawie niczym od tego, co u nas mówi się o Matce
Boskiej Sianowskiej.
Następnie udaliśmy się pieszo do
największego kompleksu klasztornego
w Tyrolu, augustyńskiego Abbazia Novacella/Kloster Neustift, który powstał
w 1142 roku, a w 1669 roku został nazwany ósmym cudem świata. Do klasztoru należą również lasy, łąki, ogrody
warzywne oraz winnice. Produkowane
są tu wysoko cenione białe wina. Spacer zakończony przy studni Weltwunder-Brunnen przedstawiającej siedem
cudów świata i zwiedzanie kompleksu
klasztornego na zakończenie dnia pokazały nam, w jak pięknym zakątku Tyrolu
jesteśmy. Żal było odjeżdżać.
U Ladynów i w Merano
Podczas wizyty studyjnej wysłuchaliśmy wykładów o historii, kulturze, językach i polityce Tyrolu. Tyrol Południowy
jako region we Włoszech jest najbardziej
rozwinięty i przynosi największe dochody
do budżetu państwa – mówił Otto von
Dellemann. Autonomia tyrolska okazała
się bardzo korzystna zarówno dla Włoch,
27
MNIEJSZOŚCI W EUROPIE
jak i Tyrolczyków. Moim celem jako polityka jest zachowanie i rozwój tej autonomii,
utrzymanie spójności społecznej, ochrona
własnej kultury i sprawdzonych zasad oraz
wartości – dodał.
Z wszystkim wykładowcami rozmawiałem, przekazywałem im informacje
o Pomorzu. Byłem zdziwiony, że tak
dużo wiedzą o Kaszubach i o kaszubszczyźnie. Mówili: chrońcie wasz język,
kulturę, wasz regionalizm, waszą inność
i rozwijajcie się.
Podczas zajęć sporo dowiedzieliśmy się też o języku ladyńskim, który
przetrwał w niegdyś niedostępnych
dolinach Dolomitów. Rozwinął się on
z ludowej wersji łaciny, a w jego dialektach zachodnich widać wpływ dawno
wymarłych na tym obszarze języków
celtyckich. Dialekty wschodnie wykazują podobieństwa z językiem friulijskim.
Przed wiekami ladyński był w Alpach
powszechny, ale obecnie pozostało tylko
kilka miejsc, gdzie się go używa (Dolomity i szwajcarski kanton Graubünden).
W Południowym Tyrolu język ladyński
jest oficjalnie uznawany przez lokalne
władze i nauczany w szkołach. W tym
języku nadaje też audycje telewizja RAI
TV Ladinia.
Cieszę się, że miałem okazję posłuchać na żywo Ladynów, którzy rzeczywiście nadal używają swojego języka.
W rozmowach podkreślali, że cenią sobie ciężką pracę (wielu z nich zajmuje się
wypasem krów, owiec czy kóz) oraz głębokie przywiązanie do katolickiej wiary.
Posiadają wspólne łąki, pastwiska. Nie
mają swego państwa i – jak zaznaczali
– nie próbują go stworzyć, choć cenią
sobie wolność. Dodajmy, że mieszkają
w niezwykle pięknej okolicy. Nic dziwnego, że wielu ludzi twierdzi, że to najpiękniejsze góry świata.
Na zakończenie udaliśmy się do miasta Meran (po włosku Merano). Jest to
jedno z najbogatszych miast Tyrolu, kiedyś jedno z najsłynniejszych uzdrowisk
w Alpach. W przeszłości mieszkało tutaj
wielu naukowców, literatów, artystów.
Krajobraz Merano to palmy i drzewa
oliwne w dolinie, śnieg i lód na szczytach. Niezwykle gościnnego menedżera
Domu Kolpinga w Merano pytałem m.in.
o to, czy chciałby mieszkać, pracować
w innych krajach. Odpowiedział, że dla
niego to miejsce, w którym mieszka, jest
28
Okolica Soprabolzano
Klasztor augustyński w Neustift
Widok na klasztor w Neustift. Zdjęcia za zbiorów autora.
POMERANIA GRUDZIEŃ 2013
MNIEJSZOŚCI W EUROPIE / OGŁOSZENIE
najlepsze, najukochańsze. Wymieniliśmy
się informacjami o naszych regionach,
wręczyłem materiały promujące Kaszuby i zapraszałem do odwiedzenia naszego regionu.
Z włoskiego Tyrolu udaliśmy się
do Szwajcarii, do klasztoru w Baldegg,
Hochdorf na dalszy ciąg wizyt studyjnych.
Spotkania były realizowane w ramach projektów współfinansowanych
ze środków Fundacji Współpracy Pol-
sko-Niemieckiej oraz przy wsparciu
Szwajcarii w ramach szwajcarskiego
programu współpracy z nowymi krajami
członkowskimi Unii Europejskiej.
Dziękuję Związkowi Centralnego
Dzieła Kolpinga w Polsce za umożliwienie mi tego wyjazdu i wszystkim, którzy
zaopatrzyli mnie w materiały promocyjne na temat Pomorza i Kaszub.
Fot. ze zbiorów Z.B.
Tyrol to region geograficzny i historyczny w Alpach Wschodnich, w dolinie górnego Innu, górnej Adygi i górnej Drawy. Znajduje się dziś w dwóch państwach: w Austrii i we Włoszech. Jego główne miasta to Innsbruck i Kufstein w Północnym Tyrolu
i Lienz we Wschodnim Tyrolu (te części Tyrolu należą do Austrii), Trydent (Trentino)
w prowincji trydenckiej oraz Bozen, Meran i Brixen w Południowym Tyrolu. Dwie
ostatnie części Tyrolu stanowią dziś włoski region autonomiczny Trentino-Alto Adige/Südtirol.
Pod względem językowym, politycznym i kulturalnym Tyrol zawsze był regionem
pogranicznym. Jego historia, zwłaszcza w ostatnich stu latach, jest niezwykle skomplikowana. Po I wojnie światowej Południowy Tyrol i region trydencki, dotąd należące do Austrii, przyłączono do Włoch. Kiedy Mussolini doszedł do władzy, rozpoczęto
przymusową italianizację tego obszaru. W szkołach włoski zastąpił niemiecki jako
język wykładowy, wprowadzono włoskie nazwy miejscowości, a niemieckojęzycznych urzędników zastępowano włoskimi imigrantami. W 1925 r. zaczęło powstawać
podziemne szkolnictwo, tzw. szkoły w katakumbach (Katakombenschulen), w których prowadzono naukę po niemiecku..
W 1939 r. Hitler i Mussolini zawarli porozumienie, na mocy którego Południowi
Tyrolczycy zostali postawieni przed trudnym wyborem. Mogli wyemigrować do Rzeszy albo zostać w ojczyźnie za cenę stopniowej utraty swojej tożsamości. Południowy Tyrol opuściło wówczas 75 tys. osób. Polityka narodowościowa kontynuowana
przez władze włoskie po II wojnie światowej spowodowała czynny opór miejscowej
ludności i związane z tym represje władz. Na mocy Umowy Paryskiej z 1946 r. Austria i Włochy uzgodniły tzw. Projekt autonomii dla Południowego Tyrolu. W 1948 r.
włoskie władze zatwierdziły pierwszy Statut Autonomiczny dla tego obszaru oraz
sąsiadującej z nim prowincji Trydent (Trentino), łącząc je w jeden region administracyjny. W tym samym roku tzw. optantom, czyli Tyrolczykom, którzy wyjechali do
Niemiec po roku 1939, umożliwiono powrót i uzyskanie włoskiego obywatelstwa.
W 1959 r. kwestią Południowego Tyrolu zajęło się Zgromadzenie Ogólne Narodów
Zjednoczonych. Uchwalona wówczas rezolucja miała skłonić do rokowań ministrów
spraw zagranicznych Austrii i Włoch. W 1969 r. oba te państwa ratyfikowały tzw. pakiet autonomiczny. Od 1970 r. Tyrol Południowy ma status autonomicznej prowincji
w ramach autonomicznego regionu, do którego należy. Południowotyrolski rząd
krajowy odpowiada m.in. za takie sprawy, jak transport, budownictwo obiektów
użyteczności publicznej czy pomoc społeczna. W kolejnych latach autonomia została poszerzona. Rząd w Rzymie zagwarantował m.in. nauczanie po tyrolsku i ladyńsku.
W administracji publicznej obowiązują dwa, względnie trzy języki. W 1972 r. wszedł
w życie drugi Statut Autonomiczny, który oddał w ręce południowotyrolskiego rządu krajowego odpowiedzialność m.in. za ochronę zdrowia i bezpieczeństwo.
Od 2001 r. region, w którego skład wchodzi Tyrol Południowy (Prowincja Autonoma di Bolzano-Alto Adige), nosi oficjalną nazwę Trentino-Alto Adige/Südtirol.
Trwają
poszukiwania
L. Galuby
We wrześniowym numerze „Pomeranii” informowaliśmy, że Stowarzyszenie 1. Polskiej Dywizji
Pancernej w Holandii (Vereniging
1e Poolse Pantserdivisie Nederland) poszukuje informacji o Leonie Galubie (lub Gałubie), który
zginął 29 października 1944 r.
w holenderskim mieście Dorst.
Jak podaje Adrian Stopa, Konsul ds. Zagranicznych i Ambasad Stowarzyszenia
1. Polskiej Dywizji Pancernej, po naszej
publikacji zgłosili się Czytelnicy z informacjami na temat żołnierzy o podobnych losach, niemniej nie udało się znaleźć śladów
Leona Galuby.
Tymczasem z Holandii zostały przesłane
dodatkowe dokumenty. Dowiadujemy się
z nich, że rodzice poszukiwanego przez nas
żołnierza wyjechali z Kaszub „za chlebem”
i pracowali w kopalniach w Niemczech. Potem przenieśli się do Francji. Przed drugą
wojną światową L. Galuba mieszkał w miejscowości Marles les Mines niedaleko miasta
Calais i pracował jako górnik. 20 września
1944 roku, kiedy zgłosił się do 1. Polskiej Dywizji Pancernej (w Belgii, w miejscowości De
Klinge), był kawalerem wyznania rzymsko-katolickiego. Walczył w szeregach 10. Pułku
Dragonów od 22 września do 29 października 1944 roku na terenie Belgii i Holandii. Brał
udział w walkach o Axel-Hulst, Merxplas,
Baarle-Heide, Baarle-Nassau, Gilze, Bredę
i Dorst, gdzie poległ.
Na początku spoczywał na cmentarzu w miejscowości Dorst, a w roku 1963
jego zwłoki zostały przeniesione na nowo
utworzony Polski Honorowy Cmentarz
Wojskowy w Oosterhout.
Otrzymał następujące brytyjskie odznaczenia: 1939–45 Star, France and Germany Star oraz The War Medal 1939–45.
Wszystkich, którzy wiedzą coś o losie
Leona Galuby, prosimy o kontakt mailowy
(adres: [email protected] lub [email protected]) bądź telefoniczny (tel. 58 676
75 25).
Red.
POMERANIA GÒDNIK 2013
29
GAWĘDY O LUDZIACH I KSIĄŻKACH
Kobiety z lat 1939–1945
STANISŁAW SALMONOWICZ
Współczesne feministki uważają zazwyczaj, że najważniejsze są sprawy obyczajowe, zawodowe czy polityczne. Żyjemy,
na szczęście, w epoce, która nie wymaga
odważnych decyzji. Chciałbym jednak
przypomnieć epokę tragiczną, w której
Polki odgrywały rolę niezwykłą, nieraz
nie do zastąpienia. W czasie okupacji czy
niemieckiej, czy sowieckiej ról tych było
wiele, ale jedna szczególna: rola kobiet
w polskich konspiracjach w ogólności,
a w ZWZ-AK w szczególności.
Istniała już tradycja piłsudczykowsko-peowiacka z lat wojny 1914–1921,
w której kobiety nieraz działały jako
konspiratorki, kurierki, współpracownice wywiadu. Oto przykład jeden z wielu, Wandy Gertz (1896–1958), która była
sierżantem Polskiej Organizacji Wojskowej (POW), służyła w Legionach Piłsudskiego, brała udział w wojnie z Rosją
sowiecką w latach 1919–1921, awansowana do stopnia porucznika, a w czasie II wojny od listopada 1939 r. działała
w Służbie Zwycięstwu Polski-ZWZ-AK,
a w powstaniu warszawskim w stopniu
majora otrzymała także rozkazem z 1
października 1944 r. Krzyż Srebrny Virtuti Militari...
W okresie II Rzeczypospolitej przygotowania obronne prowadziła organizacja
30
Przysposobienie Wojskowe Kobiet i liczne działaczki tej organizacji włączyły się
w okresie okupacji w działania konspiracyjne. Ostatecznie w ramach Armii Krajowej działała Wojskowa Służba Kobiet.
Wielkim zwolennikiem roli kobiet w konspiracji był pierwszy dowódca konspiracyjny, organizator Służby Zwycięstwu
Polsce, generał Michał Karaszewicz-Tokarzewski, do wybuchu wojny dowódca
Okręgu Korpusu w Toruniu.
Okazało się wkrótce, że w obliczu
terroru i metod kontrolnych okupantów
wiele istotnych funkcji w konspiracji najlepiej pełnić mogą kobiety: łączność konspiracyjna, wywiad, kolportaż tajnych
druków, służba sanitarna, walka cywilna, informacja i propaganda.
W istocie nie było większej komórki
w Komendzie Głównej ZWZ-AK w organach terenowych bez licznego udziału
konspiratorek. Ludwik Muzyczka „Benedykt”, szef administracji wojskowej
w KG ZWZ-AK, postulował po wojnie
budowę pomnika „łączniczki”. Łączność
konspiracyjna – krajowa i zagraniczna
– należała do najtrudniejszych dziedzin.
Zajmowały się nią przeważnie młode
dziewczęta, które przewoziły ważne
informacje (w pamięci bądź w różnych
skrytkach), materiały konspiracyjne,
prasę, a nieraz i broń na akcje zbrojne.
Jeżeli w początkowym okresie okupacji
Niemcy może mniej zwracali uwagę na
podróżujące bądź spacerujące po mieście
dziewczęta, to z czasem taka aktywność
stawała się bardzo niebezpieczną. Po latach zwierzchnicy kurierek i łączniczek
z reguły stwierdzali, że kobiety-żołnierze
Armii Krajowej odznaczały się odwagą,
pomysłowością, a w przeciwieństwie do
wielu, niestety, młodych konspiratorów,
unikały gadulstwa, alkoholu, niepotrzebnej brawury i innych chorób konspiracyjnego życia.
Były obowiązkowe i odpowiedzialne.
Wielokrotnie też, zwłaszcza od jesieni
1943 r., brały udział, z bronią, w walce
w oddziałach partyzanckich, w akcji Burza, w powstaniu warszawskim. Nie da
się zaprzeczyć, że ich praca była czasem
niedoceniana, a po wojnie, zwłaszcza
w dobie komunistycznej, zapominana,
a nawet ścigana represjami lat 1944–
1956. Stąd wielką zasługą głośnej dziś
Elżbiety Zawackiej (1909–2009), cichociemnej, czołowej osobistości w dziejach
Wojskowej Służby Kobiet ZWZ-AK, było
zorganizowanie i kierowanie w Toruniu
Fundacją Archiwum i Muzeum Armii
Krajowej na Pomorzu, która także zajęła się dziejami służby wojskowej kobiet
(obecna pełna nazwa Fundacji brzmi:
Fundacja Generał Elżbiety Zawackiej.
Archiwum i Muzeum Pomorskie Armii
Krajowej oraz Wojskowej Służby Polek).
Elżbieta Zawacka dążyła do urzeczywistnienia dwóch głównych celów: uka-
POMERANIA GRUDZIEŃ 2013
GAWĘDY O LUDZIACH I KSIĄŻKACH
zania skomplikowanych spraw Pomorza
w latach 1939–1945 oraz wydobycia
z zapomnienia dokonań Polek w ramach
Wojskowej Służby Polek. Fundacja, którą założyłem wraz z profesor Zawacką,
ogłosiła między innymi wiele tomów
cennych materiałów pod ogólnym tytułem „Służba Polek na frontach II wojny
światowej” oraz redagowany i w dużej
mierze napisany przez Elżbietę Zawacką
Słownik biograficzny kobiet odznaczonych
Orderem Wojennym Virtuti Militari (trzy
tomy w latach 2004–2007).
Trzeba sobie zdawać sprawę z tego,
że w latach 1939–1945 w różnych ogniwach Państwa Podziemnego łącznie
działało co najmniej kilkanaście tysięcy
kobiet, wiele pozostało anonimowymi,
wiele straciło życie, cierpiało okrutne
śledztwa i pobyty w obozach koncentracyjnych, niemieckich czy sowieckich.
Chciałbym z długiej galerii kobiet-żołnierzy na Pomorzu, działaczek organizacji
lokalnych, ZWZ-AK czy Delegatury Rządu
na Kraj przypomnieć kilka życiorysów.
Stefania Miotk (1912–1993), pseudonim „Szarotka”, urodzona w Pucku jako
córka kaszubskiego działacza Antoniego,
delegata Kaszubów na konferencję wersalską (1919) oraz Jadwigi z domu Pokora.
Stefania Miotk ukończyła szkołę handlową. We wrześniu 1939 r. była działaczką PCK, po wkroczeniu Niemców nadal
mieszkała w Pucku. W 1942 r. została
zaprzysiężona w działaniach konspiracyjnych TOW Gryf Pomorski i została szefową łączności Komendy Głównej Gryfa,
a równocześnie pracując w Gdyni w niemieckiej firmie kooperującej ze stocznią
marynarki wojennej, prowadziła także
działalność wywiadowczą. Organizowała łączność Gryfa w wielu powiatach pomorskich, będąc bliską współpracowniczką kierującego Gryfem Józefa Dambka
(„Lecha”). W związku z odkryciem przez
gestapo części archiwum Gryfa w Kamienicy Królewskiej została aresztowana 23
stycznia 1944 r. w Pucku, przeszła długie
i okrutne śledztwo. 3 lipca 1944 r. przewieziona do obozu w Stutthofie, w którym przebywała do 25 kwietnia 1945,
a następnie przewieziona do Danii, gdzie
odzyskała wolność i wróciła do Polski
na początku 1946 r. Jej rodzina straciła
w czasie okupacji swoje mienie w Pucku,
a jej ojciec, ukrywając się przed gestapo,
zmarł w 1942 r. Po wojnie Stefania Miotk
wyszła za Jerzego Łozińskiego i mieszkała w Warszawie. Pochowana na cmentarzu w Pucku.
Jadwiga Rotecka (1911–1959), pseudonim „Jadwiga” (po zamążpójściu
Szewczukowa). Była córką Stanisława,
rzemieślnika, i Weroniki z domu Kryszak.
Rodzice w 1930 r. przenieśli się do Gdyni.
Rotecka ukończyła seminarium nauczycielskie i była nauczycielką w szkole powszechnej w Gdyni, gdzie działała także
w Związku Harcerstwa Polskiego. Wybuch wojny zastał ją we Francji, ale wróciła do Gdyni, w której pracowała później
jako siła biurowa w kancelarii obozu
jenieckiego dla Anglików w Redłowie.
Była, obok Benedykta Porożyńskiego, organizatorką konspiracyjnego harcerstwa
Szarych Szeregów i weszła w skład ZWZ-AK w Gdyni. Między innymi kierowała
grupą łączniczek. 19 października 1942 r.
została aresztowana w związku z wielką wsypą w kierownictwie Podokręgu
Północnego AK i po śledztwie w gestapo
gdańskim wysłana do obozu koncentracyjnego w Stutthofie. Przetrwała obóz do
jego ewakuacji i została uwolniona w jej
trakcie przez Armię Czerwoną. W 1968 r.
nadano szczepowi harcerskiemu przy
Szkole Podstawowej nr 2 w Gdyni jej imię.
Genowefa Młynarz (1902–1944),
pseudonimu jej nie ustalono. Urodziła się
w Krotoszynie jako córka Wawrzyńca,
rzemieślnika, i Marianny z domu Serek.
Ukończyła szkołę handlową i pracowała
jako stenotypistka naprzód w Tczewie,
a od 1926 r. w Gdyni, w której nadal
mieszkała w czasie okupacji, od 1940 r.
jako pracownica wywiadu ZWZ-AK. Zatrudniona w porcie wojennym Gdynia
miała dostęp do tajnych dokumentów,
działała także w wywiadzie dalekosiężnym, podróżując do Poznania, Katowic i innych miast. W czerwcu 1942 r.
aresztowana pod zarzutem kradzieży
ze stoczni planów nowego typu łodzi
podwodnej. Przeszła długie śledztwo
(Starogard Gd., Gdańsk, Stutthof) i ostatecznie postawiona została 24 sierpnia
1943 r. przed sądem w Berlinie, który
wyrokiem z 2 maja 1944 r. skazał ją na
karę śmierci. Wyrok wykonano w wiezieniu w Plötzensee 7 lipca 1944 r. Jej dwie
siostry, Wiktoria i Helena, także działały
w ZWZ-AK i aresztowane w lipcu 1942 r.
były więźniarkami obozu Sttuthof.
Marianna Pyttel (1909–2001; po wyjściu za mąż Spyrłak) urodziła się koło Płocka jako córka Wincentego, administratora
majątków, i Marianny z domu Podlaskiej.
Nie ukończyła z powodu choroby seminarium nauczycielskiego i w 1929 przeniosła
się do Gdyni, gdzie pracowała w biurze.
Była działaczką Pogotowia Wojennego
Kobiet, a po zajęciu Gdyni przez Niemców
od 1940 r. została zaprzysiężona w ZWZ
jako łączniczka łączności zagranicznej
KG ZWZ-AK. W jej mieszkaniu był punkt
kontaktowy dla kurierów KG ZWZ-AK
przerzucanych do Szwecji i Anglii. Pełniła
funkcję kierowniczki gdyńskiej placówki
„Zagrody” (kryptonim łączności zagranicznej KG ZWZ-AK). Między innymi ona
organizowała przerzut z Gdyni do Szwecji kuriera Jana Nowaka-Jeziorańskiego.
Po wsypie w „Zagrodzie”, wywołanej
przez konfidenta gestapo, została przy
próbie ucieczki aresztowana i po ostrym
śledztwie w gestapo wysłana w połowie
grudnia 1943 r. do obozu koncentracyjnego dla kobiet w Ravensbrück, gdzie
pozostawała do wyzwolenia obozu. Po
wojnie pracowała w Sądzie Powiatowym w Gdyni aż do przejścia na emeryturę. Została odznaczona między innymi
Krzyżem Walecznych i Krzyżem Kawalerskim Polonia Restituta oraz otrzymała
odznakę honorową „Zasłużony dla Miasta Gdyni”.
Klęska Państwa Podziemnego i rządy
komunistyczne były głównym powodem
tego, że wiele odważnych i zasłużonych
kobiet-żołnierzy zostało zapomnianych,
nie doczekało się należnego uznania za
udział w walce o niepodległość w warunkach niezwykłe ciężkich.
NAJŚWIEŻSZE INFORMACJE Z ŻYCIA ZKP
W TWOJEJ SKRZYNCE MEJLOWEJ
ZAPISZ SIĘ DO NEWSLETTERA NA WWW.KASZUBI.PL/NEWSLETTER
POMERANIA GÒDNIK 2013
31
KASZËBSCZI DLÔ WSZËTCZICH
ÙCZBA 28
Swiecëno
RÓMAN DRZÉŻDŻÓN, DANUTA PIOCH
Swiecëno to pò pòlskù Świecino. Je to wies kòle Krokòwa, tj. Krokowej. Tuwò òb czas 13-latny wòjnë bëła biôtka midzë
Krzëżôkama – Krzyżakami a pòlsczim i kaszëbsczim ricerstwã.
Cwiczënk 1
Przeczëtôj gôdkã i przełożë jã na pòlsczi jãzëk.
Wëzwëskôj do te słowôrz kaszëbskò-pòlsczi. (Przeczytaj rozmowę i przetłumacz ją na język polski.
Wykorzystaj do tego słownik kaszubsko-polski).
– Za czim më tuwò przëjachelë?
– Bò tak robią dobri Kaszëbi. Bãdzë cëchò, kò dëchë nie
lubią trzôskù. Jakôs céniô sënie w dôce.
– Jaczé zôs dëchë? Jakô céniô?
– Ricerzów, co zdżinãlë tuwò w krwawi biôtce.
– Chtëż sã tu bił?
– A mój panie jo, kò të nick nie wiész.
– Mòja białka cos mie tam czedës czëta, ale jô tedë nie dôł
na to wikszégò bôczënkù. Wiém, że chôdómë pò jaczich
përdëgónach wkół Swiecëna…Chto wié, kòmù dzysdnia
słëchô ta rolô?
– Kò to je wôżny môl w naji historii.
– Tej rzeczë mie kùreszce, cëż tuwò bëło a chto z kim sã
bił?
– 17 séwnika 1462 rokù kòl Swiecëna zeszłë sã w biôtce
pòlsczé a krzëżacczé wòjska.
– Pewno dobëlë Pòlôszë?
– Jo, skąd wiész?
– Tak jem so mëslôł. Ale gadôj dali.
– Krzëżôków prowadzył Fritz von Raveneck, Pòlôchów
Pioter Dunin. Bitwa bëła krwawô, mòc ricerzów z jedny
a drëdżi stronë zdżinãło. Lëdze pòwiôdają, że wiele z nich
bëło pòtopionëch w błotach, co zwią sã Witalëcz. Tam je
baro mitczi gruńt. Pôdł téż von Raveneck, chtërnégò sostrë
cysterczi pòchòwałë w kòscele w Żôrnówcu. Jegò grób jesz
dzysô mòże tam òbezdrzec.
– Czëjesz, jak gruńt drëżi i cos w dôlë grzëmi? Czemùż të
wcyg szepcesz?
– Przecã jô cë gôdôł, że tuwò mògą bëc dëchë nëch ricerzów, co zdżinãlë.
– Jô w to nie wierzã…
– Jô téż nié, ale… lepi òpasowac. Bëlno nã bitwã òpisôł
w wiérzce pt. „Mòdlëtwë mòc” kaszëbsczi pisôrz, chtëren
w Swiecënie béł rodzony – Alojzy Bùdzysz.
– Gadôj cëszi, mie sã zdôwô, że jô czëjã jaczi dzywny zwãk,
jakbë stôl ò stôl côrnã…
– Nie gôdôł jô. Lepi chcemë stądka zwiornąc…
32
Cwiczënk 2
Nalézë w teksce i wëpiszë wiadła ò biôtce pòd
Swiecënã. (Znajdź w tekście i wypisz wiadomości
o bitwie pod Świecinem).
Biôtka pòd Swiecënã bëła w ………………………………………………………… rokù.
Krzëżacczé wòjska prowadzył …………………………………………………………
Pòlsczé wòjska prowadzył …………………………………………………………
Dowódca Krzëżôków je pòchòwóny w …………………………………………………
Cwiczënk 3
Nalézë w jinszich zdrojach wiédzë a zapiszë fùlné
pòzwë dwùch zôkònów, ò chtërnëch bëło w gôdce.
(Znajdź w dostępnych źródłach i zapisz pełne nazwy
obu zakonów, o których była mowa w dialogu).
Cwiczënk 4
Rzeczë, co wiész ò Krzëżôkach. Czemù jich sã tak
zwie? Skądka i pò co òni do naji przëszlë? Chto
jich sprowadzył na nasze zemie? W jaczim rokù
i gdze òdbëła sã nôwikszô biôtka Pòlôchów z Krzëżôkama?
(Powiedz, co wiesz o Krzyżakach. Dlaczego ich się tak nazywa? Skąd i po co zostali do nas sprowadzeni? Kto ich sprowadził na nasze ziemie? W którym roku i gdzie odbyła się
największa bitwa Polaków z Krzyżakami?)
Cwiczënk 5
Òdmieni jistnik Krzëżôcë przez przëpôdczi. Dlô przëbôczeniô (z ùczbë 8) – przëpôdczi, jich zapëtania i òdmiana jistnika w pòjedińczi lëczbie. (Odmień rzeczownik
Krzëżôcë przez przypadki. Dla przypomnienia – z lekcji 8 – przypadki,
ich pytania i odmiana rzeczownika w liczbie pojedynczej).
Nazéwôcz (Nz) – chto? co?
Rodzôcz (R)
– kògò? czegò?
Dôwôcz (Dw) – kòmù? czemù?
Winowôcz (Wn) – kògò? co?
Nôrzãdzôcz (Nrz) – (z) kim? (z) czim?
Môlnik(Ml)
– (ò) kim? (ò) czim?
Wòłôcz (W)
– (ò)
Krzëżôk, ……………
Krzëżôka, ……………
Krzëżôkòwi, ……………
Krzëżôka, ……………
Krzëżôkã,……………
Krzëżôkù, ……………
Krzëżôkù, ……………
POMERANIA GRUDZIEŃ 2013
KASZËBSCZI DLÔ WSZËTCZICH
- Ùżij pasownëch fòrmów jistnika Krzëżôk w pòdónëch niżi
zdaniach. (Użyj odpowiednich form rzeczownika Krzyżak
w podanych poniżej zdaniach).
Na najich zemiach w dôwnëch wiekach bëlë …………………………
A mòże ………………………… wcale kòl naji nie bëło?
Dzys mòżemë ………………………… òbezdrzec na òdjimkach.
Chcôłbë të sã nym ………………………… przëzdrzëc z bliska?
Jô bë nie chcôł sã pòtkac z niżódnym …………………………
Jesz nierôz bãdzeta gôdelë ò ………………………… na jinëch ùczbach.
Cwiczënk 7
Z dzysészą ùczbą baro sztëmùje kaszëbsczi himn ze słowama H. Derdowsczégò. (Z dzisiejszą lekcją współgra tekst kaszubskiego hymnu ze słowami H. Derdowskiego).
Przeczëtôj gò ùwôżno i rzeczë, czegò nowégò
ò bëcym Krzëżôków na najich zemiach mòże sã
z niegò dowiedzec. (Przeczytaj go uważnie i powiedz, czego nowego o pobycie Krzyżaków na naszych ziemiach można się z niego dowiedzieć).
Cwiczënk 6
Zaznaczë w gôdce wszëtczé słowa, co mają na
kùńcu pògrëbioną i pòdsztrëchniãtą lëtrã. (Zaznacz w dialogu wszystkie słowa mające na końcu
pogrubioną i podkreśloną literę).
Wëmówi zaznaczoné słowa tak, żebë akcent pôdôł
na tã prawie lëtrã. Terôzka wiész, jak na nordze Kaszëb akcentëje sã niechtërne słowa. (Wypowiedz
zaznaczone słowa tak, żeby akcent padał na tę właśnie literę. Teraz wiesz, jak na północy Kaszub akcentuje się niektóre
słowa).
Kaszëbi nordowi akcentëją słowa swòbódno, ale mają téż
apartny ôrt akcentu, chtëren zdôrzô sã blós tuwò – na òstatny
szlabizë. Dzeje sã to w taczich fleksyjnëch fòrmach:
1. w jistnikach ôrtu céniô, rolô;
2. w ternym czasu czasników ôrtu drëżi, grzëmi;
3. w ùszłim czasu czasników ôrtu czëta, krziknã;
4. w niejednëch z dwaszlabizowëch znankòwników ôrtu
miodny, dobri i przëczasników wczora, piechti;
5. w wëższim stãpieniu niejednëch przëczasników drożi,
lepi;
6. w nieòznacznikach ôrtu zebléc, òbléc;
7. w zdrobniałëch jistnikach zakùńczonëch na -ik, np.
wòzyk, kòszik.
(Północni Kaszubi mają swobodny akcent, ale mają też osobliwy rodzaj akcentu, który jest tylko im właściwy – na ostatniej
sylabie. Dzieje się to w następujących formach fleksyjnych:
1. w rzeczownikach typu céniô, rolô;
2. w czasie teraźniejszym czasowników typu drëżi, grzëmi;
3. w czasie przeszłym czasowników typu czëta, krziknã;
4. w niektórych z dwusylabowych przymiotników typu
miodny, dobri i przysłówków wczora, piechti;
5. w stopniu wyższym niektórych przysłówków drożi, lepi;
6. w bezokolicznikach typu zebléc, òbléc;
7. w zdrobniałych rzeczownikach zakończonych na -ik, np.
wòzyk, kòszik)
POMERANIA GÒDNIK 2013
H. Derdowsczi, Kaszëbsczi marsz
1. Tam, gdze Wisła òd Krakòwa w pòlsczé mòrze płënie,
pòlskô wiara, pòlskô mòwa nigdë nie zadżinie.
Ref. Nigdë do zgùbë nie przińdą Kaszëbë,
Marsz, marsz, marsz za wrogã, më trzimómë z Bògã.
2. Më z Miemcami wieczi całé krwawé wiedlë wòjnë,
wòlné piesnie wiedno brzmiałë bez górë i chòjnë.
Ref. Nigdë…
3. Przëszedł Krzëżôk w cwiardi blasze, pôlëł wse i miasta,
za to jegò cepë nasze grzmòcëłë lat dwasta.
Ref. Nigdë…
4. Nas zawòłôł do swi rotë pòlsczi król Jadżełło,
tej w miemiecczich karkach gnôtë trzeszczałë jaż miło.
Ref. Nigdë…
5. Gdze król Kadzmiérz gnôł Krzëżôka? Gnôł gò pòd Chònice!
Bë gò zgniotłë jak robôka kaszëbsczé kłonice.
Czë znajesz melodiã kaszëbsczégò himnu? Żelë jo, to
zaspiéwôj gò. (Czy znasz melodię kaszubskiego hymnu? Jeśli tak, to go zaśpiewaj).
Cwiczënk 8
W gôdce je mòwa ò Alojzym Bùdzyszu. Nalézë w ksążkach
abò internece wiadła ò nym pisarzu. Dôj òdpòwiedzë na zapëtania. (W dialogu jest mowa o Alojzym Budziszu. Znajdź
w literaturze lub internecie informacje o tym pisarzu. Odpowiedz na pytania).
Jaczi wark miôł A. Bùdzysz?
Dze A. Bùdzysz je pòchòwóny?
W jaczich kaszëbsczich gazétach pùblikòwôł swòje dokazë?
SŁOWÔRZK
Skòrno zdarzenia òpisóné w gôdce dzeją sã na nordze Kaszëb, përznã ò apartnëch znankach ti òdmianë kaszëbiznë.
(Skoro zdarzenia opisane w tekście dialogu dzieją się na północy Kaszub, trochę o specyficznych cechach tej odmiany
kaszubszczyzny).
bëc rodzonym – urodzić się; biôtka – walka, bitwa; błota – bagna;
òpasowac – uważać; përdëgónë – miejsca ustronne, gdzie „diabeł mówi
dobranoc”; Pòlôszë – Polacy; trzôsk – hałas; za czim – po co
33
GDAŃSK MNIEJ ZNANY
Gdańskie Emaus
Droga do Gdańska prowadzi przez Emaus. Wędrujemy dziś przez tę część miasta – ale nie jak
ewangeliczni uczniowie, „których oczy były niejako na uwięzi” (Łk 24,16), a świadomi tego, co
nas otacza.
M A RTA S Z A G Ż D O W I C Z
U wrót miasta
Emaus to historyczna nazwa zachodniej
części gdańskiej dzielnicy Siedlce. Przywodzi na myśl biblijną miejscowość, do której w dzień Zmartwychwstania zmierzali
uczniowie Chrystusa. Emaus położone
było w odległości około 10 kilometrów od
Jerozolimy. Gdańskie, choć znajduje się bliżej, bo około 3 kilometry od centrum miasta, jednak tak jak biblijne leży na trasie
wjazdowej do miasta. Kiedyś znajdowała
się tu karczma o nazwie Emaus. Pierwszy
raz wzmiankowana była w 1734 roku.
Podróżni odpoczywali w niej przed wjazdem do Gdańska. Po oberży nie ma jednak
śladu. Jest za to wysepka pomiędzy ulicami Kartuską a Nowolipie, gdzie zachował
się Zespół Młyna Emaus z XIX wieku.
Ku pamięci kombatantów
Przy skrzyżowaniu ulicy Kartuskiej z Łostowicką zobaczyć można pięknie odnowiony obelisk. Przez wiele lat pomnik
był zaniedbany i nie wiadomo było, co
właściwie upamiętnia. Jego los zmienił
się w 2012 roku, kiedy trwały tu prace
budowlane. Pod monumentem odkryto
wówczas metalową rurkę m.in. z aktem
erekcyjnym. Treść dokumentów odsłoniła tajemnicę obelisku. Zamieszczona na
nim tablica w języku polskim i niemieckim głosi: „Pomnik Poległych Żołnierzy
– Mieszkańców Emaus i Okolicy – Wzniesiony z Inicjatywy Miejscowego Stowarzyszenia Kombatantów w 1923 roku”.
Znalezisko kryło także 17 monet, gazetę
„Berliner Illustrierte Zeitung” z 1 lipca
1923 roku oraz listę 111 nazwisk. Prawdopodobnie osoby te – jako weterani wojenni – postanowiły uczcić pamięć poległych
kolegów i ufundowały obelisk, który stoi
tu już 90 lat.
34
Dwa kościoły
Kościół św. Franciszka z Asyżu wzniesiony został na początku XX wieku. Neogotycka świątynia wyróżniała się strzelistą
wieżą, której niestety nie odbudowano po
II wojnie światowej. Obiekt od początku
służył katolikom. Zabiegali oni o budowę świątyni od 1892 roku. Na Siedlcach
i Emaus mieszkało ich 8 tysięcy i to oni
stali się fundatorami kościoła. Powstała
trzynawowa świątynia długości 52 metrów. Zostawiając kościół za sobą po lewej
stronie przy wjeździe na ulicę Starodworską, miniemy tablicę upamiętniającą nieistniejący już cmentarz Zbawiciela. Jego
początki wiążą się z szalejącą w mieście
w 1709 roku epidemią dżumy. W XIX wieku służył ewangelikom z kościoła św. Katarzyny. Pod koniec stulecia przejęty został przez nową parafię Zbawiciela i stąd
jego nazwa. Sama świątynia znajdowała
się po przeciwnej stronie Kartuskiej, ale
niestety dziś przypomina o niej jedynie
nazwa ulicy Kościelnej.
Kaganek oświaty
Ostatni przystanek podczas dzisiejszej
wędrówki to neogotycki gmach VIII Liceum Ogólnokształcącego (na zdjęciu). Budynek powstał w 1902 roku. Od początku
istnienia mieściła się tu szkoła, z tym że
tylko dla chłopców. Po II wojnie światowej działała tutaj szkoła podstawowa, ale
na początku lat siedemdziesiątych przeprowadziła się tu VIII LO, zwane „ósemką”. 14 października 1973 roku liceum
otrzymało imię Komisji Edukacji Narodowej. Instytucja ta powstała w Polsce
dokładnie 200 lat wcześniej i była niejako
pierwszym w Europie ministerstwem
oświaty. Nadanie imienia „ósemce” wiązało się także z tym, że w Polsce w 1973
roku 14 października ustanowiony został
Dniem Edukacji Narodowej. Dzięki temu
wspominamy nauczycieli, ale też sukces
z 1773 roku, jakim było utworzenie Komisji Edukacji Narodowej.
Fot. M.S.
POMERANIA GRUDZIEŃ 2013
Szanowna Redakcjo!
Z zainteresowaniem przeczytałam artykuł
B. Brezy pt. „ZRK nadal skrywa tajemnice”
cz.1 w nr 10/2013 „Pomeranii”. Autor porusza kwestie nieznane szerszemu ogółowi.
Ze względu na moje miejsce zamieszkania i pracy zaciekawiły mnie informacje
o kołach ZRK w Goręczynie czy Hopowie
(gmina Somonino). Zdaniem B. Brezy w samym roku 1932 odbyły się trzy spotkania
koła ZRK w Goręczynie, na których wysłuchano prelekcji dotyczących m.in. historii
Kaszub. Za te informacje jestem Autorowi
wdzięczna.
Nie zgadzam się natomiast ze stwierdzeniem podanym w nawiasie, że „współcześnie – z tego, co wiem – nie ma w tej
wsi żadnego oddziału czy koła kaszubskiego stowarzyszenia”. Goręczyno wchodzi w skład gminy Somonino, na której
terenie działalność prowadzi Zrzeszenie
Kaszubsko-Pomorskie. Już od kilku kadencji członkowie ZKP wywodzą się głównie
ze środowiska goręczyńskiego (poprzedni prezesi: E. Bugajna, I. Zielka). W skład
tego oddziału wchodzą zrzeszeńcy z Goręczyna, Sławek, Rąt, Ramlej, Hopowa,
Ostrzyc i Somonina. Działalność oddziału
koncentruje się głównie wokół Goręczyna
i Somonina. Odbywają się m.in. spotkania
literackie „Tłusty czwartek w poetyckim
nastroju” (w Somoninie w sali GOK-u),
opłatkowe, integracyjne „Kaszubskie
grillowanie” (w Hopowie), wyjazdy autokarowe na Zjazdy Kaszubów, działania
skierowane do uczniów szkół gminy:
konkurs poetycki (2004), konkurs wiedzy
o H. Derdowskim (2002), konkurs wiedzy
o F. Ceynowie (2011), wyjazd na „Kaszubskie bajania” do Kościerzyny. W latach
2008–2011 aktywnie działało młodzieżowe Koło Młodych Kaszubów przy Gimnazjum Publicznym w Goręczynie (prezes
młodzieżowy Weronika Baran, opiekun E.
Bugajna), które włączało się w spotkania
organizowane przez ZKP.
POMERANIA GÒDNIK 2013
Spotkania zarządu oddziału od kilku
lat mają miejsce w bibliotece w Goręczynie.
Bardzo życzliwy działaniom Kaszubów jest
ks. kanonik Hubert Kitowski, proboszcz
goręczyński, członek ZKP. Co roku w Goręczynie odprawiana jest droga krzyżowa
po kaszubsku oraz msze św. z liturgią słowa w języku kaszubskim. Sympatykiem
zrzeszeńców był również nieodżałowanej
pamięci ks. prałat Edmund Kosznik [proboszcz goręczyński w latach 1966–2001
– przyp. red.], którego Bóg powołał do
wieczności w wieku 92 lat (2013), autor
książki Wspomnienia starego kapłana.
Więcej informacji o działaniach oddziału ZKP w Somoninie (który de facto opiera
się na działalności mieszkańców Goręczyna i okolic) znajduje się w sprawozdaniach
przesyłanych co roku do Zarządu Głównego ZKP w Gdańsku oraz w czasopismach
lokalnych i w internecie. W 2004 r. ukazała
się publikacja Kaszëbsczim jesmë lëdã. 25 lat
Oddziału ZK-P w Somoninie autorstwa E. Bugajnej, gdzie również można znaleźć wiele
informacji o inicjatywach podjętych przez
środowisko goręczyńskie. Ciekawostką jest
fakt, że ulice w Ostrzycach [w gm. Somonino] jeszcze w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych uzyskały kaszubskie nazwy.
Z wyrazami szacunku
E. Bugajna
Pamiętajmy o Ramułcie
Sto lat temu zmarł Stefan Ramułt. Urodził
się w 1859 roku w Liszkach pod Krosnem.
Jako 14-letni chłopak ciężko zachorował.
W czasie rekonwalescencji dużo czytał.
Zapoznał się wówczas z pracami Floriana
Ceynowy. Zafascynowanie kaszubskimi
sprawami zaowocowało później w jego
pracach nad Słownikiem języka pomorskiego czyli kaszubskiego, który został wydany
w 1893 roku (120 lat temu). Stefan Ramułt
zajął jednoznaczne stanowisko (co było
swojego rodzaju sensacją) w sprawie kaszubszczyzny. Napisał: „Mowa Kaszubów
i Słowińców nie jest bynajmniej narzeczem
polskim, ale odrębnym językiem słowiańskim”. To sformułowanie odbiło się szerokim echem wśród językoznawców i to nie
tylko polskich. Doszło do tego, że w jednej
chwili zagadnienie czysto naukowe stało
się zagadnieniem politycznym. Pamiętajmy, że był to okres, kiedy całe Kaszuby
Fot. Tomasz Fopke
wraz z Gdańskiem wchodziły w skład państwa pruskiego.
Stefan Ramułt zdawał sobie sprawę
z tego, że ludność kaszubska „pozostawiona sama sobie, skazana jest na zatracenie
swojej indywidualności”. Zgermanizowanie ewangelickich Słowińców tylko potwierdzało jego obawy.
Marzył Ramułt przez całe życie o osiedleniu się na Kaszubach i oddaniu się tam
pracy kulturalnej i narodowej. Przykuty do
łóżka i fotelu pracował jedynie w pokoju,
który nazwał „Kaszuby” i w którym wisiał
portret pierwszego Budziciela Kaszubów
– Floriana Ceynowy.
Stefan Ramułt zmarł w wigilię Bożego
Narodzenia 1913 roku. Został pochowany
na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie.
Na nagrobku umieszczono napis: „Stefan
Ramułt Badacz Pomorza Kaszubskiego”.
Uważam, że Uniwersytet Gdański
winien jest temu badaczowi zauroczonemu mową kaszubską umieszczenie na
terenie Wydziału Filologicznego uczelni
co najmniej tablicy pamiątkowej, jeżeli
nie popiersia. Pamiętajmy stale o tym, że
Stefanowi Ramułtowi Kaszubi i Kaszuby
zawdzięczają bardzo wiele.
Pomnik nagrobkowy Stefana Ramułta jest dość mocno zniszczony. Witold
Bobrowski z Głodnicy i Tomasz Fopke,
dyrektor MPiMKP, w trosce o zachowanie grobowca postaci ważnej dla Kaszub,
utworzyli nieformalny zespół odnowy pomnika. Oby ta cenna inicjatywa znalazła
szeroki odzew.
Jerzy Nacel
35
WËDARZENIA
Medale òd Gduńska
Ju òd 1997 rokù Gduńskô Gardowô Radzëzna (Rada Miasta Gdańska) wëprzédniwô òrganizacje, institucje i lëdzy, chtërny zrobilë cos baro dobrégò i òsoblëwégò dlô tegò gardu, w pierszi rédze zwikszëlë wiédzã ò nim i jegò prestiż, dwùma medalama: Swiãtégò Wòjcecha
(S. Adalbertusa) – tëch, chtërny pòdwëższają znaczenié Gduńska za grańcami Pòlsczi, Ksãca
Mszczuja II (Mestwina II) – tëch, dzãka chtërnym rosce ùwôżanié dlô gardu w òkòlim.
Westrzód dzejôrzów z najégò kaszëbskò-pòmòrsczégò strzodowiszcza Medal Swiãtégò Wòjcecha w pierszim
rokù przëznôwaniô tegò wëprzédnieniô dostelë Lech Bądkòwsczi (za bòkadné ùtwórstwò lëteracczé i pùblicysticzné ò Gduńskù i Pòmòrzim i jesz za
spòlëznowò-pòliticzné dzejanié) i Tadéùsz
Jabłońsczi (za całą swòjã gazétniczą
prôcã), a w 2006 r. Tadéùsz Bòlduan
(za wiôldżé dobëca w rozkòscérzanim
wiédzë ò dzejach Gduńska i Pòmòrzô,
z pòdsztrëchnienim rozmajitëch sprôw
tikającëch sã pòlskò-niemiecczégò sąsedztwa). Najima dobiwcama Medalu
Ksãca Mszczuja II są m.jin. Kaszëbskò-Pòmòrsczé Zrzeszenié (1997), Wawrzińc
Samp (1998), prof. Édwôrd Breza, prof.
Stanisłôw Wrëcza i Renata Gleinert (2003),
prof. Józef Bòrzëszkòwsczi (2005), Édmùnd
Szczesôk (2006) i prof. Bruno Synak (2011).
Latos do karna wëprzédnionëch
znôwù dołączëlë Kaszëbi: Medal Swiãtégò
Wòjcecha dostôł prof. Édmùnd Wittbrodt,
a laùreatama Medalu Ksãca Mszczuja II
òstalë Stanisłôw Pestka i dr Jón Szombùrg.
Prof. dr. hab. Édmùnda Wittbrodta
(ùr. w Rëmi w 1947 r.), òd 1997 r. senatora
RP, wielelatnégò prôcownika i rektora
Gduńsczi Pòlitechniczi, kaszëbsczégò
dzejôrza i nôleżnika Kaszëbsczégò Institutu, Kapituła Medalu Swiãtegò Wòjcecha
nôdgrodzëła za całą jegò nadzwëkòwą
dzejnotã nôùkòwą, ùczbòwą i spòlëznową
tak w Pòlsce, jak i w swiece.
Stanisłôw Pestka (ùr. sã w 1929 w Rolbikù), piesniodzeja i pisôrz, gazétnik,
dwa razë przédny redaktor „Pòmeranii”
i przédnik Kaszëbskò-Pòmòrsczégo Zrzeszeniô, wespółzałóżca Kaszëbsczégò Instititu, dostôł medal miona pòmòrsczégò
ksyżëca za całownotã swégò pùblicysticznégò i lëteracczégò dzejaniô, w tim za
36
Stółk, na jaczim sedzelë Laùreacë òbczas słëchaniô chwôlący jich mòwë. Za nim gduńsczi radzëcele.
prôcã dlô rozszérzaniô nôùczi, i jesz za
bëlny ùdzél w rozwiju kaszëbiznë i kaszëbsczi rësznotë.
Dr Jón Szombùrg (ùr. sã w Łebie
w 1951 r.), znóny ekònomista, wespółòrganizator regionalny rësznotë prôcowniczich samòrządzënów i ùdbòdôwca
nowëch ôrtów òglowëch debatów dlô
przedstôwców rozmajitëch strzodowiszczów i pòkòleniów, òstôł wëprzédniony za òsoblëwie brzadną robòtã
w òbrëmim ekònomii, w tim za stwòrzenié gduńsczégò Institutu Badérowaniô
Rënkòwi Gòspòdarczi (Instytut Badania
Gospodarki Rynkowej) i ùdałé nim czerowanié, i jesz za òrganizowanié Òbëwatelsczich Kòngresów.
Òkróm wëżi wëmienionëch nôdgrodë
dostało jesz sédmë lëdzy, Medal Swiãtegò
Wòjcecha: gduńsczi pisôrz Paweł Huelle
i pòdjimôrz Ryszard Trykosko, a Medale
Ksãca Mszczuja II: mùzyk Jerzy Detko,
żłobiôrz Zygfryd Korpalski, blogerka
i pòpùlarizatorka dzejów Gduńska Ewa
Kowalska, jãzëkòznajôrz i neùrolog Waldemar Tłokiński i jesz jeden pòdjimôrz
Andrzej Ubertowski.
Laùreatów wëbra Kapituła Medalu
Św. Wojciecha (S. Adalbertusa) i Medalu
Księcia Mściwoja II (Mestwina II), chtërna w ti 4-latny kadencje, 2013–2016, robi
w 9-personowim karnie. Są w nim: abp
Tadeusz Gocłowski, Andrzej Januszajtis,
Jerzy Kiszkis, Edmund Kotarski, Jerzy
Młynarczyk (Mistrz Kapituły), Bogdan
Oleszek, Jerzy Samp, Piotr Soyka i Barbara
Szczepuła-Ponikowska.
Wëprzédnionym medale wrãcziwelë
òbczas ùroczësti sesje Gduńsczi Gardowi
Radzëznë, chtërna òdbëła sã 22 rujana
w Dwòrze Artusa. Bëlë na ni gduńsczi radzëcele, nôleżnicë Kapitułë, przedstôwcë
gduńsczich institucji i gòsce zarôczony
przez laùreatów. Ceremóniã ùbòkadniła
mùzyką i spiéwã Cappella Gedaniensis,
dirigòwa nią prof. Alina Kowalska-Pińczak.
Red.
POMERANIA GRUDZIEŃ 2013
WËDARZENIA
Red. Stanisłôw Pestka i prof. Édmùnd Wittbrodt jidą zając plac w pierszi rédze.
Abp Senior Tadéùsz Gòcłowsczi – nôleżnik Kapitułë.
POMERANIA GÒDNIK 2013
Prof. Jerzi Samp – nôleżnik Kapitułë.
Òdjimczi Sławomir Czalej
37
Z POŁUDNIA
Jubileusz u Borowiaków
KAZIMIERZ OSTROWSKI
Każdego dnia w południe w Tucholi rozbrzmiewa hejnał wy- borowiacko-tucholską kolorystykę przyszedł o wiele później.
konywany, jak w żadnym innym mieście w Polsce, na rogu Nie sposób ustalić, która z dwóch artystek, Helena Grabkowska
myśliwskim. Melodię hejnału skomponował i nagrał ją na płytę czy Honorata Bloch, jako pierwsza z grupą hafciarek zaczęła te
Piotr Grzywacz, który niedawkolory stosować do kaszubskich
no obchodził 40-lecie swej zamotywów. A była jeszcze Maria
żyłości z tym instrumentem,
Jeśli ktoś chce wiedzieć, Kopeć z Kęsowa (rodowita góa od lat przeszło trzydziestu
ralka spod Nowego Sącza), która
co to jest patriotyzm lokalny, w sztuce komponowania wzokierownik Zespołu Sygnalistów
Myśliwskich, znawca i kolekcjopowinien jechać do Tucholi, rów nie miała sobie równych.
ner owych rzadkich łowieckich
gdzie miejscowe tradycje I czwarta – Stanisława Betynotrąbek. Mieszkańcy Tucholi są
wa z gronem swoich córek! Komocno splatają się z ogólno- niec końców Tuchola zasłynęła
dumni z wyjątkowego hejnału
i ze sławnego zespołu, który
narodową kulturą i historią. z haftów kaszubskich, jakich
koncertował nie tylko w Polprzedtem nigdzie nie widziano.
sce, lecz i w dalekich krajach,
Tucholanie są dumni ze
a w mieście i szerokiej okolicy uświetnia wszystkie uroczystości. swej patronki – świętej Małgorzaty, która według legendy
Dumni są także z wielu innych rzeczy, na przykład z nie- doradziła mieszczanom, aby z murów obronnych rzucali na
zwykłej urody haftów kaszubskich w złotych i bursztynowych nieprzyjaciół oblegających miasto chleb z ostatnich zapasów
kolorach. Dziewczęta tucholskie uczyły się wyszywania już mąki. Sądząc, że miastu nie brakuje żywności, wróg odstąpił
przed II wojną na kursach Teodory Gulgowskiej, ale pomysł na od oblężenia. Uwidoczniona w herbie i w figurze w centralnym
Jubileùsz ù Bòrowiôków
Kòżdégò dnia ò przëpôłnié w Tëchòlë rozbrzmiéwô hejnał
wëkònywóny, jak w niżódnym jinszim miesce w Pòlsce, na jachtarsczim rogù. Melodiã hejnału skómpònowôł i nagrôł na
platkã Pioter Grzëwôcz, chtëren niedôwno òbchòdzył 40-lecé
swòjégò zżëcégò z tim instrumeńtã, a òd lat przeszło trzëdzescë czerownik Karna Sygnalistów Jachtarsczich, znôwca i kòlekcjonéra nëch rzôdczich jachtarsczich trąbków. Mieszkańcowie
Tëchòlë są bùszny z wëjątkòwégò hejnału i ze sławnégò zespòłu,
jaczi kòncertowôł nié leno w Pòlsce, ale téż w daleczich krajach,
a w miesce i w szeroczim òkòlim ùsnôżô òn wszëtczé ùroczëstoscë.
Bùszny są téż z wiele jinszich rzeczi, wezmë na to z niebiwałi
piãknoscë kaszëbsczich wësziwków, w żôłtëch i bùrsztinowëch
farwach. Tëchòlsczé dzéwczãta ùczëłë sã wësziwaniégò ju
przed II wòjną swiatową na kùrsach Teòdorë Gùlgòwsczi, ale
ùdba bòrowiackò-tëchòlsczi farwnotë przëszła ò wiele pózni. Nie
dô sã dzys dobadérowac, jakô z dwùch artistków, Helena Grabkòwskô czë Hònorata Bloch, jakno pierszô z karnã wësziwôrków
zaczãła stosowac te farwë do kaszëbsczich wzorów. A bëła téż
Mariô Kopeć z Kãsowa (rodowitô Góralka spòd Nowégò Sącza),
38
chtërna w kùńszce ùkłôdaniô wzorów ni mia sobie równëch.
I czwiôrtô, Stanisława Bëtinowô z karnã swòjich córków! Kùńc
kùńców Tëchòlô stała sã sławnô z wësziwków kaszëbsczich,
jaczé nigdze rëchli nie bëłë widzóné.
Tëchòlanie są bùszny ze swòji patrónczi – swiãti Małgòrzatë,
chtërna pòdług òpòwiedni doradzëła mieszczanóm, żebë
z mùrów òbronnëch rzucelë na wrogów òblégającëch miasto
chléb ùpiekłi z òstatka mączi. Wrogòwie pòmëslelë, że miastu
nie braknie żëwnoscë i òdstąpilë òd òbléganiégò. Widocznô
w herbie i w figùrze w centralnym môlu miasta sw. Małgòrzata
i dzysô òtôczô òpieką mieszkańców Tëchòlë. Z wdzãcznoscë
i na pamiątkã legendarny òbronë òd czile lat òrganizëją òni
w czerwińcu Swiãto Patrónczi, z pòchòdã i plenerowim
pòkôzkã ë rozdôwanim gléniów pòswiãconégò „chleba swiãti
Małgòrzatë”, ë téż leżnoscowi gazétë „Posłaniec św. Małgorzaty”.
Żelë chtos chce wiedzec, co to je patriotizm lokalny, pòwinien jachac do Tëchòlë, dze miescowé tradicje mòcno splôtają
sã z òglowònôrodną kùlturą i historią. Czëlë jesmë niedôwno apele, żebë wësëłac znajomim żëczbë z leżnoscë Swiãta
Niepòdległoscë. W Tëchòlë zôs piãc lat temù Maria Ollick wëdała
POMERANIA GRUDZIEŃ 2013
Z PÔŁNIA
punkcie miasta, św. Małgorzata i dziś otacza opieką mieszkańców Tucholi. Z wdzięczności i na pamiątkę legendarnej obrony
od kilku lat organizują w czerwcu Święto Patronki, z pochodem
i plenerowym widowiskiem oraz rozdawaniem bochenków poświęconego „chleba św. Małgorzaty”. A także okolicznościowej
gazety „Posłaniec św. Małgorzaty”.
Jeśli ktoś chce wiedzieć, co to jest patriotyzm lokalny, powinien jechać do Tucholi, gdzie miejscowe tradycje mocno splatają
się z ogólnonarodową kulturą i historią. Słyszeliśmy niedawno
apele, aby wysyłać znajomym życzenia z okazji Święta Niepodległości, w Tucholi natomiast pięć lat temu Maria Ollick wydała
(świetny edytorsko!) album pt. Telegramy patriotyczne. Zapomniana tradycja. Ozdobne telegramy, z wizerunkami królów, bohaterów i wieszczów narodowych, widokami Wawelu i Jasnej Góry
itd., podczas zaboru pruskiego wysyłano także z okazji prywatnych uroczystości. Oto na karcie z Orłem i Pogonią znany
działacz narodowy dr Kazimierz Karasiewicz 21 lutego 1909 r.
napisał: „Młodej Parze przesyłam serdeczne i szczere Szczęść
Boże z Borów Tucholskich”. Inny wybitny Pomorzanin Leon Janta-Połczyński 26 stycznia tego samego roku wysłał życzenia dla
nowożeńców na ozdobnym blankiecie z Kościuszką.
Artystyczne sukcesy hafciarek, religijno-patriotyczne Święto
Patronki, liczne publikacje książkowe (jak wspomniany wyżej album), popularnonaukowy rocznik „Zapiski Tucholskie”, ogólnopolskie konkursy literackie, popularyzacja borowiackiego folkloru i tradycji, edukacja regionalna oraz wiele innych rzeczy
godnych uwagi i naśladowania, to w dużej mierze efekty dzia-
albùm (pëszny, żelë chòdzy ò editorstwò!) pòd nôdpisã Telegramy
patriotyczne. Zapomniana tradycja. Òzdobné telegramë, z pòdobiznama królów, bòhatérów i wieszczów nôrodnëch, widokama
Wawelu i Jasny Górë itd., òbczas prësczégò zabòru wëséłóné bëłë
téż z leżnoscë priwatnëch ùroczëstoscy. Hewò na karce z Òrzłã
i Pògònią znóny dzejôrz nôrodowi dr Kazmiérz Karasewicz 21
gromicznika 1909 r. napisôł: „Młodej Parze przesyłam serdeczne i szczere Szczęść Boże z Borów Tucholskich”. Jiny wëbitny
Pòmòrzón Léón Janta-Pôłczińsczi 26 stëcznika tegò samégò
rokù wësłôł żëczbë dlô nowòżeńców na òzdobnym blankece
z Kòscuszką.
Artisticzné òsygniãca wësziwôrków, religijno-patrioticzné
Swiãto Patrónczi, lëczné pùblikacje ksążkòwé (jak wspòmnióny
wëżi albùm), pòpùlarnonôùkòwi rocznik „Zapiski Tucholskie”,
òglepòlsczé kònkùrsë lëteracczé, pòpùlarizacjô bòrowiacczégò
fòlkoru i tradicji, edukacjô regionalnô i wiele jinszich rzeczi
gòdnëch ùwôdżi i nasladowaniégò, to we wiôldżi mierze efektë
dzejaniégò Bòrowiacczégò Towarzëstwa Kùlturë (BTK). Latos,
w lëstopadnikù BTK ùrządzëło jubileùsz 50-lecô dzejaniégò,
z sesją nôùkòwą pòd nôdpisã „Kòrzenie – Tradicjô – Trwanié”
(referatë wëgłosëlë m.jin. profesorowie J. Borzëszkòwsczi, C.
Obracht-Prondzyńsczi i Maria Pająkòwskô-Kensik) i ùroczëstim
kòncertã i wëstawą. Òbczas półwieczégò, jak to colemało biwô,
zdôrzałë sã lata słabszé i téż błiskòtlëwé zwënédżi (kabaret lëteracczi Zajączk!). Le zdrzącë z perspektiwë, trzeba rzec, że òstatny
POMERANIA GÒDNIK 2013
Rynek w Tucholi. Fot. Maciej Stanke
łalności Borowiackiego Towarzystwa Kultury (BTK). W listopadzie br. BTK zorganizowało jubileusz 50-lecia działania, z sesją
naukową pt. „Korzenie – Tradycja – Trwanie” (referaty wygłosili
m.in. prof. prof. J. Borzyszkowski, C. Obracht-Prondzyński i Maria Pająkowska-Kensik) oraz uroczystym koncertem i wystawą.
W ciągu półwiecza, jak zwykle bywa, zdarzały się słabsze lata
i błyskotliwe sukcesy (kabaret literacki Zajączek!), lecz patrząc
z perspektywy, trzeba rzec, iż ostatni okres pod prezesurą niestrudzonej Marii Ollick to lata rozkwitu i największej społecznej
aktywności Dla ludzi, dla miasta i regionu – jak głosi tytuł książki
wydanej z okazji jubileuszu.
Tôfla z wiadłama ò sw. Małgòrzace, patrónce miasta. Òdj. Maciej Stanke
cząd czasu pòd prezesurą niezmòrdowóny Marii Ollick to lata
rozkwitu i nôwikszi spòłeczny aktiwnoscë Dla ludzi, dla miasta
i regionu – jak głosy tituł ksążczi wëdóny z leżnoscë jubileùszu.
Tłom. Bògùsława Gòłąbk
39
BLISKIE SĄSIEDZTWO
Na kociewsko-kaszubską
nutę
W Tczewie od 2010 roku działa kociewski zespół Frantówka. Tajemnicza dla niektórych nazwa
grupy oznacza zarówno na Kociewiu, jak i na Kaszubach żartobliwą piosenkę ludową bądź przyśpiewkę. Brzmi ładnie i bardzo dobrze łączy oba regiony – tłumaczą założyciele Frantówki Karolina i Radosław Kornasowie.
EWELINA ADAMCZYK
AGNIESZKA POGORZELSKA
Nieformalna skra Ormuzda
Zespół wygrał sierpniowy XX Przegląd
Kociewskich Zespołów Folklorystycznych
w Piasecznie, dzięki czemu w przyszłym
roku będzie reprezentować Kociewie
w Ogólnopolskim Festiwalu Zespołów
Folklorystycznych.
Według badań socjologicznych sprzed
kilku lat jedynie 7% mieszkańców Tczewa
czuje się Kociewiakami – mówi Krzysztof
Korda, wiceprezes Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, i dodaje: Myślę jednak, że to
zmienia się na lepsze, dzięki takim ludziom
jak młodzież z zespołu folkowego Frantówka z grodu Sambora. Podziwiam zwłaszcza
Karolinę Kornas – szefową tej grupy – za jej
ogromne zaangażowanie i konsekwentne dążenie do celu. Ta młoda dziewczyna od wielu
lat prowadzi w Tczewie zespoły i chóry. Ma
ogromny potencjał, to taka nieformalna skra
Ormuzda, która padła na Kociewie. Cieszę się,
że ukazała się już płyta tego młodego zespołu
prezentującego bardzo wysoki poziom wokalny, taneczny i muzyczny. Partnerem wydania
jest Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie oraz
Akademia Kształcenia Zawodowego.
„Kociewie po naszamu”
Początki Frantówki sięgają roku 2010, który
Zrzeszenie ogłosiło Rokiem Jana Karnowskiego. Z inicjatywy tczewskiego oddziału
ZKP Kociewsko-Kaszubska Orkiestra Dęta
Torpeda wzięła udział w projekcie „Karnowski na kociewsko-kaszubską nutę”, w którego
ramach napisaliśmy muzykę do kilku wybra40
Fot. Jacek Cherek
nych wierszy wybitnego kaszubskiego poety.
W koncercie finałowym projektu, który odbył
się w tczewskiej Fabryce Sztuk, towarzyszyli
nam członkowie chóru Nieboskłonni z parafii
pw. św. Maksymiliana Kolbego. Wspólnie wykonaliśmy również ok. 10 pieśni kociewskich.
Pozytywne efekty naszej pracy oraz bardzo
przyjazna reakcja publiczności uświadomiły
nam, że powstanie czegoś większego – tj. zespołu pieśni i tańca – jest koniecznością – opowiada Radosław Kornas
Przełomem stał się rok bieżący, w którym młodzież skupiona wokół parafii pw.
św. Maksymiliana Kolbego wzięła udział
w projekcie „Młodzież w kulturze Kociewia.
Warsztaty muzyczno-artystyczne źródłem
inspiracji” w ramach europejskiego programu „Młodzież w działaniu” – uzupełnia
Karolina Kornas. Projekt objął wiele warsz-
tatów poświęconych naszemu regionowi,
a jego podsumowaniem był czerwcowy koncert „Kociewie po naszamu”, podczas którego
wspólnie z Kociewsko-Kaszubską Orkiestrą
Dętą Torpeda wykonaliśmy tańce i pieśni kociewskie. Nie zabrakło na nim oczywiście
utworów do słów J. Karnowskiego. Tak
powstał Zespół Pieśni i Tańca Frantówka.
Muzyka Kociewia i Kaszub
Pierwszym sukcesem było dofinansowanie
przez Komisję Europejską naszego projektu,
dzięki czemu zdobyliśmy fundusze na zakup
niezbędnego sprzętu, w tym części instrumentów oraz kociewskich strojów ludowych,
chociaż do pełnego ich skompletowania jeszcze długa droga. Liczymy tutaj oczywiście na
przychylność naszych włodarzy oraz hojność
sponsorów – kontynuuje Karolina Kornas.
POMERANIA GRUDZIEŃ 2013
BLISKIE SĄSIEDZTWO
Zespół rozwija się nie tylko dzięki
zaangażowaniu członków, ale również
dzięki wsparciu wielu organizacji i osób
prywatnych. Od samego początku pomaga Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie oraz
Fabryka Sztuk w Tczewie. W projekcie
zespół wspierał też Ruch Inicjatyw Obywatelskich Tczewa, a warsztaty taneczne
prowadzi Mirosława Möller – regionalistka i członkini Kapeli Kociewskiej w Starogardzie Gdańskim.
Skupiamy się przede wszystkim na muzyce ludowej naszego regionu – Kociewia
– oraz spokrewnionych z nami sąsiadów,
Kaszubów – mówi Radosław Kornas. Stąd
głównie zajmujemy się tańcami oraz pieśniami kociewskimi, staramy się promować
zarówno te bardziej znane, jak i nieco zapomniane. Literatura muzyczna jest dość bogata, a zespołów ludowych w naszym regionie
naprawdę mało! Wykonujemy również
pieśni kaszubskie, tutaj sytuacja jest nieco
lepsza, bo zespołów mamy znacznie więcej,
niemniej powszechna znajomość muzyki
kaszubskiej ogranicza się do Kaszubskich
nut czy piosenek „Kaszëbsczé jezora” czy
„Mój tata kùpił kòzã”. A ciekawych utworów
można znaleźć znacznie więcej – i właśnie te
mniej znane będziemy systematycznie „brać
na tapetę”.
Tańce, pieśni i hymny obu regionów
Skąd pomysł łączenia muzyki kociewskiej
z kaszubską? Wiele pieśni występuje w obu
regionach, oczywiście w nieco innych wersjach. Przykładem jest pieśń „Od sónczka
do sónczka”, która w różnych postaciach
pojawia się od południowego Kociewia do
północnych Kaszub (można jej posłuchać
na naszej debiutanckiej płycie). Kultura ludowa naszych regionów, tj. np. muzyka, haft,
architektura, z racji sąsiedztwa ma bardzo
wiele wspólnych elementów. Wielu z nas ma
rodziny na Kaszubach, znam również wielu
Kaszubów z kociewskimi korzeniami. Nie da
się więc, naszym zdaniem, odkrywać muzyki kociewskiej w oderwaniu od kaszubskiej,
i odwrotnie – mówi Karolina Kornas.
Według muzyków ich największym
dotychczasowym sukcesem jest nagranie
debiutanckiej płyty (dzięki wsparciu ZKP,
które zostało jej wydawcą). Znajdą się na
niej zarówno popularne tańce kociewskie,
wspomniane już utwory do słów J. Karnowskiego, pieśni kaszubskie oraz hymny
obu regionów. Płyta ma się ukazać w listopadzie.
POMERANIA GÒDNIK 2013
Fot. Jacek Cherek
Zabawy dzienne i … nocne
Nieskromnie możemy powiedzieć, że w tej
chwili takiego zespołu jak nasz w obu regionach nie ma – twierdzi Radosław Kornas.
Przygrywająca tancerzom i śpiewakom
kapela nie składa się tylko, jak ma to miejsce w większości zespołów pieśni i tańca,
z akordeonu, diabelskich skrzypiec, klarnetu czy trąbki, lecz stanowi ją orkiestra dęta.
Jest to zresztą powrót do tradycji XIX i pocz.
XX wieku, wówczas bowiem – o czym mało
kto dziś pamięta – muzycy ludowi w czasie
zabaw dziennych grali na trąbkach, saxhornach i tubach. Ci sami muzycy w nocy, głównie podczas zabaw weselnych, zamieniali
blaszane instrumenty dęte na akordeony,
kontrabasy, skrzypce i klarnety. Widzimy
zatem, że obecne kapele ludowe nawiązują
do tradycji nocnej, my zaś zdecydowanie wolimy, gdy świeci słońce – podkreśla muzyk.
Naszą rolę widzimy w promowaniu muzyki ludowej obu naszych regionów wśród
jak najszerszego kręgu odbiorców – uzupełnia Karolina Kornas. Tak aby zwłaszcza
młodzi ludzie zobaczyli, że równie świetnie
można się bawić, tańczyć i śpiewać przy muzyce naszych babć i dziadków, jak przy popie,
disco i techno.
Warto w tym miejscu dodać, że w zespole śpiewa i tańczy głównie młodzież,
która dzięki temu może aktywnie i kreatywnie spędzać wolny czas.
Chcielibyśmy, aby poznawanie i przez
wykonawców, i przez słuchaczy muzyki
i kultury regionu wzmacniało w nich, tak
przecież pożądany w dzisiejszych czasach,
patriotyzm lokalny – mówią muzycy.
Myślę, że nasz skład już się ustabilizował.
Chociaż dla osób zainteresowanych kociewską i kaszubską muzyką ludową, z ambicjami wokalno-tanecznymi lub instrumentalnymi, brama jest zawsze szeroko otwarta…
– podkreśla Karolina Kornas.
W planach trasa koncertowa
Najbliższe nasze plany, po wydaniu płyty,
to oczywiście zorganizowanie koncertu promocyjnego – zdradza Radosław Kornas. Na
pewno w Tczewie, skąd pochodzi większość
członków grupy, ale kto wie, czy nie zagościmy w najbliższym czasie także na ziemi
kaszubskiej, np. w wejherowskiej filharmonii? W przyszłym roku planujemy również
małą trasę koncertową po Polsce, promującą Kociewie poprzez muzykę i taniec. Nasz
region jest w Polsce zdecydowanie za mało
rozpoznawalny.
Zespół Pieśni i Tańca Frantówka składa się ze śpiewaków-tancerzy oraz kapeli, którą stanowi Kociewsko-Kaszubska Orkiestra Dęta Torpeda.
Śpiewacy-tancerze: Alicja Ciepielewska, Karolina Grugiel, Dominika Jakubowska, Karolina Kornas, Julia
Mielczarek, Katarzyna Mielczarek, Agnieszka Murach,
AnnStella Nkatha, Anna Pezała, Bożena Pezała, Julia
Piorun, Filip Połom, Aleksandra Przyłucka, Weronika
Pruszak, Anna Socha, Jan Stopka, Paweł Szczeblewski,
Jagoda Winiarska, Natalia Wiśniewska, Julia Ziółkowska.
Kapela: Sławomir Freitag – puzon, Mariusz Furmański
– diabelskie skrzypce, Przemysław Jendrych – tuba,
Lech Kluge – akordeon, Radosław Kornas – trąbka, Rafał Kryża – werbel, Alan Lachowicz-Stefaniak – tuba,
Wojciech Lipka – bęben, Michał Mocarski – saksofon,
Michał Wojtyła – puzon, Karol Zakrzewski – trąbka.
41
Z KOCIEWIA
Na Kociewiu są też Bory...
„Największą mądrością jest umieć jednoczyć, a nie rozbijać”
kardynał Stefan Wyszyński
MARIA
PA J Ą KO W S K A - K E N S I K
Dzięki już dość długo trwającej życzliwości redakcji „Pomeranii” co miesiąc jest
strona dla Kociewia. Wiem, że niektórzy
tu pomyśleli: „bez łaski”, ale ja nie z tych.
Ostatnio sytuacja w Polsce i szerzej:
na świecie osłabia mój umiarkowany
optymizm i – prosto nazwaną – wiarę
w człowieka. Rosnące i krzykliwe zastępy tych, którym się należy tylko dlatego,
że są, bo jest wolność itp. Sami nic jeszcze dobrego, sensownego nie zrobili, ale
są! Wiodą jałowe życie bez żadnej idei
i chcą tak nadal, byle dostatnio... Pewnie zawsze tak było, myślą ci z większą,
świadomością historyczną, tylko teraz
media zwielokrotniają smutne obrazy. Kiedyś o koszmarnych pochodach
w Święto Niepodległości śpiewałby dopiero po latach jakiś bard. Teraz wszystko dzieje się „na oczach” i przeraża
umiarkowanych, rozsądnych. Nie wszędzie, na szczęście, było szaleństwo emocji, agresji, niezrozumienia istoty święta.
W Gazetach – Kociewskiej, Tczewskiej,
Świeckiej – czytam, że z godnością… że
tyle delegacji złożyło kwiaty, potem były
koncerty... I już wdzięczna jestem prasie,
która upowszechniła nadzieję, że można
radośnie – ponad podziałami – świętować. Mogę już wrócić do zapomnianej
na trochę, postaci szczęśliwego Syzyfa,
tak trzeba i już, przecież tyle dobrego się
na Pomorzu dzieje.
Tu, w felietonie „Z Kociewia”, chcę
się przenieść w Bory Tucholskie, gdzie
niedawno, w listopadzie, z okazji jubileuszu Borowiackiego Towarzystwa
Kultury zorganizowano ciekawą konfe-
42
rencję. Nie mogę napisać tylko – i ja tam
byłam... chleb z okrasą jadłam. Muszę
się kolejny raz w tych wielkich Borach
zatrzymać. Ich głównymi gospodarzami
są Borowiacy, ale dla Kociewiaków i Kaszubów też miejsce się znalazło. Właśnie,
łączą nas Bory i to mnie osobiście bardzo
cieszy, nie tylko dlatego, że takie wielkie
(w Polsce znane), tajemnicze, piękne, opisywane w literackich tekstach. Dawną
kulturę materialną Borów Tucholskich
opisywał ks. B. Sychta, współcześnie krajobraz kulturowy prezentuje się w kilku
pracach Marii Ollick, za sprawą której
profesorowie z Kaszub (J. Borzyszkowski i C. Obracht-Prondzyński) wygłosili
ciekawe referaty. W ubiegłym roku też
byłam w Tucholi, bo świętowano wtedy
jubileusz oddziału ZKP, do czego dorzuciłam kiedyś rękami mojej magistrantki
R. Serbinowskiej, swój kamuszek. I proszę, mimo wcześniejszych obaw, mogą
współdziałać w niewielkiej Tucholi dwie
kulturotwórcze wspólnoty.
Gospodyni spotkania, prezes Towarzystwa jak zawsze w oryginalnym borowiackim stroju, wielu zainteresowanych uczestników konferencji, występy
uroczych przedszkolaków (edukacja
regionalna od podstaw!), potem biesiada przygotowana przez Koło Gospodyń
Wiejskich z Lińska. Same borowiackie
smakołyki: krasa, szandar, pierogi z grzybami. Na Kociewiu też szandar, kolejny
łącznik kulturowy i takich wiele. Związki utrwalone są też w gwarze, którą
– obok kociewskiej – staram się opisywać. Pochodzący z Borów studenci przynoszą mi zaostałe kłosy (wyróżniłam
ich w swoim referacie), nie wszystko
przecież mógł zbadać zasłużony wielce
K. Nitsch czy L. Zabrocki. Słownik gwary
borowiackiej, ciekawe gwarowe teksty
(np. M. Koniecznej, W. Dębickiego, F. Wegnera) czekają na publikację, a są wśród
samorządowców Ziemi Tucholskiej, nauczycieli, animatorów kultury – ludzie,
którzy „ocalają od zapomnienia i dodają
blasku temu, co gaśnie”!
To, co wyżej napisałam, jest laurką,
w pełni zasłużoną, dla działaczy z Tucholi. Do jej przekazania zobowiązuje mnie
pamięć, że matka mojego ojca urodziła
się w borowiackim Lubiewie. Potem trafiła bliżej Wisły i tak już zostało, większość rozległej rodziny żyje na Kociewiu, które ostatnio znowu wypiękniało
w poezji i prozie recytowanej podczas
VI Literackiego Konkursu im. Romana
Landowskiego w Tczewie i wkrótce potem kolejnego Konkursu Recytatorskiego
– Poeci z Kociewia w Świeciu n. Wisłą.
Serce rośnie, gdy słyszy się z dużym
przejęciem recytowane długie teksty
R. Landowskiego. Wzruszają jak każda
poetycka proza. Jak dobrze, że z naszym
regionem związana jest też twórczość
A. Grzyba, ks. F. Kameckiego, Z. Bukowskiego. A tu kończy się rok – Rok Pasierba
– i jest co podsumowywać i cieszyć przypomnianym drzewem za oknem...
A przecież idą najpiękniejsze w polskiej kulturze święta – Gwiazdka, więc
tylko krótkie życzenia: niech się nam,
Pomorzanom, wszystko darzy, wszystko, co dobre.
O urokach zimy w Borach pisał J. Sabiniarz: Tu w „lesie wszystko jest proste
/ Tu tylko ścieżki kręte / Idąc, księgę natury czytam zwyczajną i świętą”.
Czasu, na to czytanie (bez pośpiechu)
też szczerze życzę!!!
POMERANIA GRUDZIEŃ 2013
PAGINA
LEKTURY
PRAWA
widzałé radio na Kaszëbach
800 000 słëchińców na Pòmòrzim
dzéń w dzéń wôżné wiadła
twòja òblubionô mùzyka
pòzdrówczi ë kònkùrsë
POMERANIA GÒDNIK 2013
43
KASZUBI Z PASJĄ
Po prostu bajka! (część 2)
Tomasz Schada Borzyszkowski, od 16 lat leśniczy w Parku Narodowym Bory Tucholskie, jest
szczęściarzem. Ma wymarzoną pracę. Mieszka w miejscu, w którym zawsze chciał mieszkać.
I ma pasje, które dzieli żona i córki. Żegluje, uwielbia terenowe samochody i gotowanie, jeździ
konno, ale prawdziwie oddany jest antykom, nurkowaniu i ptakom błotnym. Jego fotografie zdobywają nagrody na konkursach, często spotkać je można na okładkach czasopism, były również
publikowane w „Pomeranii”.
M AYA G I E L N I A K
O włos od śmierci
Potem były wyjazdy nurkowe do Egiptu,
Chorwacji. Tam, w prawdziwym raju dla
nurków napawali się egzotyczną urodą
bajecznie kolorowego, podwodnego
świata. I tam przeżyli najstraszniejszą
przygodę w życiu, która o włos nie skończyła się tragicznie.
Badania, jakie przechodzą kandydaci na nurków są szczegółowe, ale na
ich podstawie nie można stwierdzić
ukrytych wad serca. Ola, żona Tomka,
nie miała pojęcia, że z jej sercem jest
coś nie tak. Schodziliśmy wzdłuż ściany,
jak zwykle, powoli. W pewnym momencie poczułam się źle, a na prawie 30 metrach straciłam przytomność. Pod wodą
porozumiewamy się specjalnymi znakami
i zdążyłam jeszcze znak Tomkowi pokazać i więcej nic nie pamiętam. Obudziłam
się dopiero w szpitalu. Tomek uratował mi
wtedy życie. Podziwiam go, że nie stracił
zimnej krwi. Wynurzając się z takiej głębokości, trzeba co jakiś czas zatrzymać się
na trzy minuty, dla wyrównania ciśnienia.
To się nazywa dekompresja. Zbyt szybkie
wynurzenie może się skończyć tragicznie.
Wynurzanie się z nieprzytomnym nurkiem
jest bardzo trudne. Trzeba zapanować nad
swoim sprzętem, nad ciałem nurka i jego
sprzętem. A jeszcze gdy nieprzytomna jest
bliska osoba, a na górze, na łodzi czekają niczego nie spodziewające się dzieci i rodzice,
bo to był taki rodzinny wyjazd, to nie wyobrażam sobie stresu, jaki Tomek przeżył.
Dobrze, że mnie przy tym nie było – kończy
ze śmiechem.
44
Bohater tekstu w podwodnym świecie. Fot. z rodzinnego archiwum Schada Borzyszkowskich
Często, po kursie, zastanawiałem się
– wspomina Tomek – czy poradziłbym
sobie, gdyby się coś pod wodą stało. Mieliśmy co prawda wykłady z ratownictwa,
ale to była tylko teoria. I zwykle na tych
wykładach się przysypiało. Wydawało mi
się, że nic nie pamiętam. Jednak w tej ekstremalnej sytuacji raptem sobie wszystko
przypomniałem! Od razu wiedziałem, jak
się zachować, jak wyjść, o przystankach dekompresyjnych, o wszystkim.
Po tej traumatycznej przygodzie
Tomek długo nie wchodził do wody. Zanurzył się dopiero po roku. Robiono film
o parku i dostał polecenie służbowe pokazania jeziora. Chcąc nie chcąc zszedł
pod wodę.
Pod wodą wspomnienia wróciły, nie było
przyjemnie, ale jakoś to przeżyłem. Potem, po
jakimś czasie, wróciłem do nurkowania, niestety sam. Ola już nie może mi towarzyszyć.
Podwodny świat ma swoją magię, człowiek
uzależnia się od niego, jak od narkotyku.
Dobrze, że są kamery i aparaty fotograficzne i chociaż w ten sposób mogę się z żoną
podzielić tym, co widzę i spotykam pod powierzchnią.
Ptak w kadrze zatrzymany
Tomek całe dzieciństwo spędził w szuwarach nad Brdą lub nad jeziorami. Tam
mieszkał, tam spędzał wolny czas. Zawsze kochał ptaki, szczególnie bagienne.
„Polował” na nie aparatem marki Druh.
Nic innego go nie obchodziło. Potem
dostał zenita. To był aparat świetnej jakości, czego nie można było powiedzieć
o filmach. To były czasy, kiedy filmy do
POMERANIA GRUDZIEŃ 2013
KASZUBI Z PASJĄ
aparatu się zdobywało, a nie kupowało,
a i tak zaledwie jeden na dziesięć był dobry. Trzeba było nie lada uporu, by mimo
wszystko trwać przy tym hobby. Chociaż
tak naprawdę fotografowanie ptaków
było dla Tomka jedynie pretekstem, by
móc wśród nich przebywać.
Co najmniej dwa razy w roku jadę do ujścia Warty. Unikam fotografowania na terenie parków narodowych. Za dużo trzeba na
to formalności. Poza parkami jest nieskończenie wiele miejsc, gdzie można przebywać
wśród ptaków. Często pływamy całą rodziną wąską łodzią, na silniku, z pracującym
przy ujściu Warty kolegą. To są wspaniałe
przeżycia. Trzeba dobrze znać teren, aby
nie zabłądzić w sieci kanałów, wciąż zmieniających się rozlewisk, małych i większych
jeziorek. Potem biorę sprzęt, wodery, na
miejscu mam maskującą tratwę pływającą
i kilometrami w wodzie zasuwam. Dobrze
jest, jak woda sięga po pachy, wtedy niosę
aparat na wysokości oczu. A jak jest po kolana? Pcham szorującą po podłożu tratwę,
cały w błocie i ptasich odchodach. Ludziom
to śmierdzi, a dla mnie to najpiękniejszy
na świecie zapach – zapach wolności. Cały
czas brnę na kolanach (to jest jak dobra
pielgrzymka!) i jestem szczęśliwy! Wiosną
woda rozlewa się po wszystkim. Po łąkach,
drogach, polach nawiezionych gnojówką. Jak słońce przygrzeje, to pod plandeką
i siatką maskującą mojej tratwy jest gorąco
jak w piekle, a przy tym pachnie gorącym
błotem, wodą, ptasimi odchodami! A wkoło
trzepot tysięcy skrzydeł, piski, jazgot, wrzaski, gęgania i pryskająca milionami kropelek woda. Cudownie! W tym czasie można
POMERANIA GÒDNIK 2013
Tomasz i Aleksandra Schada Borzyszkowscy w Egipcie. Fot. z rodzinnego archiwum Schada Borzyszkowskich
dowolnego ptaka na 1–2 m podejść. Mnóstwo niepowtarzalnych zdjęć udało mi się
tam zrobić. Nie zamieniłbym tego na żadne
egzotyczne wakacje, w żadnych obcych krajach. Nie chcę all inclusiv za drogie pieniądze. Byłem już tam, widziałem, wiem, jak
to wygląda, i mogę z czystym sumieniem
powiedzieć, że najpiękniejsze egzotyczne
widoki mogą się głęboko schować przy tym,
co tu można zobaczyć.
Tucholskich. I tak się zaczęła współpraca
z następnym czasopismem.
Kiedyś udało mi się podejść zimą wydrę. W pełnym słońcu, piękne światło.
Wyszły z tego niesamowite zdjęcia. Najlepsze poszło na wystawę. Podsłuchałem
niechcący, jak ktoś mówił, że jeśli to nie jest
fotomontaż, to jest na pewno wypchana
wydra, postawiona na lodzie i obsypana
śniegiem.
Przypadkiem na okładkę
Kiedyś na prośbę kolegi Tomek zostawił
mu trochę zdjęć, które zrobił przy ujściu
Warty. Tak z wdzięczności za pomoc. Po
pół roku dzwoni do mnie naczelny „Przeglądu Rybackiego” i pyta, czy zgodzę się, by
moje zdjęcia, które widział u Pawła, były
umieszczone na okładce w jego czasopiśmie. Że to są świetne zdjęcia i oni je chcą!
Nie ukrywam, że było mi miło. Nie jestem
zawodowym fotografem i nie chciałem na
tym zarabiać, poprosiłem tylko, by były
podpisane moim nazwiskiem. To mi wystarczyło. Tak zaczęła się moja współpraca
z tym pismem. Teraz mam już od nich zlecenia na konkretny temat.
Zdjęcia Tomka były nagradzane na
różnych wystawach. Jedna z wystaw,
o Zaborskim Parku Krajobrazowym, krążyła po całym Pomorzu. Gdy trafiła do
Gdańska, dotarł do niego, po nazwisku,
redaktor „Pomeranii”, który potrzebował akurat zdjęć do artykułu o Borach
Nocny krzyk żurawi
Oto jak wygląda zaczarowany świat Tomasza. Z magicznego świata antyków
przenosi się w baśniową krainę podwodnego świata, by za jakiś czas wdychać zapach wolności, tropiąc z aparatem ptactwo wodne. I tak, jak stare meble same
wchodzą mu w ręce, jak sama przyszła
do niego możliwość nurkowania, tak
i jego ukochane ptaki same do niego
przylatują. Tuż przy leśniczówce, w której mieszka, zbierają się przed odlotem
żurawie. Formują szyki, ćwiczą młode,
oblatują okolicę, a na noc zlatują do Dębowej Góry. Zdarza się, że na jeziorze
Ostrowite jednocześnie przebywa około
2000 tych ptaków! Nieprzerwanie, przez
około 2 miesiące, ich krzyk niesie się po
okolicy. Nieprzywykłemu zasnąć się nie
uda.
I ja tam byłam, żurawie podziwiałam, a co od Tomka usłyszałam, skrzętnie zapisałam.
45
ZÉŃDZENIA DLÔ PISZĄCËCH PÒ KASZËBSKÙ 2013
Wiérny słowóm patrona
Łoni minãło 35 lat òd pòwstaniô Spòdleczny Szkòłë nr 7 w Chònicach. Regionalnô edukacjô w ti
szkòle bëła wôżnô òd samégò zôczątkù, równak ji znaczenié stało sã jesz wikszé, czej w 10.
roczëznã pòwstaniô ji patronã òstôł wëbróny Jón Karnowsczi.
Òdj. Maciej Stanke
AGNÉS ŁUKASIK
K A L I N A J A N C Z E W S KÔ
Czej z leżnoscë warkòwniów dlô piszącëch pò kaszëbskù jesmë weszłë do ti
szkòłë, żebë ò kaszëbsczé pòdjimiznë
w tim môlu spëtac wicedirektorkã Alinã
Jaruszewską, bëło widzec, że pòstacjô patrona i stara ò to, żebë zjiscëwac jegò słowa: „jô bëm leno chcôł, żebë twòji mòwë,
co jã Pón Bóg dôł, nie przëkrëłë grobë”, nie
są blós mało wôżnym dodôwkã do dzejaniô chònicczi SS nr 7.
Pòrtret Karnowsczégò zajimô hònórny plac w holu, w regionalny jizbie je
pòkôzóny jegò lëteracczi ùróbk. Jak sã
jesmë pózni dowiedzałë, òb czas szkò-
46
łowëch ùroczëznów wëstãpiwô dzecno-młodzëznowé karno Kaszëbë. Rok
w rok kòl 16 maja (dzén ùrodzeniô
Karnowsczégò) zaczinô sã cykel rozegracjów pòkazywającëch bòkadnosc
kaszëbsczi kùlturë. Mają plac rozmajité
warkòwnie (wësziwkù, tuńca ë spiéwù,
regionalnégò kùcharzeniô, kaszëbsczégò
jãzëka) ë inscenizacje przigòdów Sowizdrzała. Czej sã słëchô ò tim wszëtczim,
jaż sã nie chce wierzëc, że dzecë ë młodzëzna ùczą sã tuwò kaszëbsczégò dopiérze òd ùszłégò szkòłowégò rokù.
Pòdług mie, to przede wszëtczim dzãka
robòce Janczi Kòsedowsczi – wiceprzédniczczi naszégò partu Zrzeszeniô. Òna prawie
zaczãła wprowadzywac kaszëbsczi jãzëk do
szkòłów – gôdô nama Alina Jaruszewskô.
Równak – chòc òficjalno ùczbów jesz nie
bëło – ùczniowie pòznôwelë kaszëbiznã
ju rëchli. Dokazã są nôdgrodë dobiwóné
przez nich chòcle w kònkùrsach „Rodnô
Mòwa” czë „Czëtanié Remùsa”. Dzysô,
czej nasze dzecë recytëją Karnowsczégò,
to bëlno wiedzą, co gôdają, chùdzy to bëło
baro intuicyjné – pòdczorchiwô wicedirektorka.
Nama, lëdzóm z Nordë, zdôwô sã
czasã, że na pôłnié òd Kòscérznë – në
mòże Brus – Kaszëbë sã kùńczą. Ùzdrzenié na swòje òczë tegò, co dzeje sã w szkòle m. Karnowsczégò, pòmògło zrozmiec,
że tã greńcã mòżemë przesënąc nômni do
Chòniców. Niejeden kaszëbsczi môl mòże
zôzdroscëc temù gardowi lëdzy, chtërnym
chce sã dzejac dlô kaszëbiznë.
POMERANIA GRUDZIEŃ 2013
PAGINA PRAWA
Wiérztë. Michôł Piéper
W gòdnikù bédëjemë najim Czëtińcóm dwie wiérztë Michała Piépera, pòétë, chtëren ùrodzył sã
prawie w tim miesącu (w 1973 r.). Je òn m.jin. wespółzałóżcą karna Młodëch Ùtwórców Kaszëbsczich Zymk, a lubòtnicë rocka parłãczą gò z Chëczą – pierszim kaszëbsczim karnã grającym
taczi ôrt mùzyczi. Wëstãpòwôł téż w kabarece Fif, a w 2002 r. wespół z Agnesą Bradtke założił
karno Kùtin. Pòétickò debiutowôł w najim cządnikù w 1996 r. Jegò wiérztë mòżna bëło téż nalezc
w „Nordze”, „Òdrodze” i „Zymkù”. W 2002 r. w wëdôwiznie Rost ùkôzôł sã zbiérk jegò wiérztów
Wanoga pò mëslach, z chtërnégò przepiselë më dwa dokazë.
POMERANIA GÒDNIK 2013
Òdj. Maciej Stanke
Eloi
…niechle pòlecã…
Ò wiôldżi Bòże
Të sã zwiesz bezgrańczną miłotą
miłotą w miłoce
są sztótë, że cãżkò w to wierzëc
ë jes Të sãdzą kôrzącym winnëch
ë niedowinnëch
a pózni zôs òjcã swiãtëch ë nipòcëch.
Të jes mòcny, wiôldżi
bò trzeba ùwierzëc
ale jak cãżkò żëc ną nôdzeją
nôdzeją w nôdzeji.
Kò Të sã namiszlôł, czë wëpic
czelëch zbawieniô
bòjôł sã w Ògrodze Òliwnym
Të Bóg – jô człowiek
rojã ò niebie, Kòheleta słowa cedzã
Eloi, Eloi – òdkrij sã kąsk
wiarã w wierze.
niechle pòlecã
westrzód mòdroscë, blón
prosto przed se
smùkac wietwë bóm
niechle pòlecã
ò bòskò spiéwôczkò
ò niebny anielsczi kòncerce
wiaterk letkò mùzykã niese
chcesz, dôj mie rãkã
niechle pòlecã
corôz to barżi w dół zemi
a tej w górã, szôlono bez strachù
wszãdze je sztëczk
czedë je tesznota i wiara
ë pióra redowaniégò
niechle pòlecã
zakrącã razã z ptôchama
wiôldżi kréz na przëwitënk
w bòsczi klucz sã włączã
w szôlonym kòchaniu
ë dali pòlecã
w nen parmiéń co do raju jidze
w ne rzeczë, piãkno, zymkòwi wid
ë do Cebie, sztôłtny mit.
47
SALON MAŁE OJCZYZNY
Kaszuby i Gdańsk
na Targach Książki
w Krakowie
Na pytanie znajomej, „Jak było w Krakowie?”, odpowiadam: „Targi jak zwykle bardzo udane,
ale dokładnie ich nie obejrzałam, bo więcej czasu spędziłam na Kaszubach i w Gdańsku niż
na samych Targach”. Już wyjaśniam to dziwne zestawienie: w ramach Salonu Małe Ojczyzny,
wprowadzonego parę lat temu przez organizatorów krakowskich Targów, tegorocznym gościem
specjalnym były Kaszuby i Gdańsk.
pięknie wydany katalog Salonu Małe
Ojczyzny – Kaszuby i Gdańsk z informacjami na temat programu i instytuOd początku ich istnienia kibicuję Tar- cji kaszubskich oraz z antologią poezji gom Książki w Krakowie, moim zdaniem i prozy, a także grafikami Ryszarda Stryjnajwiększej i najciekawszej obecnie im- ca (W cieniu morza czasu. Literackie obrazy
prezie książkowej w Polsce. Przez wiele Kaszub i Gdańska, pod red. Miłosławy Bolat przyjeżdżałam na nie służbowo, po- rzyszkowskiej-Szewczyk, Gdańsk 2013).
dobnie jak na wiele imprez tego typu
Moje ponowne odkrywanie kaszubw Polsce i za granicą. Nadal odwiedzam sko-pomorskiego świata zaczęłam od
Targi – prywatnie, większość wizyty panelu dyskusyjnego pt. „Gdańsk a Kapoświęcając na spotkania branżowe. szubi. Kaszubi w Gdańsku” z udziałem
W tym roku jechałam do Krakowa, organizatorów Salonu: prezesa Zrzeszewiedząc, że Targom towarzyszyć będą nia Kaszubsko-Pomorskiego Łukasza
prezentacje Kaszub i Gdańska. Przejrza- Grzędzickiego, prezesa i wiceprezesa
łam w internecie program tego salonu Instytutu Kaszubskiego: prof. Józefa
i czułam, że będzie to interesujące wy- Borzyszkowskiego i prof. Cezarego Obdarzenie. Nie przypuszczałam jednak, racht-Prondzyńskiego, oraz Prezydenta
że 90 procent mojego dwudniowego Miasta Gdańska Pawła Adamowicza,
pobytu na targach spędzę w sali semi- którego obecność i aktywny udział
naryjnej, gdzie odbywały się krótkie w panelu nadały wysoką rangę temu
wykłady, dyskusje, prezentacje multi- wydarzeniu. W organizacji Salonu uczestmedialne, promocje książek (w tym En- niczył ponadto Instytut Kultury Miejskiej.
cyklopedii Gdańska i innych wydawnictw
Prezydent Gdańska brał udział w proo regionie), czytanie literatury po polsku mocji pierwszej encyklopedii Gdańska,
i kaszubsku, słuchanie muzyki kaszub- publikacji w wydaniu tradycyjnym i jej
skiej, a nawet wspólne śpiewanie po ka- elektronicznej wersji, która jest na bieszubsku. Zwiedzający mogli tu również żąco uzupełniana o najnowsze kalendaobejrzeć planszową wystawę o historii i rium wydarzeń w tym mieście. Drugą
kulturze Kaszub. Na stoisku w sąsiedz- prezentowaną książką był album pt.
twie sali seminaryjnej eksponowano Gdańsk. Biografia miasta autorstwa dr.
publikacje naukowe, albumy, literaturę Petera Loewa, zastępcy dyrektora Instypiękną, a także płyty z muzyką kaszub- tutu Polskiego w Darmstadt, znanego ze
ską, rozdawano gadżety reklamowe oraz wspaniałych tłumaczeń poezji polskiej
M O N I K A B I A Ł E C K A*
48
Karla Dedeciusa. Dobrze, że powstają
ciekawe publikacje o Gdańsku. To miasto
było przecież miejscem przełomowych
wydarzeń poprzedniego stulecia, takich
jak rozpoczęcie II wojny światowej atakiem na Westerplatte, zmiany narodowościowe po II wojnie (wysiedlenie większości Niemców zamieszkujących Gdańsk
i przyjazd Polaków, nie tylko z Kresów),
a z najnowszej historii powstanie NSZZ
„Solidarność” w 1980 r., ruchu społecznego, który doprowadził do zbudowania
fundamentów Wolnej Polski. Podczas dyskusji w ramach salonu Kaszuby i Gdańsk
często powracał temat związku historii
i wielokulturowej specyfiki tego miasta
z faktem, że to właśnie tu narodziła się
„Solidarność”. Pomorze i sam Gdańsk są
mi bliskie rodzinnie, i choć interesuję się
regionem, to nie tylko odświeżyłam sobie
wiedzę historyczną, lecz również bardziej
uzmysłowiłam sobie skomplikowane
i trudne losy mieszkańców.
W drugim dniu spotkań prof. Cezary
Obracht-Prondzyński wygłosił wykład
o sytuacji polityczno-społecznej Kaszubów na polsko-niemieckim pograniczu, czyli o trudnym sąsiedztwie na
przestrzeni wieków. Był to interesujący
komentarz do wystawy towarzyszącej
salonowi. W ramach tej samej tematyki
prof. Witold Stankowski poprowadził
spotkanie z dr Sylwią Bykowską, autorką książki pt. Rehabilitacja i weryfikacja
POMERANIA GRUDZIEŃ 2013
SALON MAŁE OJCZYZNY
narodowościowa ludności polskiej w woj.
gdańskim po II wojnie światowej. Słuchając tej rozmowy, uświadomiłam sobie,
jak mało przeciętny Polak wie o trudnej,
często wręcz tragicznej sytuacji Kaszubów i Polaków na Pomorzu w czasie II
wojny, kiedy te tereny były włączone do
Rzeszy. Byli oni poddawani bardzo silnej
presji i szantażowi, aby wpisywali się
na tzw. volkslisty, a nawet wpisywano
ich automatycznie jako mieszkańców danej wsi, bez ich zgody. Natomiast po
wojnie, aby pozostać w Polsce, musieli
udowadniać, że są Polakami. Na przykładzie historii Kaszub widać, jak bardzo
złożona jest historia Polski XX wieku i że nie można – jak to by niektórzy chcieli – jednoznacznie osądzać ludzkich postaw jako dobre czy złe dla Polski.
W sobotniej prezentacji, po części
także multimedialnej, pt. „Krakowiacy
i Górale a Kaszubi”, omawiano relacje
podhalańsko-kaszubskie, przywołując
wspólne dokonania na tym polu i postacie m.in. wielkiej trójcy spod Tatr – Tadeusza Staicha, Włodzimierza Wnuka i ks.
Józefa Tischnera. Podkreślono rolę kontynuatorów ich trudów, Zofii Staichowej
i brata ks. Józefa – Kazimierza, uczestniczących w spotkaniu, które prowadził
Józef Borzyszkowski, redaktor i współautor książki pt. Pro memoria. Józef Tischner
(1930–2000). Filozof szczęsnych darów.
Następny blok tematyczny, prowadzony przez prof. Daniela Kalinowskiego, dotyczył współczesnej kultury kaszubskiej
na przykładzie wzornictwa i muzyki. Katarzyna Kulikowska rozwijała ten temat,
snując rozważania, jak dalece ta kultura
jest tradycyjna i nietradycyjna, w konkluzji nie przystając na taki podział. O muzyce kaszubskiej rozmawiali Jaromir Szroeder i Tomasz Fopke. W czasie spotkania Tomasz Fopke bardzo obrazowo opowiadał o różnych stylach, formach i kompozycjach muzyki kaszubskiej, porównując
ją do… ZUPY, gdzie woda to tradycja
kaszubska, kość to język, a reszta – przyprawy, sposób gotowania – to aranżacja
i forma utworu.
Przy tej okazji krótka uwaga o niespodziance, jaką przygotowano na uroczystość wręczenia nagrody im. Jana Długosza
w Teatrze Słowackiego. Część artystyczną
uroczystości wypełnił koncert zespołu Olo
Walickiego z jazzowo-elektroniczną muzyką o kaszubskich motywach. Szkoda, że
POMERANIA GÒDNIK 2013
Stoisko targowe ZKP. Fot. DM
ten interesujący występ, zapowiadający
bohatera Salonu Małe Ojczyzny, nie został
przez wszystkich doceniony, tak bardzo
zrywał z konwencją tego typu uroczystości
i kontrastował z zabytkowym wnętrzem,
zaskakując publiczność nowoczesną interpretacją.
Jednym z najciekawszych, jak sądzę,
spotkań o wielokulturowości Pomorza
i Gdańska była dyskusja ze współautorką
i redaktorką przewodnika Śladami żydowskimi na Kaszubach, dr Miłosławą Borzyszkowską-Szewczyk. Sam fakt opracowania
takiego przewodnika zasługuje na uznanie i świadczy o wnikliwości badań nad
wielokulturowością Kaszub. W tym
panelu znalazła się również dyskusja
o Bytowie, „pograniczu na pograniczu”,
oraz promocja albumu Losy różne, miejsca
wspólne. W krainie wielu: kultur, języków
i…smaków, współautorstwa i pod redakcją prof. Cezarego Obracht-Prondzyńskiego.
Odwiedzający Targi mieli też okazję spotkać się z nauczycielami języka
kaszubskiego oraz autorami kaszubskich podręczników. Chyba niewiele
osób w naszym kraju wie, że języka kaszubskiego uczy się na Pomorzu 15 242
uczniów w 393 szkołach (razem trzy poziomy nauczania).
Dowodem na to, że uczelnie wyższe
i świat nauki interesują się kwestią kaszubską, jest dla mnie ilość eksponowanych na targach publikacji naukowych
na temat Kaszub oraz program Salonu
Małe Ojczyzny – Kaszuby i Gdańsk, przy-
gotowany w znacznym stopniu przez naukowców z Gdańska, którzy uczestniczyli w powyższym seminarium.
Tematem niedzielnych dyskusji były
„Kaszuby w mediach i internecie”, a udział
dziennikarzy i profesorów świadczy o znaczeniu obecności tych zagadnień w nowoczesnych środkach przekazu. Natomiast
ostatnie spotkanie pod hasłem „Religia
– Kultura – Tożsamość” z udziałem księdza Prymasa, prof. Henryka Muszyńskiego i promocją książki Prymas z Kaszub,
prowadzone przez Józefa Borzyszkowskiego, odbieram jako wyraz pamięci
i troski organizatorów o „duszę” Kaszubów i wszystkich tych, którzy z taką
pasją i miłością zajmują się tą ciekawą
i niedostatecznie znaną kaszubsko-pomorską małą ojczyzną, która w całym
swym pięknie i złożoności wciąż w dużej
mierze pozostaje „w cieniu morza czasu”.
Gratuluję organizatorom wspaniałego występu na Targach Książki w Krakowie z tak przemyślanym programem,
pozwalającym przybliżyć najważniejsze
aspekty specyfiki kulturowej, językowej
i tradycji Kaszubów oraz historii i współczesności Gdańska. Z całą pewnością
warto kontynuować prezentację tego
regionu w innych miejscach w Polsce i za
granicą, np. w Niemczech.
*Monika Białecka – wieloletni dyrektor i prezes CHZ
Ars Polona (1990–2001), organizatora 55 edycji Międzynarodowych Targów Książki w Warszawie, a także Krajowych Targów Książki w Warszawie.
49
Uhonorowanie patrona
Można powiedzieć, że Aleksander Labuda miał szczęście. Stosunkowo szybko po
śmierci został patronem Biblioteki Publicznej Gminy Wejherowo w Bolszewie. Instytucja ta nie poprzestała na tym, lecz podjęła liczne i skuteczne działania, by jeszcze
mocniej upamiętnić postać i dzieło swojego
patrona, jak również je poznać i ocenić. Jednym z najnowszych tego świadectw była
zorganizowana w ubiegłym roku wspólnie
z Instytutem Kaszubskim i Akademią Pomorską w Słupsku konferencja naukowa
„Aleksander Labuda i wyzwania tożsamości kaszubskiej. W 110 rocznicę urodzin
twórcy”. Wygłoszono na niej następujące
referaty: Józefa Borzyszkowskiego „Zrzeszenie Regionalne Kaszubów w Kartuzach
a Aleksander Labuda i zrzeszeńcy”, Jerzego
Sampa „»Świat na opak« Guczowégò Macka”, Jaromiry Labuddy (córki bohatera konferencji), „Aleksander Labuda jako humorysta”, Adeli Kuik-Kalinowskiej, „Pomiędzy
programem a emocją. Bieguny liryki Aleksandra Labudy”, Daniela Kalinowskiego,
„Fabularyzacja mitu w twórczości Aleksandra Labudy”, Tadeusza Linknera, „Kaszubski panteon Aleksandra Labudy”, Marka
Cybulskiego „Językowy obraz polskiej rzeczywistości społecznej i politycznej po roku
1945 w felietonach Aleksandra Labudy”,
Macieja Tamkuna „Inspiracje malarskie.
»Ewanielskô spiéwa« Aleksandra Labùdë”.
Wszystkie one w rozszerzonej wersji zostały opublikowane w pracy zbiorowej pod redakcją D. Kalinowskiego Aleksander Labuda.
Życie. Literatura. Mit. Oprócz wstępu redaktora poprzedza je przedmowa pełnomocnika wójta Gminy Wejherowo Krzysztofa
Zabieglińskiego, a na ich końcu zamieszczono krótkie omówienie konferencji naukowych przygotowanych przez bibliotekę w Bolszewie i innych działań służących
upamiętnieniu jej patrona, pióra Janiny
Borchmann, oraz liczny wybór ilustracji
z przebiegu ww. konferencji. Dodatkowo
50
referat M. Tamkuna zilustrowano obrazami wykonanymi przez członków Koła Pasji
Twórczej, zainspirowanymi ewangelijnymi
pieśniami A. Labudy.
Z lektury omawianej książki łatwo
wysnuć wniosek, że droga życiowa i twórczość A. Labudy może zwrócić uwagę,
zainspirować bardzo różnorodne środowiska. Świadczy o tym między innymi
liczne grono uczestników konferencji, bliżej przedstawione w przedmowie, w tym
naukowcy, politycy, ludzie kultury i oświaty, działacze społeczni. Z kolei już same
tytuły referatów potwierdzają, że nadal
najważniejszą, najbardziej przyciągającą
częścią dorobku literackiego A. Labudy są
jego felietony pisane pod pseudonimem
Guczów Mack. One są chociażby najliczniej
reprezentowane jako przedmiot rozważań referentów. I nic w tym dziwnego, bo
przecież A. Labuda w pamięci powszechnej
najmocniej zapisał się jako Guczów Mack.
Na jego felietony – jak się okazuje – można
patrzeć z różnych stron, jak na dowcipy
bawiące niewybrednego słuchacza, ale też
przedmiot rozważań wytrawnego analityka, znawcy najbardziej abstrakcyjnych
dzieł kulturoznawczych i filozoficznych.
Jednocześnie stają się one ciekawym źródłem do poznania realiów dwóch okresów historycznych: pomorskiego międzywojnia i czasów PRL-u. W tym kontekście
ciekawi, jak zmieniał się ich czytelniczy
odbiór w ciągu ostatnich dziesięcioleci.
Niewątpliwie może to być przedmiotem
kolejnego ciekawego opracowania. Sądzę,
że współczesne młode pokolenie nie jest
już w stanie w pełni zrozumieć niektórych
felietonów Guczowego Macka bez odpowiedniego wyjaśnienia.
Jednocześnie omawiana książka dowodzi, że wzrasta zainteresowanie także
innymi przejawami twórczości A. Labudy. Jego liryka ukazuje go jako człowieka
otwartego na uroki przyrody, a także
wykorzystującego znajomość rodzimych
wierzeń i obyczajów oraz starającego się
poznać stan badań naukowych na temat
dziejów i wierzeń naszego regionu. Jednak
szczególnie jego demonologia ujawnia, że
w tym ostatnim nie był wytrwałym, ani
nie przejawiał większej inicjatywy. Ograniczał się do zasobu gdańskich bibliotek.
Być może było to spowodowane tym, że
najbardziej zależało mu na uwypukleniu
kaszubskich wartości kulturowych, jak
też pokazaniu wielkiej przeszłości Kaszub.
Jeśli się patrzy przez pryzmat jego poematu „Reknica”, to można dojść do wniosku,
że w dużej mierze mu się to udało, bo
konstrukcja tego utworu jest „logiczna
od strony ideowej, lecz niedopracowana
artystycznie i zaopatrzona w anachronizmy i myślenie życzeniowe od strony historycznej”. Przez to – można powiedzieć
– w latach trzydziestych ubiegłego wieku, kiedy powstawała, stanowiła odbicie
prekursorskich (i wówczas wydawało się,
że mało realnych) dążeń do przesunięcia
granic słowiańszczyzny na zachodzie nawet za Odrę. Tym samym część twórczości
A. Labudy wpisała się też w nurt (obecnie
anachroniczny) ogólnopolskiej antyniemieckiej literatury pięknej utożsamiającej
wczesnośredniowieczne zmagania zachodnich plemion słowiańskich z Niemcami z dwudziestowiecznym konfliktem
polsko-niemieckim, uznającej dwudziestowiecznych Polaków za swoistych potomków, następców wczesnośredniowiecznych zachodnich Słowian (ewentualna
analiza porównawcza takiej kaszubskojęzycznej i polskojęzycznej twórczości może
doprowadzi do szczególnie interesujących
wniosków).
Na wielu stronach omawianej książki
słusznie podnosi się postulat opracowania
pełnej biografii historycznej i literackiej
A. Labudy. Nieco paradoksalnie ukazujące się przyczynki temu nie służą. Jest ich,
to prawda, coraz więcej, ale ich autorzy
w znacznej części powtarzają już wcześniej publikowane informacje i opinie, nie
sięgają do kolejnych źródeł, pomijają ustalenia innych itp. Coraz trudniej czytelnikowi
w tym się zorientować, wyrobić własne
POMERANIA GRUDZIEŃ 2013
LEKTURY
zdanie. Dodatkowo autor takiej monografii – z pozytywnymi i negatywnymi
tego skutkami – może ją przygotować
z nadmiernym subiektywizmem, poprzez
pryzmat własnych kontaktów z A. Labudą
i w świetle współczesnego kontekstu jego
życia i twórczości. Wydaje się również, że
w biografii bohatera książki były epizody,
o których nie do końca da się mówić z perspektywy bezstronnego badacza patrzącego spokojnym i chłodnym okiem, bez
wzbudzania zbędnych emocji. Znamienna
pod tym względem jest informacja zawarta w jednym z referatów, że pewien uczony w latach siedemdziesiątych ubiegłego
wieku odmówił podania ręki A. Labudzie,
„powodem była rzekomo przeszłość wojenna Labudy”. Autor tych słów nie ujawnił
ani nazwiska tego uczonego, ani bliżej nie
wyjaśnił stawianego przez niego zarzutu.
Moim zdaniem słusznie, bo jak na razie
historycy nie dotarli do wszystkich archiwaliów (unikają ich?) mogących rozjaśnić
niektóre fragmenty życiorysu A. Labudy
(i owego uczonego), chociaż nie mam wątpliwości, że takowe istnieją!
Należy mieć nadzieję, że omawiana
książka nie tylko przyczyni się do zintensyfikowania badań nad twórczością i biografią A. Labudy, odnalezienia i publikacji
kolejnych jego utworów, ale też zmobilizuje inne instytucje, by w podobny – godny
podziwu – sposób uhonorowały swoich
patronów, tak jak to czyni Biblioteka Publiczna Gminy Wejherowo w Bolszewie.
Bogusław Breza
Aleksander Labuda, Życie. Literatura. Mit, pod red. D.
Kalinowskiego, wyd. Biblioteka Publiczna Gminy Wejherowo i Urząd Gminy Wejherowo, Bolszewo 2013.
Książka o Słudze Bożym
Konstantynie Dominiku
Na rynku wydawniczym ukazała się kolejna publikacja ks. dra Leszka Jażdżewskiego.
Tym razem czytelnik otrzymuje do rąk ze
wszech miar interesującą i bardzo aktualną z uwagi na prowadzony proces beatyfikacyjny biskupa Konstantyna Dominika
książkę, w której autor zebrał wiele materiałów dotyczących kultu prywatnego
Sługi Bożego. Formy pamięci stanowią tablice i obrazy poświęcone kandydatowi na
ołtarze, jak też wystawy, odczyty, prelekcje
i sesje naukowe. Na uwagę zasługuje to, że
POMERANIA GÒDNIK 2013
chociaż żyje coraz mniej ludzi pamiętających pelplińskiego sufragana, jednak wciąż
nowe osoby fascynują się jego postacią.
W tej biografii zwrócono też uwagę na
kwestie najistotniejsze dla przedstawienia
jego sylwetki.
Ważny rozdział książki to opis popularyzacji postaci Sługi Bożego. Imieniem
Konstantyna Dominika nazwano wiele ulic
w miastach i miejscowościach na Kaszubach i Pomorzu. Jest patronem kilku szkół
i instytucji. Staraniem ks. prof. Jana Perszona powstało w Pucku Centrum Duszpastersko-Kulturalne im. Sługi Bożego Konstantyna Dominika. W wielu miejscowościach
znajdują się tablice upamiętniające biskupa
Dominika. Są też organizowane wystawy
jemu poświęcone. Od wielu lat w Starych
Szkotach w kolegiacie św. Ignacego odbywają się nabożeństwa i spotkania, podczas
których uczestnicy dzielą się swoimi refleksjami związanymi z życiem ks. Dominika.
Uroczystości organizowane w marcu każdego roku przez oddział gdański ZKP cieszą się
dużym zainteresowaniem.
Bogactwo tekstów źródłowych, przekazów ustnych, ilustracji i fotografii czynią publikację bardzo interesującą.
Tym razem poświęcony Kaszubom od
czasów powojennych do współczesnych.
Fotografie ukazują życie codzienne
wsi i miast, ludzi, wydarzenia te znane
i mniej znane, a także miejsca, które
zdążyły się zmienić na przestrzeni lat.
Wszystkie zdjęcia, a jest ich ponad 300,
opatrzono opisami, zatem przybliżą historię tego regionu. Do wielu ze względu
na ich urok czy unikatowość zapewne
będzie się wracać. W albumie pokazuje
się i przypomina wiele miejsc, m.in. Jastarnię, Kuźnice, Chłapowo, Wejherowo,
Puck, Sierakowice, Kartuzy, Chmielno,
Żukowo i Kościerzynę, jak zwykle są też
setki osób sfotografowanych w zwykłych i niezwykłych sytuacjach.
Co można zobaczyć w tej książce?
Pierwszy pociąg elektryczny w Wejherowie w 1957 roku, z lat 60. rybaków na
kutrze w Jastarni, piękną dziewczynę
na wejherowskim basenie i najsłynniejszy wówczas ślub w Polsce – Zbigniewa Cybulskiego w Chmielnie, pierwszy telewizor w Sławoszynie w roku
1961, festyn Niedziela w Sierakowicach
4 lata później, kawiarnię Zielony Mostek
w Pucku w roku 1966, otwarcie Drogi
Kaszubskiej w roku następnym, pokolenia garncarskiej rodziny Neclów, Dni
Książki na kościerskim rynku w 1969
roku, pierwsze Truskawkobrania w latach 70.
Fot. Kosycarz – niezwykłe zwykłe zdjęcia Kaszub,
red. i oprac. Maciej Kosycarz, Kosycarz Foto
Press / KFP, 2013.
Jerzy Nacel
Ks. Leszek Jażdżewski, Ksiądz Biskup Konstantyn Dominik. Życie i pamięć o nim na Kaszubach i Pomorzu,
Wydawnictwo „Bernardinum”, Pelplin 2013.
Kaszuby Kosycarzów
Fot. Kosycarz. Niezwykłe zwykłe zdjęcia
Kaszub, to już dziesiąty album ze znanej
i cenionej serii zawierającej zdjęcia fotoreporterów Zbigniewa i Macieja Kosycarzy.
51
ZNAKI PAMIĘCI
Śladami ewangelickich
Kaszubów
Organizatorem pielgrzymki Śladami Słowińców, w której uczestniczyli członkowie oddziałów
ZKP w Gdańsku i Łęczycach, był ks. dr Leszek Jażdżewski. Jej ważną część stanowiło nabożeństwo z kaszubską liturgią słowa.
Z B I G N I E W BYC Z KO W S K I
19 października w kościele pw. Trójcy
Świętej w Smołdzinie przywitał nas
proboszcz parafii ks. Robert Jakubowski,
który przed mszą opowiedział historię
regionu i kościoła. Smołdzino powstało u podnóża Rowokołu – świętej góry
Kaszubów. Wzgórze to było miejscem
przedchrześcijańskich praktyk religijnych
mieszkańców, a po wybudowaniu przez
zakonników kaplicy św. Mikołaja – miejscem pielgrzymek już chrześcijańskich
mieszkańców. Kościół z 1632 roku został
ufundowany przez księżnę Annę de Croy.
Na jej polecenie pastor Michał Mostnik
(zw. też Pontanusem) wydawał książki
religijne w języku słowińskim. W roku
1830 miejscowy proboszcz H.A. Kypke
zniósł kazania w języku kaszubskim, co
wywołało wielki sprzeciw mieszkańców,
którzy go wypędzili.
Mszę z kaszubską liturgią słowa prowadził ks. dr Leszek Jażdżewski z parafii
pw. Opatrzności Bożej z Gdańska-Zaspy
– kapelan Kaszubów. Kazanie rozpoczął
od słów: Ta kaszëbskô zemia, na chtërny
më jesmë, przeżiwała swój zymk, czedë sã
cygnãła, jak pisôł Trepczik, òd Gduńska
jaż do Roztoczi bróm, czedë miała swòjich
ksążãt i òkrãtë wpłiwałë do wiôldżich gardów… W zadumie słuchaliśmy kazania
wygłaszanego przez kapelana Kaszubów
na zabytkowej ambonie, na tej samej, na
której po raz ostatni mówiono w języku
kaszubskim ponad 150 lat temu.
Oprócz członków oddziałów ZKP do
świątyni przyszli mieszkańcy Smołdzina
i niewielka grupa uczniów z miejscowego
Zespołu Szkół. Naukę języka kaszubskiego
rozpoczęto w tej szkole w ubiegłym roku.
Obecna nauczycielka kaszubskiego Alicja
Molicka mówiła: Uczy się 44 uczniów. Język
kaszubski na tym terenie przez długi czas
nie istniał. Moja praca polega na tym, żeby
ludzi przekonać, oswoić dzieci z językiem
i nauczyć podstaw. Dzieci nie mówią po kaszubsku, ich rodzice także, ale ich dziadkowie
potrafią...
Po mszy udaliśmy się do Kluk, w których jest Muzeum Wsi Słowińskiej.
W drodze powrotnej wstąpiliśmy do
Zrzeszeńcy w Muzeum Wsi Słowińskiej.
Fot. ze zbiorów autora
kościoła w Główczycach, gdzie przy wejściu zobaczyliśmy tabliczkę z informacją
„Nabożeństwa i kazania w języku kaszubskim odbywały się w Główczycach
do 1886 r.”
Ùtczëlë dôwnégò wójta
Tôfla na wdôr Aùgùstina Lew-Czedrowsczégò òsta zawieszonô w Zespòle Szkòłów w Szlachecczim Brzéznie.
IZABELA TRUSKOLAWSKA
Ùroczëzna ji òdkrëcô zaczãła sã 10 lëstopadnika òd mszë swiãti w intencji A.
Lew-Czedrowsczégò w môlowim kòscele
sw. Katarzënë. Pózni w szkòle gòscy
przëwitôł ji direktor Pioter Brachfogiel,
52
a prof. Cezari Òbracht-Prondzyńsczi
przedstawił pòstacjã dôwnégò wójta.
Ùrodzony w 1873 r. Aùgùstin Lew-Czedrowsczi béł jednym z nôbarżi
rësznëch spòlëznowëch i nôrodnëch
dzejôrzów na Gôchach. Nôleżôł m.jin.
do taczich òrganizacjów, jak: Towarzy-
stwo Rolnicze, Towarzystwo Czytelni
Ludowych, Towarzystwo Ludowe, Polska
Rada Ludowa. Wójtã béł òd 1920 r. przez
całi midzëwòjnowi cząd. W 1939 r. òstôł
aresztowóny i zabiti przez hitlerówców.
Tłom. dm
POMERANIA GRUDZIEŃ 2013
ZNACZI PAMIÃCË / WAŻNE DATY
Rozëmné
bùdowanié
tożsamòscë miasta
DZIAŁO SIĘ
w grudniu
• 5 XII 1983 – w Gdańsku odbył się IX Walny
Zjazd ZKP. Prezesem został mec. Szczepan
Lewna z Gdańska.
• 8 XII 1913 – w Kartuzach urodził się Jan
Rompski, literat, etnograf i publicysta kaszubski. Więzień Stutthofu, współzałożyciel
Zrzeszenia Kaszubskiego (1956), obok Aleksandra Labudy był głównym ideologiem zrzeszyńców. Zmarł 30 grudnia 1969 w Toruniu.
Pochowany został nieopodal grobu Aleksandra Majkowskiego na cmentarzu parafialnym
w Kartuzach.
• 8 XII 1933 – w Wejherowie powstał dwutygodnik „Klëka” pod redakcją Antoniego Franciszka Szroedera, organ umiarkowanej części
kaszubskich działaczy regionalnych.
• 12 XII 1923 – w Nowej Wsi k. Kościerzyny
urodził się Józef Węsierski, nauczyciel, działacz polityczny i społeczny, członek AK. Z jego
inicjatywy powstało Towarzystwo Przyjaciół
Ziemi Wejherowskiej oraz monografia Ziemia
wejherowska, której był współautorem. Zmarł
26 listopada 1993. Pochowano go na cmentarzu komunalnym w Sopocie.
Òdj. Kazmiérz Rolbiecczi
IZABELA TRUSKOLAWSKA
W Bëtowie pòstawilë òbelisk ùpamiãtniwający Żëdów mieszkającëch przódë
na bëtowsczi zemi. Pòmnik stanął kòl
szas. Młińsczi. Nie je to przëpôdkòwi môl.
Prawie tam do 1938 r. Żëdzë mielë swòjã
swiãtnicã. Nieprzëpôdkòwò téż òstôł
wëbróny dzéń òdkrëcô pòmnika – òdbëło
sã to 8 lëstopadnika, to je w 75. roczëznã
spôleniô synagòdżi òb czas krisztalowi
nocë.
W ùroczëznie brało ùdzél kòl 200
lëdzy, w tim przedstôwcowie samòrządzënowëch wëszëznów bëtowsczich
gminów, pòwiatu, wòjewództwa,
wicewòjewòda Michôł Òwczarczak, senatór Róman Zabòrowsczi, przédnicë
môlowëch institucjów i òrganizacjów,
probòszczowie bëtowsczich parafiów,
ùczniowie i szkólny z rozmajitëch szkòłów.
Pòmnik je brzadã môlowi inicjatiwë.
Wszëtczé nasze dzejania, jaczé pòtkałë
sã z tak serdeczną i szeroką òdpòwiescą,
bëłë skùtkã pòrëszeniô serca i bënowégò
POMERANIA GÒDNIK 2013
òbrzészkù do pamiãcë. Bëłë téż równak
brzadã rozëmnégò rozsądzeniô, jaczé prowadzy do taczi bùdowë tożsamòscë, gdze
je plac dlô wszëtczich pòspólnotów, chtërne terôczasno i czedës twòrzëłë môlową
spòlëznã. Dzysô stôwiómë widzewny znak
ti bëtnoscë. Twòrzimë pòstãpny akt wrôcaniô pamiãcë ò żëdowsczich mieszkańcach
miasta i òkòlégò, gôdającë, że je w naszi
lokalny òpòwiescë i tożsamòscë plac téż dlô
nich. Nié le metafòriczno, ale téż dosłowno,
fizyczno. Tu, gdze kòżdi mòże pòłożëc kam
jakò znak pamiãcë i ùwôżaniô – gôdôł òb
czas ùroczëznë òdkrëcô pòmnika prof.
Cezari Òbracht-Prondzyńsczi, przédnik
Kòmitetu Ùpamiãtnieniô Żëdowsczi
Spòlëznë Bëtowsczi Zemi.
Pòtemù w restaùracji Jaś Kowalski
dr Miłosława Bòrzëszkòwskô-Szewczik
z Gduńsczégò Ùniwersytetu òpòwiedzała
ò bëtowsczich Żëdach. Przëszëkòwa téż
pòswiãcony jima zesziwk. Ùroczëzna
skùńczëła sã kòncertã Klezmersczi Òrkestrë Sejneńsczégò Téatru.
• 15 XII 1993 – w Warszawie zmarł ks. prof.
Janusz Stanisław Pasierb, poeta i prozaik,
wybitny znawca historii i sztuki nowożytnej
Gdańska i Pomorza Gdańskiego. Jest pierwszym laureatem Medalu im. Bernarda Chrzanowskiego „Poruszył wiatr od morza”. Urodził
się 7 stycznia 1929 w Lubawie. Pochowany
został na cmentarzu parafialnym w Pelplinie.
ZKP ogłosiło go patronem roku 2013.
• 19 XII 1993 – w Gdańsku zmarł Bernard
Szczęsny, uczestnik pomorskiego ruchu oporu,
więzień Stutthofu, działacz polityczny i zasłużony działacz kaszubski. Był m.in. współtwórcą I Kongresu Kaszubskiego w Wejherowie
(12.01.1946), inicjatorem budowy Drogi Kaszubskiej, budowy pomników na Złotej Górze
i Westerplatte, powstania Muzeum w Stutthofie i wielu innych przedsięwzięć. W latach
1959–1970 był prezesem ZG ZKP. Urodził się
27 października 1919 w Berlinie. Spoczywa na
cmentarzu Srebrzysko w Gdańsku.
Źródło: Feliks Sikora,
Kalendarium kaszubsko-pomorskie
Tłom. dm
53
MËSLË PLESTË
Felowati darënk
A N A G L Ë S Z C Z I Ń S KÔ
Swiãti sedzôł czësto zmarachòwóny
w swòjim zëslu i nijak ni mógł do se
przińc. A to béł ju nôwëższi czas. Darënczi
żdałë w miechach, reniferë wëpùcowóné
na glanc pòzérałë na grëbawégò méstra
pełnym nôdzeje na szôloną jazdã zdrokã,
a ten… nick. Sedzy jak zaczarzony w swòjim nowim, prosto z Italsczi bez internet
dostónym, ancugù. Pół darmò przedôwelë stôrą kòlekcjã. Grzéch bëło nie brac.
Zãbòwô Wróżka – jegò nôlepszô drëchna
ze szkòłë – jô dôwno mù trëła głowã, że
w nym stôrim wëzdrzi jak pòdstarzałi pijôk. Do te nieòbstrzëgłé kùdłë i pòdzarté
bótë. Nawetka reniferë sã sromałë tak
cos pò swiece za sobą cygnąc. Czejbë
nié nagelnowé sanie znóny niemiecczi
marczi, tej bë ju dôwno miałë tã robòtã
w piorënë cësniąté a bë do kònkùrencyjny
kòrpòracje pògnałë. Tam przënômni
dôwają wiôldżé bôczenié na to, jak sã
wëzdrzi. A tu? Szef mô swòją filozofiã robòtë i wëzdrzatkù. Jedno szczescé, że Swiãti òb noc robił i nicht sã tëch lómpów dozdrzec ni mógł. Zãbòwô, jakô miała wedle
niegò bëlno òbmëslóné planë, nijak ni mògła tegò strzëmac i òbżorgòwała mù nowi
òbleczënk do robòtë. Żebë czasã jegò sã
nie wërzasło jaczés dzeckò w szafie na nôlepszégò gòsca żdającé.
Ale Swiãti miôł terô jinszi jiwer. Trzimôł w rãkach jaczés dwa papiórë. Jeden
ju kąsk żôłti, z archiwalnëch kastów
wëcygniãti, i drëdżi – zapisóny równyma
lëtrama pòsobnyma jak na tim pierszim.
Nen drëdżi lëst czëtôł terôzka pierszi rôz.
Zdrzôł czasã na ten stôri i zarô wrôcywôł do tegò nowégò. To nie je prosto do
ùwierzeniô.
(1) Lubòtny Gwiôzdorze,
jô nie wiém, czë Të so jesz mòżesz mie
wdarzëc… Jak jô slédny rôz do Ce pisała,
tej nowô pùpa bëła dlô mie nôbëlniészim
darënkã na Gòdë. Të mie jã wiedno pòd
dankã miôł wcësniãté i mie nick wiãcy do
54
szczescô nie felowało. A terôzka…Wiész, jô
jem ju kąsk w kòżdą stronã wiãkszô i bëm
chcała dostac òd Ce cos jinszégò. Jô jem
swiądë, że Të wiele mòżesz, tej to na gwës
téż szafniesz. Jidze mie ò taczi dosc wiôldżi
darënk – tak żebë òn béł kąsk wiãcy jak 1,80
métra dłudżi a miôł wôgã cos midze 75 a 85
kilo. Ù naju we wsë gôdają na nã zabôwkã
„chłop”. I jô bë baro chcała taczégò chłopa
miec. Nié żebë ù naju tegò zortu zabôwków
nie bëło, leno òne są taczé wëbrakòwóné. A jô
bë baro chcała czësto nową. Bez niżódnëch
akcesoriów. Fëjn bë leno bëło, jakbë ten chłop
miôł na dodôwk taczé fónkcje, jak gòtowanié
i sprzątanié. I do te jesz béł kùlturalny,
òczëtóny, pòwôżny i cwiardo chadzający
pò zemi. I jesz nié nasz. Nôlepi jaczi Italczik
abò chto jinszi z pôłniowëch strón. Jô za to
ekstra mògã zapłacëc, jakbë to ju bëło za
wiele. Të wiész, jak ju mô bëc, tej niech je
dobri. I òn mùszi jesz rozmiec tuńcowac,
kùpòwac kwiatë dlô mie a téż reagòwac, jak
jô mù rzekã „wòlni” w aùce abò „chiżni” czë
„mòcni” w jinszich situacëjach. Jak Të bë mù
jesz doszmërgnął „proszã”, „dzãkã” i „przeprôszóm”, tej latos mòżesz spòkójno przińc
do mie bez dwiérze, a nié wcëskac sã bez
kòmin.
Twòja (ju dosc dobrze wërosłô) Anusza
PS Nie zabôczë ò instrukcje òbsłudżi!
(2) Lubòtny Gwiôzdorze,
jô wiém, że je dopiérze séwnik. Ale to
lepi. Lepi, żebë Të dostôł mój lëst kąsk prãdzy
i miôł dosc czasu, żebë so to wszëtkò dobrze
przemëslec. To, co móm Cë do napisaniô, to
je pò prôwdze pòwôżnô sprawa i nijak do
gòdnika nie dóm radë z tim dożdac.
Mòże przëbôcziwôsz sobie, jak trzë lata
dowsladë jô Ce prosëła ò òsoblëwi darënk
– ò chłopa. Jô bëła tej 30 lat stôrô a mòja natrzasłô rodzëna nijak nie dôwała mie pòkù
i co rôz mrëczała cos ò statecznoscë, jaczims
biologicznym zégrze i taczich tam fizmateńtach. Jô miała tej taką żëczbã, cobë ten chłop
béł kùlturalny, òczëtóny, pòwôżny, sprzątôł
i gòtowôł. I żebë béł czësto cëzy, nôlepi z pôłnia kòntinentu. Jô nie pisała nick ò tim, jak
òn bë miôł wëzdrzec, bò jem mia ò tim zabëté. I mùszã Cë rzeknąc, że – jak Të pewno
dobrze wiész – jô nen darënk dostała. I baro
dzãkùjã. Òn je tak bëlno òpakòwóny, że ni
ma białczi w naszi wsë, jakô bë sã za nim nie
òbezdrzała. Ale, ò co mie jidze… Na gwës
nie jem i nie chcã bëc niewdzãcznô i jak bãdã
mùszała, tej jô nen darënk sobie òstawiã, ale
jakbë Të, mój kòchóny Swiãti, mógł gò so
wząc nazôd i wësłac jaczi jinszi białce, tej jô
bë Ce kòchała jesz barżi! Czemù nazôd?
Pò pierszé – jô chcała, cobë òn béł
kùlturalny. Ale to nie òznôczô sztiwny
wiedno i wszãdze! Mie nie szło ò to, żebë Òn
kùlturalno nawet nie wchôdôł do kąpnicë
wëszorowac mie plecë. Jô leno chcała, żebë
òn głosno nie jôdł!
Pò drëdżé – òczëtóny. Mie bë sygło, cobë
òn rozmiôł chòcle za gazétã chwëcëc. Żebë
zarô Hamléta i romańsczé mitë? A Të to
czëtôł?
Pò trzecé – pòwôżny. Tegò mie ju je za
wiele, mój Swiãti! Czë „pòwôżny” to je dlô Ce
prawiący wszëtczim a wszãdze ò wëższoscë
romańsczi kùlturë nad grecką? Të bë to strzimôł?
I pò czwiôrté – cwiardo chadzający pò
zemi. Të bë mùszôł sã z nim wëbrac w nieplanowóną rézã w górë i zazdrzec, co sã nalazło
w jego paczétnikù…
Kòchóny, jô jem jesz młodô, do te nick
mie nie felëje. A z tim chłopã to jô sã czëjã jak
z pacjentã geriatricznégò òddzéla. Żebë òn
mie leno w czoło całowôł i do wëra ze mną
lôzł blós w przódë òznaczonym czasu, cobë
jô sã mògła do te psychiczno przërëchtowac?
Żëczbã móm terôzka le jedną: Pòlôch abò
jesz lepi Kaszëba. Abò tëch dwùch w jednym
(z przewôgą Kaszëbë). Nick wiãcy ju nie chcã!
Òn przënômni gôdô pò naszémù, ledô cziszczi, pùdze do kómpla z flaszką i czasã cos
zrobi lëchò. A jak ju zrobi co lëchò, tej wiedno
przińdze z kwiatama.
Jakbë Të mógł cos z tim mòjim darënkã
zrobic, tej mòżesz wiedzec, że jô mdã baro
grzecznô i to na wiedno!
Twòja (do rozëmù przëszłô) Anusza
POMERANIA GRUDZIEŃ 2013
ROK KS. JANUSZA ST. PASIERBA
Pasierbiana w Redzie
jak my kiedyś umrzemy
skoro ciągle
łatwiej przychodzi nam
opuścić Boga niż życie
TA D E U S Z B U R AC Z E W S K I
Przekornie rzec by można, że autor cytowanego wyżej wiersza „Jak to będzie”
ks. Janusz Pasierb, to książę księży-poetów. To ktoś wsłuchujący się w objawiony i ukryty ład świata, posłaniec słowa,
zbliżający się poprzez poezję do tajemnicy
istnienia. Ktoś wyrażający najpełniej zachwyt nad urodą świata i etyczną refleksję nad jego mankamentami. Ks. Pasierb
był wybitnym homiletykiem, pisarzem
i historykiem, poetą i eseistą, a pisywał
także piosenki i bajki dla dzieci.
Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie Oddział w Redzie oraz tamtejsza Miejska Biblioteka Publiczna zorganizowały wystawę poświęconą ks. Januszowi Pasierbowi,
pierwszemu powojennemu redzkiemu
wikariuszowi, której uroczyste otwarcie
miało miejsce w ww. bibliotece 3 września 2013 r.
Kiedy w 1989 r. ks. Pasierb otrzymał
Medal im. Bernarda Chrzanowskiego
„Poruszył wiatr od morza”, przemawiając
po laudacji i nawiązując do Żeromskiego,
zacytował znamienne słowa Bronisława
Miazgowskiego:
„Wiatr od morza był dla sprawy Polski
morskiej tym, czym dla bytu narodowego Polaków były takie dzieła, jak Dziady
i Pan Tadeusz Mickiewicza, jak Sienkiewicza Trylogia”.
Zrzeszenie Kaszubsko Pomorskie, którego Zarząd Główny ustanowił to wyróżnienie, ogłosiło Rok ks. Janusza St. Pasierba, inaugurując go 7 stycznia 2013 r.
w Tczewie. Wtedy też nastąpiła inauguracja Szlaku Kulturowo-Turystycznego
ks. Pasierba wiodącego od Lubawy, miejsca urodzenia, poprzez Tczew, Pelplin,
POMERANIA GÒDNIK 2013
Grudziądz aż do Redy, gdzie czynił posługę duszpasterską, po Żarnowiec, gdzie
wypoczywał, będąc zarazem ojcem duchowym benedyktynek.
I właśnie tu w Redzie od początku
1953 r. do 31 grudnia 1954 r. w parafii
Wniebowzięcia NMP pełni posługę duszpasterską oraz jest prefektem w Szkole
Podstawowej w pobliskim Ciechocinie.
Oto fragment jego konfesyjnej zadumy
znad rzeki Redy: „każdy przyjazd na
Pomorze to wejście – jeśli o radio idzie
– w zasięg stacji skandynawskich na
długich falach. Codziennie rano o pół do
dziesiątej nadawane jest nabożeństwo.
Najpierw długo bije dzwon, potem uderza zegar, wreszcie odzywają się organy.
Psalmy i wyznanie wiary śpiewane jest
na melodię gregoriańską, bardzo wiernie
i pięknie. Ta sama radość, co któregoś późnego wieczora 1953 roku w Redzie, gdy
na moim starym Philipsie złapałem niespodziewanie śpiewane gdzieś bardzo
daleko completorium”.
Nieprzypadkowo ksiądz-poeta, rozsławiając nie tylko poezją najwyższej próby
galilejską urodę Kociewia i Kaszub, nazywany był ambasadorem Pomorza.
Redzka wystawa zaistniała dzięki inwencji i zaangażowaniu m.in. Bogdana
Wiśniewskiego, apologety ks. Pasierba,
dyrektora tczewskiego Liceum Ogólno-
kształcącego, które już w 1994 r. przyjęło księdza profesora za swojego Patrona.
W erudycyjnym słowie o wystawie licznie przybyłym do biblioteki redzianom
opowiadał, jak postrzegał urodę tej ziemi
ks. Janusz Stanisław Pasierb na tle skomplikowanej historii oraz bogatych różnorodnością tradycji Kaszub i Kociewia.
Medal od Kaszubów otrzymał on za
„twórczość kształtującą duchowe oblicze
Kaszub i Pomorza”. Bo jak akcentował
prowadzący spotkanie Kaszuba z Redy,
Bogusław Breza – cytując księdza Pasierba – „To ziemia Chrystusa”.
Obecny na wystawie a studiujący
prawo kanoniczne w Rzymie ks. Przemysław Lewiński, dokonując szybkiej syntezy zasług dla Redy znaczących postaci
w sutannach, przy aplauzie sali, obligował burmistrza miasta do uczczenia ich
„kamieniem, tablicą a może… ulicą”. Ulica
ks. Janusza Pasierba. To dumnie brzmi.
Wystawę ubogacały zdjęcia z pierwszego sakramentu Eucharystii, którego
udzielał redzki wikariusz ks. Pasierb
i wspomnienia sprzed ponad półwiecza
uczestników tej Pierwszej Komunii oraz
obdarzonych dobrą pamięcią redzian,
którzy się z nim spotkali. Były także sympatyczne anegdoty z iskrą humoru i miało się jakby nieodparte wrażenie, że i on
sam, książę księży-poetów, jest śród nas.
PORADNIA
JĘZYKA KASZUBSKIEGO
www.rjk.raz2.pl/en/poradnia-jezykowa
55
POŻEGNANIE
Kochał las i ludzi
W dzień pogrzebu Aleksandra Jereczka, 21 października w Lipuszu, przez parę godzin szalały żywioły. Waliły pioruny, błyskało,
lał gęsty deszcz. Mówiono, że to przyroda żegna człowieka tak
blisko z nią związanego. Człowieka-legendę. Człowieka, który
będąc drwalem, nigdy nie ściął drzewa piłą motorową. Człowieka, który kochał polowania, ale nigdy nie został myśliwym.
Przez ponad 60 lat był naganiaczem. Las uratował go kiedyś od
śmierci, a on za to poświęcił mu całe swoje życie.
M AYA G I E L N I A K
Półtora roku temu na łamach „Pomeranii” (kwiecień 2012, s. 29) wydrukowana
została „Ballada o Aleksie”. Wydawało
się, że bohater tej opowieści, Aleksander
Jereczek zwany przez wszystkich Aleksem, będzie z nami jeszcze długie lata. Był
przecież silny, zdrowy. Zawsze pogodny,
chętny do pomocy, aktywny.
Niestety. Życie ludzkie jest kruche. Nie
ma już Aleksa. Nie doczekał swoich 84.
urodzin. Mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych. To prawda. Ale są ludzie niepowtarzalni. Tacy jak On. Dumny Kaszub,
który swoim prostym, uczciwym życiem
zjednał sobie niezliczoną liczbę przyjaciół.
Po prostu dobry człowiek.
Widząc tłumy zgromadzone na cmentarzu w Lipuszu, widząc trumnę niesioną
przez sześciu leśniczych, poczty sztandarowe, strażaków w mundurach, delegacje,
pracowników nadleśnictwa Lipusz, nadleśniczych z sąsiednich nadleśnictw, leśniczych, działaczy PZŁ, myśliwych z wielu kół łowieckich, można by pomyśleć, że
chowany jest jakiś wysokiej rangi dygnitarz, a nie prosty robotnik leśny.
Co takiego więc zrobił? Był człowiekiem, który nigdy nie złamał danego słowa i miał zasady, jakich się trzymał. Kochał
las i ludzi. A ludzie kochali Jego. Stażyści kół
łowieckich, których uczył, czym jest myślistwo, kursanci na kursach drwalskich,
którym przekazywał swoją wiedzę o lesie,
56
Fot. M. Gielniak
mówili do niego „wuju”. Inni po prostu
Aleks. Koła łowieckie prześcigały się w staraniach, by mieć Go na polowaniu. Jego
udział gwarantował sukces. Był co prawda
tylko naganiaczem, ale nikt tak jak on nie
potrafił wytropić i wystawić zwierzyny. Za
swoje oddanie lasom i łowiectwu otrzymał
wiele medali i odznaczeń, którymi cieszył
się radością dziecka. Nie potrzebował wiele. Żył skromnie, ale pełnią życia. Pozostawił po sobie puste miejsce i żal, że już nie
zobaczymy jego wysokiej, barczystej sylwetki. Że nie będziemy się śmiać, słuchając o jego myśliwskich przygodach. Że nie
poczęstuje nas herbatą.
Żegnaj Aleksie.
„MOJA POMORSKA RODZINA”
Zarząd Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego Oddział
w Gdańsku zaprasza uczniów gdańskich szkół podstawowych i gimnazjalnych na dziewiątą edycję
Konkursu „Moja Pomorska Rodzina”. Współorganizatorami konkursu są Urząd Miejski w Gdańsku,
Gimnazjum nr 1 w Gdańsku, Stowarzyszenie Archiwistów Polskich Oddział Gdańsk oraz Pomorskie
Towarzystwo Genealogiczne. W dotychczasowych
ośmiu edycjach uczestniczyli uczniowie z ponad 50
szkół. Honorowy patronat nad konkursem objął Prezydent Miasta Gdańska Paweł Adamowicz.
Organizacja konkursu ma na celu zachęcenie
jego uczestników do poznania przeszłości swoich
przodków oraz dziejów dużej i małej Ojczyzny z perspektywy losów rodziny. Konkurs pozwoli także na
utrwalenie w rodzinie pamięci o przodkach oraz
zaprezentowanie ich historii w szerszym gronie.
Szukając informacji, które służą do stworzenia zaprezentowanych podczas konkursu drzew genealogicznych, korzeni – wywodu przodków, czy też
opisując rodzinne historie w albumach lub prezentacjach multimedialnych, uczniowie odtwarzają
pamięć o swoich przodkach (dowiadują się, gdzie
mieszkali i skąd przyszli, poznają zatem swoje korzenie), o ich życiu i o panującej w rodzinie tradycji.
Zapraszamy młodzież do uczestnictwa, a nauczycieli do podjęcia się roli opiekunów uczniów
przygotowujących prace do konkursu. Prace konkursowe należy składać w Gimnazjum nr 1 w Gdańsku od poniedziałku do piątku w godz. 8–14 (tel/
fax 58 341 09 29). Termin składania prac upływa
11 kwietnia 2014 roku. Prace z jednej szkoły należy składać razem zgodnie z zasadami określonymi
w regulaminie. Szkoły biorące udział w konkursie
zostaną powiadomione o terminie oficjalnego ogłoszenia wyników konkursu oraz terminie wręczenia
nagród i zorganizowania wystawy najlepszych prac
(wstępny termin 29 maja 2014 roku).
Informacji w imieniu organizatora udziela
J. Niwińska z Gimnazjum nr 1 w Gdańsku (tel. 58
341 09 29, e-mail: [email protected])
lub K. Kowalkowski (e-mail: [email protected]).
Regulamin jest opublikowany na stronie
www.kaszubi.pl/komunikaty/komunikat/id/877
W imieniu organizatorów konkursu
Krzysztof Kowalkowski, ZKP Oddział w Gdańsku
POMERANIA GRUDZIEŃ 2013
Z kaszëbizną
w kòżdim dzejanim
Ji przigòda z kaszëbizną zaczãła sã przez pózniészégò chłopa, chòc gadac rozmiała z dodomù.
Je szkólną, gazétniczką, ùsôdzô tekstë na binã, z chłopã Eùgeniuszã wëchòwiwô czwòro dzecy.
Mieszkô w Baninie. Òsta wëprzédnionô Òrmùzdową Skrą za 2012 rok.
DA R I U S Z M A J KÒ W S C Z I
Blisczi daleczi swiat
Elżbiéta Prëczkòwskô (z dodomù Reiter)
wëchòwała sã w Łątczënie. To małô
i piãknô wies, jakô wikszoscë Kaszëbów
(òsoblëwie tëch sparłãczonëch z Klubã
Sztudérów Pomorania) je znónô leno
z tegò, że leżi krótkò chëczë pòmòrańców
w jesz miészi Łątczińsczi Hëce. Dlô Elë
miało to téż stolemné znaczenié. Czedë
jem sã dostała na pedagògiczné sztudia (pò
zôchãtach òjca, jaczi gôdôł: Ela, biéj na
POMERANIA GÒDNIK 2013
szkólną, bãdzesz dobrze zarôbia), przëszedł
do naju lëst z rôczbą na adaptacyjny òbóz dlô
zerowégò rokù. Tatk nie chcôł, żebëm tam jachała, bò doma bëła robòta, tej za czim rézowac pò swiece... Na szczescé ten swiat béł
dëcht baro krótkò, bò w Łątczińsczi Hëce, tej
jakòs dało sã gò ùbłagac – gôdô najô Skra.
Ùdzél w tim zéńdzenim w chëczë
pòmòrańców òtemkł przed Elą dwiérze
do kaszëbiznë. Prôwdac pò kaszëbskù
gôdała ju doma, òsoblëwie ze starką. Z nią
i z tatkã nie kôrbiła jinaczi, jak w rodny
mòwie, równak dopiérze na sztudiach
òdkrëła i pòkòchała kaszëbiznã.
Pòjachała jem na ten òbóz ze swòją
drëszką Marią Sykòrą. Pierszé zéńdzenié bëło
z Klubã Sztudérów Pomorania. Pamiãtóm,
jak pò przëwitanim jegò przédnik Eùgeniusz
Prëczkòwsczi zapitôł, chto z nas rozmieje
gadac pò kaszëbskù. Wnenczas jem sã sta
takô bùsznô w se, że doch jô rozmiejã. Pierszi rôz sã òkôzało, że to mô jakąs wôrtnotã,
że w tim karnie to je brëkòwné – wspòminô
Elżbiéta Prëczkòwskô. Òkróm ni w tim
zéńdzenim brelë ùdzél m.jin. znóny do
dzysô z dzejaniégò w Zrzeszenim i nié
blós: Witóld Szmidtke (dzysdniowi przédnik partu w Baninie, jaczégò nôleżnikama
57
ÒRMÙZDOWÔ SKRA 2012
są òbëdwòje Prëczkòwscë), Ana Kazana,
Iza Maszk. Z nima wszëtczima do dzysô
Ela mô kòntakt. Më sã tam spòtkelë z baro
profesjonalnym pòdéńdzenim do przëcyganiô
młodëch lëdzy do kaszëbiznë. Wszëtcë, co prowadzëlë wnenczas klub Pomorania, gôdelë pò
kaszëbskù, razã jesmë czëtelë „Remùsa”, program béł baro bòkadny. Òkróm rozmajitëch
atrakcjów, wanogów nie felowało téż zéńdzeniów z kaszëbsczima dzejôrzama. Całi klimat
chëczë pòmòrańców sprôwiôł, że letkò bëło
sã integrowac – pòdczorchiwô Skra 2012.
Chcemë jesz dodac, że dlô Elë ta integracjô
bëła òsoblëwô, bò tam téż òbùdzëła sã w ni
miłota (nawzôjnô) do Eùgeniusza.
Trojanowskô i „Rodnô Zemia”
Zéńdzenié dlô zerowégò rokù w Łątczińsczi Hëce miało jesz jeden wôżny brzôd
w żëcym Elżbiétë Prëczkòwsczi. Pòtkała
sã òna wnenczas pierszi rôz z Izabellą
Trojanowską i natëchstopach trafiła do
telewizyjny „Rodny Zemi”. Iza zrobiła na
mie baro pòzytiwné wrażenié. Bëła baro
zakòchónô w kaszëbiznie. A czej sã doznała,
że jô rozmiejã gadac pò kaszëbskù, włącza
mie do karna lektorów w prowadzonym
przez se programie. Trzeba równak dodac, że
ùczbama w „Rodny Zemi” zajimôł sã przede
wszëtczim Genk – tak òpisywô Ela pòczątk
swòji gazétny drodżi. W Klubie Pomorania bëłë tej prowadzoné ùczbë pisaniégò
pò kaszëbskù. Tam Ela ùczëła sã pisac,
pòtemù ùsôdzała tekstë do kaszëbsczich
programów w radio, ale przede wszëtczim pòmôgała w twòrzenim „Rodny
Zemi”.
Czej wspòminô tã robòtã, Elżbiéta
wërazno sã òżëwiwô. Widzec, że bëło to
dlô ni wôżné.
Jô czãsto jezdzëła z Trojanowską na
zdjãca. Mòżna rzec, że jô bëła ji asystentką.
Òna nie rozmia pò kaszëbskù, tej brëkòwała
mòji pòmòcë, òsoblëwie w terenie. Jesmë
tej jezdzëłë razã, kòl ni w chëczë òbzérałë
nagróné materiałë, pòkazywała mie, jak
robic dokùmentacjã, jak szëkac materiałów,
dôwała do przezéraniô gazétë z wëcãtima
sztëczkama. Nie bëło jesz internetu, tej prawie tam bëło nôlepszé zdrzódło wiédzë ò tim,
co sã dzeje w regionie. Iza ùczëła mie krok
pò krokù, jak bëc gazétniczką. Jak jem ju
rzekła, Genk zajimôł sã òsoblëwie ùczbama,
òdpòwiôdôł za ten dzél „Rodny Zemi”.
Béł nôlepi przërëchtowóny, bò równak òd
pòczątkù dzejôł przë programie. Artur Jabłońsczi téż wiele robił przë telewizji, dzejôł
58
w Panoramie i dlô TV Polonia. Nicht ni mógł
wiedzec, że Izabella tak chùtkò òdéńdze. Czedë ùmarła, òni òbaji bëlë pò sztudiach i robilë
ju jakno warkòwi gazétnicë. Jô bëła dopiérze
na trzecym rokù sztudiów. Stało sã tej czësto
nôtëralné, że „Rodną Zemiã” przejãlë Genk
z Arturã.
Jô pòmôgała jima w robòce i dobrze jem
sã w tim czëła. A „Rodnô Zemia” wcyg bëła
w najich chëczach i wkół ni krącëło sã naje
żëcé. Òkróm te Genk prowadzył „Nordã”,
jô pisa tam tekstë. Tej téż przëszłë na swiat
naje dzecë: Werónka (ùr. 1996), a pòtemù
Antosz, Witk i Julian. Skùńcza jem sztudia,
pózni zrobiła pòdiplomówkã z kaszëbsczégò.
Wszëtczégò narôz sã nie dô…
Bëc prôwdzëwim w szkòle
Dzysô Elżbiéta Prëczkòwskô je znónô
przédno jakno szkólnô kaszëbsczégò
jãzëka. Zaczãła sã zajimac ùczbą dzecy pò tim, jak 12 lat temù przecygnãła
z całą familią do Banina. Baro chùtkò më
tam założëlë klub Zrzeszeniégò. Pierszé jegò
dzejania bëlë przë kòscele i w szkòłach. Ju pò
dwùch latach przëszła prosba ze spòdleczny
szkòłë w Miszewie, żebëm zaczãła tam
ùczëc. Bëłë to leno 3 gòdzënë òb tidzéń, tej
jem pòmëslała, że jak na pòczątk, to pasëje.
I tak jem weszła na stegnã dobiwaniô doswiôdczeniô jakò szkólnô. Na samim
pòczątkù bëło tam le 7 sztëk dzecy. Chùtkò
lëczba ta rosła. Ju w 2007 rokù direktorka
Mirka Groth mògła z bùchą òbznajmic,
że wszëtczé dzecë w Miszewie ùczą sã
kaszëbsczégò – wspòminô Ela.
A kògùm sã barżi dzysô czëje, gazétniczką czë szkólną? Jedno i drëdżé je
dlô mie baro wôżné, chòc dzys wicy czasu pòswiãcywóm szkòle. Wiémë doch, że
„Rodny Zemi” ju ni ma… – òdpòwiôdô.
Przënôlégô dodac, że do te dochôdô prowadzenié dodomù i szeroczé dzejanié
spòlëznowé w parce KPZ w Baninie.
Wôrt téż rzec, że dlô Prëczkòwsczi
robòta w szkòle nie kùńczi sã w zalach
szkòłowëch. Czej nadchôdô kaszëbsczé diktando, zbiérô co sobòtã swòjich
ùczniów i dolmaczi jima, jak pòprawno
pisac. Nié wszëtcë równo sã ùczą. Jednym
jidze lepi, drëdżim gòrzi. Jakbëm zrobia na
ùczbach blós nôùkã pisënkù, tej sã wiele dzecy zniechãcy. Z tima, co mają do te chwat,
mùszi pòsedzec pò gòdzënach – tłómaczi.
Jeżlë robi w szkòle téatralny przedstôwk
(co zdôrzô sã dosc czãsto), to téż nie rëchtëją tegò na ùczbach, bò tam je do zreali-
zowaniô program. Òznôczô to pòstãpné
sobòtë i pòpôłnia z ùczniama. Równak
Ela nie narzékô i wcyg mësli nad nowima drogama przëcyganiô młodëch do
kaszëbiznë. Ùczba òb czas przedstôwków
jidze baro chùtkò. Ùczniowie nawetka nie
wiedzą, czedë sã naùczą tekstów swòjich,
ale téż wszëtczich jinëch, bò doch próbë są
pòspólné. Kòżdi mòże bëc suflerã. A do te
jesz dochôdają spiéwë, jaczé téż wchôdają letkò do głowë. Në i téater baro òtmikô.
Nawetka ùczniowie, jaczi chùdzy bòjelë sã
òdezwac, pò doswiôdczenim wëstãpù na
binie, stôwają sã dzyrsczi, gwësny sebie.
Równak móm swiądã, że ze wszëtczich nie
zrobi sã aktorów. Dlô nich wôrt wëmëslec
cos jinszégò. Na przëmiar òstatno jesmë
rëchtowelë z drëgą klasą gazétczi. Kòżdi béł
aùtorã swòji, wëbiérôł so témã. Jedny piselë
ò farwach, jiny ò jaczis czekawi słowiznie, jeden knôp napisôł ò Swiãtopôłkù. Terô mómë
z tëch dokazów zrobioné biblioteczkã. Dzecë sã wëmieniwają, czëtają, bierzą dodóm,
pòspólno je òmôwiómë. Prostô rzecz, a dôwô
wiôldżi brzôd. Pò taczich akcjach ùczniowie
zaczinają tim żëc, ùczą kaszëbsczégò swòjich
starszich, nawetka w familiach, gdze ni mają
z kaszëbizną nick pòspólnégò – wëjôsniô
miszewskô szkólnô.
W szkòłowi ùczbie E. Prëczkòwskô
widzy szansã na przedërchanié kaszëbiznë. Równak, żebë tak bëło, dzecë
mùszą pòdług ni widzec, że ten jãzëk
je pòżëteczny, że mòżna dzãka jegò
znajomòscë przeczëtac dobrą ksążkã,
òbezdrzec film, wëstąpic w przedstawienim, zrobic mùzyczną karierã itd. A szkólny, jaczi mô jich wprowadzëc w kaszëbsczi swiat, ni mòże ùdawac. Trzeba bëc
prôwdzëwim. Dzecë to czëją. Czej szkólny
gôdô do nich na przerwach pò pòlskù, to widzą, że cos nie graje. A są i taczi, co ùczą pôrã
lat, a jesz dërch słabò kôrbią i piszą w rodny mòwie – gôdô zajisconô ò przińdnotã
jãzëka Ela. Dzejanié z dzecama rozszerziwô téż ò wieczórné próbë i wëstãpë karna
„Mùlczi”, chtërnégò je czerownikã, a jaczé
mô ju pierszé dobëca, jak chòcbë I môl na
przezérkù dzecnëch karnów „Bùrczibas”
w Wierzchùcënie.
Sygnie stwòrzëc warënczi
Doma kòl Prëczkòwsczich dzys gôdô
sã colemało pò kaszëbskù. Czedës równak, òsoblëwie czej mieszkelë jesz we
Gduńskù, wëzdrzało to përznã jinaczi.
Tak pò prôwdze wiele sã zmieniło, czej jePOMERANIA GRUDZIEŃ 2013
ÒRMÙZDOWÔ SKRA 2012
W ambasadze Kanadë w Pòlsce.
Elżbiéta i Eùgeniusz Prëczkòwscë w dniu cywilnégò zdënkù.
W Łebnie z karnã Mùlczi. Òdjimczi z archiwùm Prëczkówsczich
POMERANIA GÒDNIK 2013
smë przecygnãlë do Banina. We Gduńskù
béł taczi czas, że Genk wicy gôdôł pò pòlskù,
bò zdôwôł rozmajité egzaminë w telewizji.
Jô wnenczas wicy bëła jem przë dzecach.
Dzecë Prëczkòwsczich mają dobré
warënczi, żebë pòznac rodną mòwã,
równak Elżbiéta pòdczorchiwô, że
nôlepszą drogą do nôùczi jãzëka bëłë
ùczbë „Rodny Zemi”. Przëjéżdżelë na nie
do Banina młodi lëdze z całëch Kaszub,
w tim familiô Andrzeja Bigùsa, jaką najô
Skra mô za nôlepszé mòdło, żlë jidze
ò kaszëbiznã. Te wszëtczé dzecë gôdałë
do se pò kaszëbskù. Tam dopiérze fejn bëło
widzec, jak dlô nich to sã stôwô czims normalnym. Nasza córka Werónka, chtërna
wszëtkò rozmia, ale nie gôda, sama ze se
przeszła na kaszëbsczi. Sygło leno stwòrzëc
do te warënczi. Szkòda, że to sã skùńczëło.
Nagrania bëłë le jedną telewizyjną kamérą,
wiedno bëło téż mało czasu, ale jak na te
bëlejaczé warënczi ùdało sã stwòrzëc wiele
dobrégò – wspòminô Ela.
Dzysô ji dzecë ùczą sã téż rodny
mòwë w szkòle (òkróm Wéróniczi, jakô
chòdzy do strzédny szkòłë w Gdini i ni mô
taczi mòżlëwòtë), bierzą ùdzél w nagriwanim kaszëbsczich aùdicjów w telewizji,
wszëtkò rozmieją (téż gadac), ale równak
midzë sobą rozprôwiają pò pòlskù.
Aùtorka scenarników i ùczbòwnika
Westrzód dobëców Elżbiétë Prëczkòwsczi, jaczé rozsądzëłë ò przëznanim ji
Òrmùzdowi Skrë, bëło przërëchtowanié
ksążczi W krôjnie Grifa. Téatrowé scenarniczi (razã z Teresą Wejer i Dorotą Fòrmelą).
Czej przëszła ùdba zebraniô scenarników, to
baro jem bëła rôd. To widzałi dokôz, jaczi
zbiérô to, co ju mómë, ale téż pòdskôcënk do
te, żebë zrobic cos wiãcy – gôdô Ela.
To „wiãcy” ju sã dzeje. Wespół z wielelatną szkólną kaszëbsczégò Jadwigą
Héwelt robi nad przëszëkòwanim nowégò ùczbòwnika do gimnazjum. Jak gôdô,
zajimô to wiele czasu, ale i rozwijô.
Òkróm doswiôdczeniô aùtorków zôchãtą do kòrzëstaniô z jich ksążczi mòże bëc
to, że kòżdi kònspekt je zarô sprôwdzóny na ùczbach. Dzãka temù je wiedzec,
co wëchòdzy nôlepi, co wôrt przeprawic, a z czim lepi dac so pòkù – gôdô E.
Prëczkòwskô.
Na zakùńczenié pitóm, czë spòdzéwała sã, że mòże dostac Skrã. Nié. Nie
mësla jem nawetka ò tim. Robiła jem swòje
– òdpòwiôdô.
59
REKLAMY
60
POMERANIA GRUDZIEŃ 2013
PAGINA PRAWA
POMERANIA GÒDNIK 2013
61
KLËKA
RUMIA-JANOWO. NIEDZIELA KASZUBSKA
Pod hasłem „Nie ma Kaszub bez Polonii,
a bez Kaszub Polski” w przeddzień Święta
Niepodległości odbyła się organizowana
co roku przez Dom Kultury SM „Janowo”
przy współpracy z rumskim oddziałem
ZKP impreza pn. Niedziela Kaszubska.
Jak zawsze, najpierw w kościele pw.
św. Jana z Kęt mszę św. z kaszubską liturgią słowa odprawił ks. prałat Stanisław
Megier, oprawę wokalną zaś dał chór
Rumianie pod dyr. Marzeny Graczyk. Po
mszy szczelnie wypełniła się sala Domu
Kultury, a wśród obecnych byli: burmistrz
Rumi Elżbieta Rogala-Kończak, nowy
wiceburmistrz Leszek Kiersznikiewicz,
radny Aleksander Kubina i oczywiście
Zarząd Oddziału z prezesem Ludwikiem
Bachem na czele.
Zebranych powitał gospodarz obiektu, Leszek Winczewski, po czym wystąpiły dzieci w kaszubskich strojach.
Najpierw grali i śpiewali laureaci VI
Przeglądu Kaszubskiej Piosenki, zorganizowanego w październiku przez Miejski
Dom Kultury – zespół Lira z SP nr 6 oraz
Małgosia Witkowska z SP nr 9. Po nich
Dãbògórsczé kwiôtczi z SP w Dębogórzu
z werwą zaprezentowały zestaw kaszubskich tańców. Wszystkie dzieciaki bardzo
się podobały publiczności i zebrały rzęsiste brawa. Zostały też hojnie obdarowane
kolorowymi lizakami.
Kolejnym punktem programu była
promocja nowego zbioru felietonów Gôdczi wùje Léòna, autorstwa Jerzego Hoppego. Żartobliwy charakter tekstów został
podkreślony przez pracownika Domu
Kultury, który wiązankę kwiatów wręczył autorowi... w masce Prezydenta RP.
Zaraz potem wystąpiły dwa zespoły
pod dyrekcją Wojciecha Grudnowskiego
działające przy janowskiej parafii – Chór
Świętojański i Orkiestra Świętojańska.
W pierwszej części chór zaśpiewał kilka
popularnych pieśni kaszubskich, natomiast w drugiej, już wspólnej, były utwory patriotyczne – od „Bogurodzicy” po
„Pierwszą Brygadę”.
Po krótkiej przerwie na kaszubski poczęstunek wyświetlony został interesujący film pt. „Adelajda” w reż. Wojciecha
Rybakowskiego. Tłem romantycznej historii z XIX w. jest Wejherowo z pałacem
Przebendowskich i Keyserlingków oraz
kalwarią.
Kolejna Niedziela Kaszubska w Janowie planowana jest na wiosnę.
jh
Fot. z archiwum rumskiego oddziału ZKP
JAPONIA. O KASZUBSKIEJ WERSJI „PANA TADEUSZA”
W japońskim piśmie dla slawistów „Acta
Slavica Iaponica” (Tom 33) ukazała się,
w języku angielskim, recenzja prof. Hanny
Popowskiej-Taborskiej wydanego w 2010
roku kaszubskiego przekładu „Pana Tadeusza” Adama Mickiewicza autorstwa
Stanisława Jankego. Pani profesor zainteresowana przemianami, jakie zachodzą
w kaszubszczyźnie w wyniku przenoszenia wyrazów gwarowych do języka literackiego, podkreśliła w recenzji: „Publikacja
kaszubskiej wersji »Pana Tadeusza« z pewnością podniesie prestiż kaszubskiego języka literackiego. Wydarzenie to odbiło się
szerokim echem w mediach, a spotkanie
z tłumaczem eposu, zorganizowane na
Uniwersytecie Gdańskim, wzbudziło duże
zainteresowanie w środowisku polskiej
nauki”. Hanna Popowska zaznaczyła, że
nieocenioną rolę w publikacji dzieła wniósł
prof. Jerzy Treder, który zarówno napisał
posłowie, jak był konsultantem lingwistycznym całego przekładu.
Red.
ŁUBIANÔ. PROMÒCJÔ KSĄŻCZI Ò BP. DOMINIKÙ
Nowô pùblikacjô ks. dr. Leszka Jażdżewsczégò Ksiądz Biskup Konstanty Domi-
62
nik. Życie i pamięć o nim na Kaszubach
i Pomorzu mia swòją promòcjã w Zrzeszë
Sztôłceniô w Łubianie 29 rujana. Przed
pòtkanim bëła mszô swiãtô, a òb czas
ni lëdze mòdlëlë sã ò chùtką beatifikacjã
Bòżégò Słëdżi biskùpa Kònstantina Dominika. Aùtór ksążczi òpòwiedzôł ò robòce
nad nią i zaprezentowôł „złoté mëslë”
Bòżégò Słëdżi.
Na aùtorsczi wieczór przëszło wiele mieszkańców Łubianë i gòscy z roz-
majitëch partów KPZ. Promòcjô mògła
sã òdbëc dzãka starze direkcji Zrzeszë
Sztôłceniô w Łubianie, Pùbliczny Biblioteczi Gminë Kòscérzna w Wąglëkòjcach,
partu KPZ w Łubianie i sołectwa, a téż
łubiańsczi parafii i przewòżënkòwi firmë
Pranczk z Kòrnégò.
Pioter Kwidzyńsczi, tłom. KS
Òdj. P.K.
POMERANIA GRUDZIEŃ 2013
KLËKA
PÒBŁOCÉ. BÒHATERSCZI PATRONOWIE
Ùroczëstosc 150-lecô Spòdleczny Szkòłë
w Pòbłocym i nadaniô ji miona Nieùdżibłëch Żôłnérzów [Żołnierzy Niezłomnych]
òdbëła sã 12 rujana. Wëdarzenié zaczãło
sã òd mszë swiãti òdprôwiony przez ks.
Prałata Kòmandora Bògùsława Wronã,
Dzekana Wòjnowi Marinarczi. Wespółcelebransama bëlë: ks. Andrzéj Kmiecyk, ks.
Krësztof Kamińsczi i ks. Jón Bòrkòwsczi.
Òbstawã zagwësniło Reprezentatiwné
Karno Wòjnowi Marinarczi [Reprezentacyjna Kompania Marynarki Wojennej],
a mùzyczny òprôwk Reprezentatiwnô
Òrkestra Wòjnowi Marinarczi [Orkiestra
Reprezentacyjna Marynarki Wojennej].
W swiãce wzãło ùdzél wiele harcerzów
z gminów Lëzëno i Lëniô, kómbatancë,
stanice i całô szkòłowô spòlëzna, rôczony gòsce, samòrządôrze, mieszkańcowie
Pòbłocô i òkòlégò. Òb czas mszë ks. kmdr
Bògùsłôw Wrona òdczëtôł lëst, jaczi do
szkòłë sczerowôł Pòlowi Biskùp Pòlsczégò
Wòjska Józef Gùtek, chtëren òbjimnął
hònorowi patronat nad ùroczëstoscą.
Pò kôzanim pòswiãconô bëła stanica
szkòłë. Stanica mô symbòlizowac tradicjã
niepòdległoscowégò pòdzemiô z lat
1945–1963 i pòdczorchiwac przëwiąza-
nie do kaszëbsczich tradicji regionu. Je na
ni biôło-czerwòny Krziż Virtuti Militari
z òrzłã w kòrónie. Drëgą starnã stanicë
ùpiãksziwają: szlachòta Matczi Bòżi Królewi Kaszëb ze Swiónowa, herbë: Gduńska, òrganizacji Wòlnosc i Niezależnota
[Wolność i Niezawisłość], a téż Krëjamny
Wòjskòwi Òrganizacji Pòmòrsczi Grif [Tajna Organizacja Wojskowa Gryf Pomorski]
i Gminë Lëniô.
Spòdlecznô Szkoła w Pòbłocym je
pierszą w Pòlsce, chtërna mô miono Nieùdżibłëch Żôłnérzów, czëli bòhatérów
biôtków ò Niepòdległą Pòlskã w latach
1945–1963.
Na spòdlim òpracowaniô Jana Trofimòwicza
Tłom. KS
Òdj. ze zbiorów UG w Lini
ŁOMŻÔ. PROMÒCJÔ KASZËBSCZI KÙLTURË NA MAZOWSZU
Òd 25 rujana w Nordowò-Mazowiecczim
Mùzeùm w Łomżë [Muzeum Północno-Mazowieckie w Łomży] jidze òbzerac
pòkôzk „Nad Kaszubskim Morzem”. Pòkazëwóné na nim rzeczë pòchòdzą z Mùzeùm – Kaszëbsczégò Etnografnégò Parkù
miona Tédorë i Izydora Gùlgòwsczich we
Wdzydzach.
W Łomżë wëstôwioné są nôbarżi
apartné elementë kaszëbsczi kùlturë: bùdownictwò, pòlichromòwóné méble, malënk na szkle, rzezba i plecëna. Ni mògło
felac téż jednégò z nôbarżi òsoblëwëch na
Kaszëbach dokazów, jaczim je wdzydzczi
wësziwk, chtëren zrobiła wespółzałożëcelka i patrónka Kaszëbsczégò Etno-
grafnégò Parkù – Tédora Gùlgòwskô.
Wëstôwk mdze òtemkłi do 31 stëcznika
2014 rokù.
j.b., tłom. KS
STÔRÔ HËTA. KÒMIKS „KASZËBSCZÉ MADONNË”
Stowôra „Akademiô Głodnica” i Kartësczé Centrum Kùlturë zòrganizowałë dlô
ùczniów spòdlecznëch szkòłów dze-
wiątą ju edicjã lëterackò-plasticznégò
kònkùrsu ò pòzwie „Kaszëbsczé Madonnë”. 30 rujana bëło jegò pòdrechòwanié.
Latos béł mùsz stwòrzëc kòmiks.
Ùczniowie mielë przësłónëch jaż 151
prôców. Kònkùrsowô kòmisjô nôdgrodzëła 56 dzecy ze szkòłów w Bączu,
Głodnicë, Kòlonii, Kòżëczkòwie, Łapalëcach, Mirochòwie, Niepòczołejcach,
Pòbłocym, Pòmieczińsczi Hëce, Serakòjcach, Stajszewie, Szopie, Strzépczu
i Stôri Hëce. Finałowô ùroczëstosc kònkùrsu zaczãtô bëła òd przedstawieniô
WWW.KASZUBI.PL
POMERANIA GÒDNIK 2013
„U progu 700-lecia Strzepcza”, jaczé zrobilë ùczniowie ze Stôri Hëtë k. Stajszewa
(w chtërny òdbëła sã ta ùroczëstosc).
Pòtemù Aleksandra Macybòrskô-Pëtka,
direktorka Kartësczégò Centrum Kùlturë
w Kartuzach, i Léna Bòbrowskô, przédniczka Stowôrë „Akademiô Głodnica”,
dôwałë diplomë i nôdgrodë dlô dobiwców, òpiekùnów, ùczniów i szkòłów,
chtërne brałë ùdzél w kònkùrsu.
Léna Bòbrowskô, òprac. jb, tłom. KS
Òdj. z arch. Stowôrë „Akademiô Głodnica”
WIADOMOŚCI & KOMUNIKATY
63
KLËKA
WEJROWÒ. WIÔLDŻI KÒNCERT
24 rujana karno FUCUS grało w Kaszëbsczi Filharmónii w Wejrowie. Béł to galowi kòncert na skùńczenié òbchòdów
10-lecô ùtwórstwa tegò zespòłu.
Òb czas ùroczëstoscë nôleżnicë karna mielë dostóné òd wejrowsczégò starostë Józefa Reszke Medal Różë za rozkòscérzanié mùzyczny kùlturë w wej-
rowsczim krézu i za promòcjã kaszëbsczi
kùlturë w Pòlsce.
j.b., tłom. KS
KARTUZË. HISTORIÔ KASZËBÓW
W Pòpùlarnonôùkòwi Czëtnicë Gardowi
i Krézowi Pùbliczny Biblioteczi [Czytelnia
Popularnonaukowa Miejskiej i Powiatowej
Biblioteki Publicznej] w Kartuzach 25 rujana òdbéł sã wernisaż pòkôzkù „Z kaszubsko-słowiańskich i polskich losów Pomorza
Zachodniego”. Wëstôwk béł przërëchtowóny przez Kaszëbskò-Pòmòrsczé Zrzeszenié
Part w Szczecënie, przë wespółrobòce z Pań-
stwòwim Archiwùm i Zómkã Pòmòrsczich
Ksyżëców [Zamek Książąt Pomorskich]
w tim gardze. Na 20 planszach zebróné są
infòrmacje m.jin. ò nôdôwniészich dzejach
kaszëbsczégò òsadnictwa na Pòmòrzim,
pierszi pisemny nadczidce ò Kaszëbach czë
ò historii panowaniô dinastii Grifitów.
Jb, tłom. KS
Òdj. K. Fòrmela
WIEŻËCA. TRZËDZESTI JUBILEÙSZ
Kaszëbsczi Lëdowi Ùniwersytet we Wieżëcë
7 lëstopadnika swiãtowôł 30-lecé dzejnotë.
Z ti leżnoscë zòrganizowôł w swòji sedzbie ùroczësti kòncert. Na binie brzmiałë
kaszëbsczé, ùkrajińsczé i klezmersczé
zwãczi. Zagrelë Koleczkowianie, wëstąpił téż pòchòdzący z zôpadny Ùkrajinë,
a òd pôrãnôsce lat mieszkający w Bëtowie Włodzmiérz Drozd, założëcel pòlskò-
-ùkrajińsczégò towarzëstwa Perspektiwa
(Stowarzyszenie Polsko-Ukraińskie „Perspektywa”). Gòscóm widzała sã téż mùzyka
Klezmersczi Òrkestrë Sejneńsczégò Téatru. Karno twòrzą młodi lëdze zrzeszony
z fùndacją i òstrzódkã „Pogranicze – sztuk,
kultur i narodów” w Sejnach.
jb, tłom. KS
Òdj. z arch. KLÙ we Wieżëcë
GDINIÔ. WKÓŁ LECHA BĄDKÒWSCZÉGÒ
W gdińsczim Òstrzódkù Kaszëbskò-Pòmòrsczi Kùlturë bëła promòcjô wëdóny
trzecy rôz pò latach ksążczi Lecha Bądkòwsczégò Połów nadziei. Pòtkanié prowadzył przédny redaktór cządnika „Pomerania” Dariusz Majkòwsczi. Do gôdczi
rôczony bëlë: córka i córecznica Lecha Bądkòwsczégò – Sławina i Miłosława Kosmùlsczé, a téż regionalësta Andrzéj Bùsler.
Wnet półtora gòdzënë gòsce gôdelë ò wiele sprawach sparłãczonëch z ksążką Połów
nadziei i dzejnotą ji aùtora.
Wiele czasu pòswiãcëlë téż tematowi pamiãcë ò Lechù Bądkòwsczim i jegò
DOŁĄCZ DO NAS I BĄDŹ NA BIEŻĄCO!
64
môla tak w historii Pòmòrzô, jak i Pòlsczi.
Do gôdków dołączëło sã wiele lëdzy, m.jin.
Teréza Hoppe, Édmùnd Pùzdrowsczi,
Artur Jabłońsczi i Sławòmir Kòsmùlsczi.
Dzéle ksążczi Połów nadziei i dołączonégò
do ni w latosym wëdanim dokazu Legenda o pustelniku (to aùtór czedës sã ùdbôł,
żebë to bëło w jedny pùblikacje, leno tedë
cenzura na to nie przësta) przeczëtała
Małgòrzata Bądkòwskô.
A.B., tłom. KS
Òdj. Ewa Hoppe
www.facebook.com/kaszubi
POMERANIA GRUDZIEŃ 2013
KLËKA
GDUŃSK. GÔDELË Ò PÒMÒRSCZI KSĄŻCE
„Kultura książki – książka dla kultury”
to titel przedslédnégò dzéla Pòmòrsczi
Debatë ò Kùlturze, chtëren miôł plac 14
lëstopadnika w Gduńsczi Bibliotece PAN.
Òbczas zéńdzeniô m.jin. ò zachãcëwanim
do czëtaniô i pòmòcë dlô regionalny
ksążczi gôdelë Danuta Balcerowicz – direktorka Krézowi i Gardowi Pùbliczny
Biblioteczi m. Aleksandra Majkòwsczégò
w Wejrowie [Powiatowa i Miejska Biblioteka Publiczna w Wejherowie], Jarosłôw
Ellwart z wëdôwiznë Region, Krësztof
Grinder – przédnik zarządu wëdôwiznë
Oskar, prof. Daniél Kalinowsczi – lëte-
raturoznôwca i téatrolog, i téż Leszk
Szimczak – majicel krómù z ksążkama
Conrad w Bëtowie. Diskùsjã prowadzëlë:
Iwóna Joc-Adamkòwicz i Cezari Òbracht-Prondzyńsczi.
Òrganizatorama tegò, ju czwiôrtégò,
dzéla Pòmòrsczi Debatë ò Kùlturze bëlë:
Kaszëbsczi Institut we Gduńskù, Wòjewódzkô i Gardowô Pùblicznô Biblioteka
we Gduńskù i Gduńskô Biblioteka PAN.
Red., tłom. KS
Òdj. D.M.
CHÒNICE. KÙLTURALNÉ WËDARZENIA
Part KPZ w Chònicach wiedno w rujanie
òrganizëje Dnie Kaszëbskò-Pòmòrsczi
Kùlturë. Jak w ùszłëch latach, tak i terô
zaczãła je ùroczëstô mszô z kaszëbską
lëturgią słowa. Bëła òna òdprôwionô
13 rujana w bazylice przez ks. prał.
Jacka Dawidowsczégò, z mùzycznym
òprôwkã karna Kaszuby. W nastãpnëch
dniach bëłë rozmajité wëdarzenia: promòcjô ksążczi Tomasza Cysewsczégò Pomorskie korzenie. Rodowód Ossowskich;
w Òglowòsztôłcącym Liceùm m. Chònicczich Filomatów sympòzjum, chtërnégò
bòhatérã béł bëlny historik Pòmòrzô ks.
P. Czaplewsczi (z leżnoscë 50. roczëznë
Jegò smiercë); dwadniowi przezérk kaszëbsczich téatrów Zdrzadniô Tespisa;
pòdrechòwanié plasticznégò kònkùrsu
„Jesień malowana”; promòcjô 5. numra
pismiona „Kwartalnik Chojnicki”; deklamatorsczi kònkùrs „Kaszëbsczé
EKO-ART”; pòtkania z pisarzã Rómanã
Drzéżdżonã w gimnazjum i w bibliotece;
zéńdzenié z cyklu „Kaszëbsczé Bajania”
z ùdzélã ùczniów Spòdleczny Szkòłë nr 3;
òrganizowóny pierszi rôz przez môlowi KPZ turniéj grë w baszkã ò pùchar
bùrméstra Chòniców.
Przez dwa rujanowé tidzenie w Chònicach bëło głosno ò Zrzeszenim. Môłi
grant z Gardowégò Ùrzãdu nie pòzwòliwô za baro rozwinąc skrzidłów, le
òrganizowanié kòżdégò rokù Dniów
je mòżlëwé dzãka dobri wespółrobòce
z Gardową Pùbliczną Biblioteką, Chònicczim Dodomã Kùlturë, Zrzeszą Szkòłów nr 7, Chònicczim Towarzëstwã Drëchów Nôùków, parafią pw. Scãcô sw. Jana
Chrzcëcela i jinszima.
KO, tłom. KS
CHÒNICE. I ZNÔWÙ PREMIERA!
Amatorsczi Kaszëbsczi Téater przë parce KPZ w Chònicach robi bez ùstónkù.
Przërëchtowôł ju szósti kaszëbsczi zdrzadniowi pòkôzk – je to dokôz Stanisława
Jankegò „Roczëzna”. Premiera bëła 19
rujana na binie Chònicczégò Dodomù
Kùlturë, òbczas téatralnégò przezérkù
Zdrzadniô Tespisa.
Akcjô „Roczëznë” dzeje sã na Kaszëbach, le pòkôzóny w ùsôdzkù jiwer mô
òglowé znaczenié. Migracjô młodégò
pòkòleniô do gardów, co doprowôdzô do
samòtnoscë jich starszich – stôrëch miesz-
kańców wsë, je smùtnym skùtkã cywilizacyjnëch i òbëczajowëch pòzmianów nié
leno w naszim òkòlim.
Przedstawienié reżisérowa Janina
Kòsedowskô, chtërna bëła téż przédną bòhaterką. Grała wdowã Witczëną
òbchòdzącą swòjã 60. roczëznã. Òkróm
tegò na binie wëstąpilë: Alina Jaruszewskô, Barbara Lewińskô, Małgòrzata Dikiert, Józef Kòsedowsczi, Mark Górnowicz,
Daniél Łangòwsczi, Bògdón Wãglińsczi.
Nieletkò je grac w psychòlogicznym téatrze, gdze wiele znaczi kòżdi gest, mi-
WWW.KASZUBI.PL
POMERANIA GÒDNIK 2013
mika, wëzdrzatk twarzë, intonacjô itd.,
a chònicczi amatorzë mają zadanié tim
barżi drãdżé, że kaszëbsczi jãzëk, jaczim
gôdają na binie, nie je jich codniową
mòwą. Le grelë baro dobrze, nôleżą sã
jima wiôldżé brawa!
Stanisława Jankegò znómë przédno jakno pòétã, prozajika i tłomacza
(Pón Tadeùsz!), binowi dokôz „Roczëzna”
pòkazëje, że je téż zdolnym dramaturgã.
KO, tłom. KS
wiadomości / komunikaty / fotorelacje
65
KLËKA
BÓLSZEWÒ. ZÉŃDZENIÉ TRZECH PARTÓW KPZ
W Pùbliczny Bibliotece Gminë Wejrowò m. A. Labùdë w Bólszewie 6 lëstopadnika òdbëło sã pòtkanié pòdrechòwùjącé wespółrobòtã môlowi biblioteczi
i trzech partów Kaszëbskò-Pòmòrsczégò
Zrzeszeniô – gdińsczégò, lëzyńsczégò
i wejrowsczégò. Kaszëbsczi wieczór zaczął sã mùltimedialnym pòkôzkã i referatã „50 lat miesięcznika społeczno-kulturalnego Pomerania na Pomorzu” przëszëkòwónym przez przédnika KPZ Part
w Gdinie Andrzeja Bùslera. Prelegent,
òmôwiającë historiã „Pòmeranii”, przedstawił wiele cekawëch òdjimków i skanów pòchòdzącëch z bògatégò archiwùm
miesãcznika. Pózni przédnik KPZ Lëzëno Sławòmir Klas w mùltimedialnym pòkôzkù „Swiãtopôłk Wiôldżi i jegò spôdkòwizna” ùkôzôł historiã Kaszëb (w skrócënkù) i nôwôżniészé pòstacje tegò regionu.
Do bólszewsczi biblioteczi przëszło
wiele bëlnëch gòscy sparłãczonëch dôwni i terô z „Pòmeranią” i kaszëbskò-pòmòrską rësznotą, m.jin. Stanisłôw Janke,
Jerzi Stachùrsczi, Tomôsz Fópka, Radosłôw Kamińsczi, Bògùsłôw Breza i Jerzi
Hoppe.
Red., tłom. KS
Na òdjimkù: òd lewi – przédnik lëzyńsczégò KPZ
Sławòmir Klas, przédnik gdińsczégò KPZ Andrzéj
Bùsler, direktorka biblioteczi w Bólszewie Janina Bòrchmann i redaktór Stanisłôw Janke. Òdj.
Zygmùnt Pałasz
GDAŃSK. LECH BĄDKOWSKI BOHATEREM KOMIKSÓW
Komiksowy kolaż przedstawiający biografię Lecha Bądkowskiego i jego książka
Połów nadziei z przetworzonymi literacko autobiograficznymi wątkami stano-
wiły powód spotkania, które odbyło się
7 listopada w salce wystawowej na piętrze gdańskiego klubu studenckiego Żak.
Wernisaż wystawy „Lech Bądkowski
– obrazy z życia” i promocję książki wydanej przez gdyński Region prowadził dziennikarz Radia Gdańsk Leszek Szmidtke.
Pomysłodawczynią ekspozycji jest
Miłosława Kosmulska, wnuczka Bądkowskiego. Kolaże stworzyli: Anna Pietralczyk
(ps. Avi), Monika (Laurie) Sodkiewicz, Agata Sobiepan, Unka Odya, Łukasz Godlewski i Kamil Olszówka.
Wystawę zorganizowało Stowarzyszenie Gdański Komitet Obywatelski.
Wpisuje się w obchody zbliżającej się 30.
rocznicy śmierci Lecha Bądkowskiego.
Będzie też prezentowana w kilku miejscach, m.in. w Nadbałtyckim Centrum
Kultury. W Żaku można ją oglądać do 2
grudnia.
Red.
Fot. Sławomir Kosmulski
SZIMBARK. MÓMË MÉSTRÓW KASZËBSCZÉGÒ PISËNKÙ
Do testu znajemnotë wskôzów pisënkù
òb czas XII Kaszëbsczégò Diktanda
zgłosëło sã 200 chãtnëch w piãc kategóriach. Latos pòtkelë sã òni 9 lëstopadnika w Zrzeszë Sztôłceniô i Wëchòwaniô
w Szimbarkù. Òkróm pisaniégò ùczãstnicë zwiedzëlë szimbarsczé Centrum
Edukacji i Promòcji Regionu, pòjachelë
téż na wieżã na Wieżëcë.
66
A hewò dobiwcowie:
w kategórie ùczniów spòdlecznëch szkòłów
1. Paùlina Fopke
2. Dominik Miotk
3. Michalina Pindera
w kategórie ùczniów gimnazjów
1. Robert Wenta
2. Karolëna Bùrka
3. Dorota Mateja
w kategórie ùczniów wëżigimnazjowëch
szkòłów
1. Gracjana Pòtrëkùs
2. Marta Miszczak
3. Angelika Grubba
w kategórie ùstnëch:
1. Alicjô Szopińskô
2. Edita Jankòwskô-Giermek
3. Mónika Lidzbarskô
w kategórie profesjonalëstów, szkólnëch
kaszëbsczégò jãzëka
1. Mariô Kraùze
2. Dariusz Majkòwsczi
3. Elżbiéta Prëczkòwskô
Nôdgrodã za estetikã pisënkù òd
Stowôrë Szkólnëch Kaszëbsczégò Jãzëka
dosta Wérónika Kòlke.
Òrganizatorama XII Kaszëbsczégò
Diktanda bëlë: Kaszëbskò-Pòmòrsczé
Zrzeszenié, Gmina Stãżëca i Stowôra
Szkólnëch Kaszëbsczégò Jãzëka „Remùsowi Drëszë”.
jb
Òdj. i tłom. D.M.
POMERANIA GRUDZIEŃ 2013
SËCHIM PÃKÃ ÙSZŁÉ
Kòżdémù wòlno pisac
TÓMK FÓPKA
SŁOWÔRZK
Jak ce widzą, tak ce piszą. Nie ùczosôsz sã? Zle. Knąpë nie do- dlô jãzëkòwò niefùlsprôwnëch? Takô móda, a przë tim jaczé to
pniesz? Téż nié za dobrze. Òkaloné bótë? A matizernoga, jo! je „pòliticzno pòprawné”!
Trzë pierszé réżczi i wiãcy jak 20 błãdów. A kòżdô pòsobnô
Krzëwò mùszka, szlips? A jenë, jenë… Pòd jasną kòszlą co
cemnégò môsz òblokłé? Mój të panie…Mòżesz miec żałobã za fela je jak pôlc òbskôrżëcela, a za tim pòjôwiô sã pitanié: czë na
paznokcama, mòżesz bëc zarosłi jak jaczi szogùn, ale kòszla mô pewno szkólny pòtrafią pisac w jãzëkù, jaczégò ùczą? Bédëjã wspòmóżczi. Chòcle etiudë:
bëc wëplatowónô a bùksë ni mògą sã pò zemi cygnąc.
Są taczi, co całi tidzéń żdaSłuńce, plińce, kùczer, pùczel
ją, cobë òbôczëc, co chto mô
Kruta, róta, ruta, nóta
òbùté. To nôlepi w niedzelã na
(...) a za tim pòjôwiô sã Kót, bót, drót, nót
mszi pasëje. A nônôlepi, czej sã
próg, dług, pług
z chóru zdrzi. I z tëłu i z przódkù
pitanié: czë na pewno Stółk,
Slëmiéń, strëmiéń, jãczmiéń, mãcz mie
widzec, jak òd kòmónie jidą nazôd. A ga sã trafi jimrotné kôzaszkólny pòtrafią pisac Gôrsc, wôrt, zôs, złosc
(…)
nié, tej je ju „zastãpczi temat” na
w jãzëkù, jaczégò ùczą? Réga, Zyga, grëbô knéga
pòpôłniową domòwą kôrbiónkã:
Rëba, nëba, wòda, zgòda
– Lëdze mielë skórë òblokłé, le
Ropa, tropa, rosa z nosa
jeden Klecha w ancuchù przëZôrno z kłosa – jô móm dosc ju!
szedł…
– Ta Pòtrëkùska sromòtë ni mô! Takô wënagòlonô w kòsceChtos z ùstnëch zrobił wicy jak 90 błãdów (jo!). Jô sã pitóm:
le! A jesz pòd swiãtégò Krësztofa wlazła…
Pòdobno je przë diktandze, leno tuwò, jak ce czëją, tak cë jak ten człowiek zabłądzył na diktando?! Naprôwiôł prawie co
piszą. Wiém, bò sóm jem pisôł. Téż òbsądzywôł jinëch. Nawetkã w scanie i wtim zaczãlë diktowac? Przëwiózł szkòłowé dzecë
czësto niedôwno. A jesz za „diktatora” robił, to je „tegò, co dik- aùtobùsã i nie zdążił wińc z salë? Chcała le òtemknąc òkno
tëje”. Gôdajã Wama: chòcbë so taczi przë diktowanim jãzëk dlô przëlëftowaniô i zatrzasnãłë sã dwiérze? A mòże miôł le
w zôwiąz òd gôdaniô zarzesził, liter slënë òd wëraznégò nôdgrodã wrãczëc i biédnégò bez czësti przëtrôfk zanëkelë?
Ale co të sã, Fópka, szãtolisz? Tec kòżdémù wòlno pisac.
wëpòwiôdaniô stracył a szczãkã òd nią rëchaniô wnetkã
I le banónë z òbsądzëcelowégò stołu szmakają jak trzeba…
z zôwiasów wëpùscył – òni swòje. Kò to mòże człowiek gadac
a… A tu nowô lëteratura je twòrzonô.
knąpa – guzik; òkaloné – ubłocone; a matizernoga, jo! – okrzyk zdziwieCzëtóné je: „lëscaté gradła, kãpë drzéwiãt” – pisóné: „lësaté
nia; a jenë, jenë, mój të panie – wyrazy ubolewania; bùksë – spodnie;
gardła, krãpë dzéwczãt”. Mô bëc „górczi” – bëłë „gùrczi”. Gimnaòbùté, òblokłé – odziane, ubrane; ga – gdy; jimrotné – nudne; sromòta
– wstyd; zôwiąz – supeł, węzeł; lëscaté gradła – liściaste wysepki drzew;
zjaliscë mają: „Na Lesôkach są blós niewiôldżé górczi”, a wëszło
krãpë – drgawki; gùrczi – ogórki; blós – tylko; pażëce, pażãce – pastwis„niewiôldżé gùrczi”. Znaczi co, kòrniszónczi? Diktatór: „pażëce
ka; róta – stado; ruta – szyba; rëk – ryk, wrzask; rek – rak, skorupiak, też
do paseniô” – diktandownik: „parzëce”, „pażecë” czë „parzecë”.
nowotwór; rak – drobne śmieci; bana – pociąg, kolej; bóma – drzewo; kùsk
Kò bëło wërazno diktowóné: mitczé „ż”, krótczé „ë”…
– pocałunek; kąsk – odrobina, ciut; kùszk – ciastko; żëcé – życie; rzëc
– tyłek; rzec – powiedzieć; réżka – linijka; fela – błąd; òbskôrżëcél – osMili sã: „róta” z „rutą”, „rëk” z „rekã” a „rakã”, „bana”
karżyciel; bédëjã – polecam; wspòmóżczi – pomoce; kùczer – woźniz „bómą”, „kùsk” z „kąskã” i „kùszkã”, „żëcé” z „rzëcą” itd.
ca; pùczel – garb; kruta – bukiet; nót – trzeba; slëmiéń – ślimak; zôs
Głëchò wszãdze, cemno wszãdze, pò refòrmach gòrzi bãdze.
– znów; nëba – otok czapki; ropa – para (np. wodna); tropa – korek;
ùstny – dorosły; czësti – tu: zupełny; przëtrôfk – przypadek, zanëkelë
Wësëpało sã rozmajitëch „dis”. Jedno dzéwczã nawetkã dosc
– zapędzili; szãtolëc sã – szarpać się; tec – wszak; òbsądzëcél – tu: członek
szpòrtowno mie pòprosëło, żebë ji rzec, jak to sã pisze, bò òno je
komisji oceniającej.
„dis”… Mòże tej bë zrobic jaczé „distando” abò „paradiktando”
POMERANIA GÒDNIK 2013
67
Z BÙTNA
Jo – jedinka!
RÓMK DRZÉŻDŻÓNK
Tak rozjarchòlonégò brifczi jô jem dôwno ni miôł widzóné.
– Z pòlsczégò? Ë, pewno jaczi wiérztczi sã nie naùcził. Të
Kò jakbë chtos jaczégò pùrtka mù zadôł! Piorënë mù z òczów doch wiész, jaczi òn je zgniélc… za tatkã je padłi – próbòwôł
trzôskałë, skrë z gãbë szłë a pò jizbie fùrgałë. Grzëmòt jegò jem pòszpòrtowac, le drëch tak wëzdrzôł, jakbë chcôł mie
klnieniô wëfùlowôł mòją zataconą na pëlckòwsczich pùstkach swòją wiôlgą pają trzasnąc. – Në, në, spòkójno, nie jiszczë sã.
chatińkã a hòlowôł bùten do nieba. Kùńc swiata a pół americzi! Niech le przińdzë ùnuzel dó miã. Jô ju z nim pògôdajã!
– Cëż cë je? – strzãsł jem jegò, a nen nic, le wadzącë nie
– Z tobą? To mdze jesz gòrzi. Të doch pò pòlskù nie rozwiedzec na kògùm, wërwôł sã, wzniósł do nieba zacësnioné pi- miejesz bëlno gadac. Wezdrzë w szpédżel, a wez sã na se
scë, a tej wnëkôł jak òdzëwiałi w nórt, dze trzasł głową w sca- przësłëchôj. Nie czëjesz të, jak të gôdôsz? Kerownik, ja miał byte,
nã. Mòckò jem gò chwacył ë przëtrzimôł, wëzdrzôł mù w òczë ja to miał zrobione… A wezkôj mie rzeczë tak!
a bez zacësnioné zãbë rozkôzôł: – Sadnij so!
– Jo – rzekł jem nôtërno, bez rozmëszlaniô.
Wëdôwało sã, że brifka
– Nié!
sã òbdôł, sôdł zmarachòwóny
– Co nié?
w zëslu, trzë razë halôł lëft…
– Lëchò!
a tej znowa zaczął szkalowac:
– Co lëchò?
– Diôblëszcze! Pùrtcë prze– Jo, lëchò!
„Jo” na pòlsczim to
grzeszony! Antkòwie spieklo– Nie rozmiejã.
je fela, wedle ni nié
ny! Niedoczënilcë! Rasyscë!
– Jô téż nié, ale lëchò.
Diskriminancë… diskrimina– Tak më do niczegò nie
za wiôlgô, ale fela. doprzińdzemë.
torowie!
Jesz rôz. Co je
– Chtëż taczi? – próbòwôł
lëchò?
jem sã przebic bez scanã jegò
– JOOOO! Je lëchò.
klnieniô. – Në chtëż!
– Kò JO je dobrze.
– Szkólny! A chtëż? Niedoùczałi szkólny! Przebrzëdłi!
– Nié, lëchò! TAK je dobrze, JO je lëchò! – brifka riknął mie
Mackòwie z wiôldżégò swiata!
prost w ùchò.
Prôwdac brifka z nôtërë béł nerwés, ale dzysô? Kò chłopa
– Aha, rozmiejã. Òn miast tak, gôdô jo. Ë cëż z tegò? Na
żôl, ale to mdze mùszôł z nim na sygnale wëjachac.
szkólnô nie rozmieje?
– Môsz të wszëtczich doma? – riknął jem na niegò z nôdze– Nen szkólny. Rozmieje, ale wadzy, że cë jegò zacëtëjã: „Na
ją, że to pòmòże.
języku polskim mówimy po polsku, za każde brzydkie jo będę
– Jo! Jô móm, ale ti tã ni mają! To bë miôł z nima do wstawiał jedynkę!”.
prokùraturë jic!
– Biôj z tim do direktora – doradzył jem. – To je, wedle mie,
– Z kògùm?
jãzëkòwô diskriminacjô.
– Z tima, co mòjégò knôpa mają skrziwdzoné – drëch za– Mëslisz, że jô nie béł? Òna rzekła, że szkólny mô prôwdã.
krił rãkama gãbã a zaczął rikac.
„Jo” na pòlsczim to je fela, wedle ni nié za wiôlgô, ale fela. Jô
– Në nie blékôj ju, nie blékôj – pòsmùkôł jem gò pò szadëch ji gôdajã, że nen mój z pòlsczégò lëchi nie je – za wiérztkã mô
klatach. – Rzeczë lepi, co za krziwda twòjémù sã sta?
piątkã, z diktanda sztërë, z wëpracowaniô nawetka szesc…
– Jedinkã dostôł… – łizë wiôldżé jak kùrzé jaja płënãłë mù
– Në tej òn je baro dobri! – zawòłôł jem bùszny z mòjégò
pò licach.
chrzestniôka.
– Në wiész të co! – Wstrzimùjące sã òd smiéchù, zapitôł
– Jo, leno za „jo” mô do terô 24 jedińczi nazbiéróné,
jem jegò: – Mariczënë bùksë jo! Zó co?
a mómë dopiérze gòdnik. Kùliż sã jich nazbiérô do kùńca rokù,
– Za nic! Za nic, za nic, za nic… nie wëzgódniesz!
jaż strach mëslec.
– Ë, pewno z matematiczi. Kò òn je za chrzestnym tatkã
– Jo, jo – zamëslôł jem sã. – Wiész të co, żlë mù tak drãgò
padłi, jô téż rechòwac nie rozmiôł. Nie jiszczë sã, to sã dô jidze gadac tak, tej mòże niech gôdô YES! Żlë nemù szkólnémù
ùprawic…
pëlckòwskô gôdka wadzy, tej jô sã mògã wiatowac, anielskô
– Z pòlsczégò – rzekł cëchò brifka.
gôdka nick a nick nie mdze jemù przeszkôdza.
68
POMERANIA GRUDZIEŃ 2013
EDUKACYJNY DODÔWK DO „PÒMERANII”, NR 10 (72), GÒDNIK 2013
WËDAN
IÉ ÙDË
ADMINPRZEZ MINTYKÒWIONÉ
ISTRAC STRA
JI I C YF
RIZAC J
I
Mónika Kùbisôk
Strzédné klase spòdleczny szkòłë
Gwiôzdkòwé jigrë
Céle
•
•
•
•
•
bògacenié słowiznë z zôkrãżégò gòdowi tematiczi
rozwijanié kòncentracji i bôczënkù
spiéwanié kòlãdë „Serce wilijny nocë”
parłãczenié ruchnów z jich pòzwama
zabawa kaszëbsczim słowã przë ùżëcym jigrów
3. Zawiészenié na tôflë cedelków z pòzwama ruchnów, farwów i prosba, żebë szkòłownicë wëjasnilë
jich znaczenié i przëczepilë je do pasownëch ruchnów
Gwiôzdora. Kòżdi ùczéń za dobrą robòtã dostôwô jeden pùnkt.
Metodë
•
•
•
gôdka
didakticzné jigrë
robòta z tekstã
Fòrmë •
robòta w karnach i indiwidualnô
Didakticzné pòmòce
•
•
•
•
•
•
•
kôrtë z tekstã kòlãdë
ruchna Gwiôzdora i miech z darënkama
kôrta i farwné ilustracje do jigrë bingò
kôrtë prôcë
nagranié kòlãdë „Serce wilijny nocë”
słowarze przekładowé
kôrtczi z pòzwama ruchnów, farwów
CYG ÙCZBË
1. Pòwitanié szkòłowników przez szkólnégò, chtëren
je przezeblokłi za Gwiôzdora.
2. Przedstawienié célów ùczbë, gôdka wstãpnô.
Infòrmacjô, że kòżdi szkòłownik mdze mógł dzysô dostac darënk òd Gwiôzdora, czej te céle ùczbë òsygnie.
Zapisanié tematu – Gwiôzdkòwé jigrë – na tôflë
i przepisywanié przez szkòłowników do zesziwków.
kòruna, larwa, kòżëch, bótë,
szléfë, kòrbacz, biôłi, żôłti, mòdri,
zelony, bruny, czôrny, czerwòny
NAJÔ ÙCZBA, NUMER 10 (72), DODÔWK DO „PÒMERANII”
I
STRZÉDNÉ KLASE SPÒDLECZNY SZKÒŁË
4. Infòrmacjô, że pòstãpny pùnkt mòże dostac za zaspié-
wanié kòlãdë (pò 1 pùnkce dlô kòżdégò, chto spiéwôł).
5. Pòdsztrëchniãcé słów sparłãczonëch z Gòdama
w teksce kòlãdë „Serce wilijny nocë”, tłomaczenié jich
przë ùżëcym słowarzów. Dlô kòżdégò ùcznia za dobrą
òdpòwiédz 1 pùnkt.
- Szëkanié na kôrce numrów, chtërne stoją przë
pòdsztrëchnionëch pòzwach i zaznaczenié jich. Parłãczenié zaznaczonëch numrów (3, 7, 8, 9, 3 / 8, 12, 13, 14,
8 / 13, 17, 21, 22, 23, 24, 25, 19, 13), żebë pòwstôł òbrôzk
rzeszący sã z Gòdama, chtëren je nót pò kaszëbskù
pòdpisac (danka). Dlô kòżdégò ùcznia za wëkònanié zadaniów pò pùnkce).
Serce wilijny nocë
tekst: T. Fópka, mùzyka: J. Stachùrsczi
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
Zôs, jak wiedno, pierszi gwiôzdë w òknie szukóm,
chtërnã chtos mô w niebny chëczë zapôloné.
Czëjã zôpôch grzëbny zupë, grochòt statków,
wnetka stół mdze na wieczerzã zastawiony.
Ref. Prawie tedë czëc je swiãti nocë tón,
bicé serca, chtërno wnetka przeńdze w zwón,
co ògłosy wszëtczim lëdzóm: Żëje Pón!
W Alleluja kòlãdowi spiéw zamieni.
Przińdze gwiôzdór, dô darënczi grzecznym dzecóm,
czasã kòrbacz je w robòce ù nipòcëch.
Gòdné drzéwkò w nórce swiécy swòjim blôskã,
chtëren òdżin w lëdzczich sercach mô zniéconé.
Ref. Prawie …
(Żelë bãdze chãc na spiéwanié kòlãdë, to melodiô je na platce „Kaszëbi
na Gòdë”).
6. Rozdanié kôrtów robòtë. Tłomaczenié słów tam zapisónëch i pòdsztrëchniãcé tëch, chtërne parłãczą sã
z Gòdama.
1. STRZODA 2. KNÔP 3. DANKA 4. ZYMK 5. JASTRË 6. BÙKSË 7. GWIÔZDÓR 8. DARËNCZI 9. GÒDNIK 10. BIAŁKA 11. KÙR 12. KÙGLA 13. JEZËSK 14. MIECH 15. ZESZIWK 16. BRZËCH 17. KÒLÃDA 18. CZWIKŁA 19. PASTÉRZ 20. BLIWK 21. KÙMK 22. SNIÉG 23. GWIÔZDA 24. ŻËCZBA II
25. LIŃCUCH
NAJÔ ÙCZBA, NUMER 10 (72), DODÔWK DO „PÒMERANII”
STRZÉDNÉ KLASE SPÒDLECZNY SZKÒŁË
7. Jigra bingò. Kôrta dlô kòżdégò szkòłownika – 9 pól,
do tegò 12 òbrôzków, z chtërnëch 9 wëbrónëch kòżdi
kładze na swòji kôrce. Pózni ùczniowie pòsobicą gôdają
głosno pòzwë òbrôzków ze swòji kôrtë, a kòżdi, chto ù se
mô nen òbrôzk, òdkłôdô gò na bòk. Wëgriwô nen, chto
pierszi òczëscy kôrtã, grajemë do piãc razy (za wëgranié
kòżdi ùczéń mòże dostac 1 pùnkt).
8. Robòta dodóm: Nôleżi wklejic do zesziwka òbrôzczi
z jigrë bingò i je pòdpisac pò kaszëbskù.
9. Rozdanié przez Gwiôzdora darënków, chtërne są
nôdgrodą za pùnktë i robòtã na ùczbie.
Słowizna do òbrôzków: Gwiôzdór, nótë, Jezësk, gwiôzda,
danka, kùgla, kôrtka, kùmk, miech, snieżónka, dôrënczi, pastérz
BINGÒ
NAJÔ ÙCZBA, NUMER 10 (72), DODÔWK DO „PÒMERANII”
III
GÒDOWÉ PRZËSTROJËNCZI
Alicjô Serkòwskô
Pajac na dankã
4. Z krepinë òdcynómë prosti sztëczk szeroczi na 5 cm.
5. Sztëpówką z nawlokłą nitką przecygómë przez rańt
papióra.
Materiałë
•
•
•
•
•
•
•
Wëdmùchónô skòrëpka jôjka.
Farwny papiór na czôpkã.
Farwnô krepina na kòlnérz.
Kòl 50 cm kòrdónka abò wełniany nitczi.
Sztëpówka i pôcórk.
Czôrny marker.
Papiórowi rãcznik, lepiszcze i sztëczk watë na pómpelk.
6. Scygómë kùńce nitczi i môrzczimë papiór, tak pòwstôwô kòlnérz dlô pajaca, kùńce nitczi wiążemë.
Wëkònanié
1. Z natłëkłégò z dwùch strón jôjka wëdmùchiwómë
żôłtkò i biôłtkò.
2. Wëdmùchóną skòrëpkã jôjka dokładno wëcérómë
papiórowim rãcznikã.
3. Robimë dlô pajaca czôpeczkã z farwnégò papióra
a) òdcynómë papiór wedle sztôłtu i miarë jak niżi na
malënkù, 9 cm
c
10 cm
os
jn
ré
sz
4 cm
14,5 cm
b) zwijómë papiór w stóżk, chòwającë czëpk we
westrzódkù czôpczi, a szréjnosc bãdze tëłã czôpczi,
pùnktë b i c sklejiwómë – bãdą òne tëłã czôpczi.
IV
NAJÔ ÙCZBA, NUMER 10 (72), DODÔWK DO „PÒMERANII”
7. Robimë kùlkã z watë na pómpelk
do czôpczi.
8. Nawlôkómë nitkã w sztëpówkã
i parłãczimë wszëtczé dzéle w jedno
a) na kùńc nitczi nawlôkómë pôcórk,
b) na to wcygómë kòlnérz,
c) przetikómë sztëpówkã przez
wëdmùchóną skòrëpkã,
d) prowadzymë nitkã przez czôpkã,
e) czôpkã lepimë do skòrëpczi jôjka,
f) nitkã dali prowadzymë przez
pómpelk z watë, g) robimë zôdzerzgã do zawiészeniô
pôcórk je we westrzódkù,
pòd dzurką w skòrëpce
9. Na kùńcu malëjemë pajacowi markerã òczë, nos i gãbã.
10. Wiészómë przëstrojënk na dance.
MÙZYCZNÉ SZTÔŁCENIÉ
Tómk Fópka
Za ną Gwiôzdą
Wstajôj, Tóna! Cos sã dzeje!
Bùten mòcno cos bùgrëje…
Widno, jakbë słuńce wzeszło
Nëże, chłopie! Wcygnij kòszlã!
Wnetka pasturzowé karno
Zdrzi na gwiôzdã jak latarniã
A bidlątka w nocë cemżą
Prosto w lëdzką szkòdã lézą…
– Tądka, tądka – za nym widã!
Genk zakrziknął a wpôdł w régã
Szlë na ùszrôc przez las, pòla
Za ną gwiôzdą, co jich wòła.
Jaż kùreszce krótkò Pùcka
Stanã jasnosc, a wkół kùmka
Zebra sã pasturków grónkò
I zaspiéwa: Witôj, Królkù!
Gloria in excelsis Deo!
Òbzérają sã za chòwą…
I pò Bòga pòchwôlenim
Wrócëlë do krów paseniô.
NAJÔ ÙCZBA, NUMER 10 (72), DODÔWK DO „PÒMERANII”
V
HISTORICZNÉ SZTÔŁCENIÉ
Dark Szëmikòwsczi
Żëcé i dzejanié Floriana Cenôwë
(dzél 3)
Céle ùczbë
Pò skùńczenim ùczbë szkòłownik rozmieje:
• pòdac title czile dokazów Floriana Cenôwë, jaczé
pòwstałë w drëdżim cządze XIX wiekù,
• przedstawic dzejania F. Cenôwë dlô rozwiju kaszëbsczi pismieniznë,
• pòsłużëc sã historiczną kartą.
Metodë robòtë
•
dzejanié z dërżéniowim tekstã, diskùsjô, wëłożënk
a téż parłãcze z rusczima, czesczima i pòlsczima
ùczałima. Pòstãpno szkòłownicë analizëją materiałë
z dodôwków 1 i 2 (cw. 1–7).
3. Szkólny dôwô bôczënk na prôwdã ò tim, że to Cenôwa
je ùsôdzcą kaszëbsczégò pisënkù i aùtorã pierszi
kaszëbsczi gramaticzi. Pòdczorchiwô téż, że Cenôwa
zajimôł sã sprawama zrzeszonyma z gòspòdarką – miôł
dejã założeniô stowôrë rzemiãsniczo-przemësłowi.
Szkòłownicë analizëją tekst z dodôwka 3 (cw. 8–9).
4. Na zakùńczenié ùczbë szkólny podczorchiwô aktualnotã programù F. Cenôwë.
Didakticzné pòmòce
5. Domôcô robòta – cw. 10 i 11, a téż dlô chãtnëch – 12.
•
karta, dërżéniowé tekstë (dodôwczi 1–3)
Bibliografiô
•
•
•
Bukowski A., Regionalizm kaszubski. Ruch naukowy,
literacki i kulturalny. Zarys monografii historycznej,
Poznań 1950.
Neureiter F., Historia literatury kaszubskiej. Próba
zarysu, przeł. M. Boduszyńska-Borowikowa, Gdańsk
1982.
Treder J., Historia kaszubszczyzny literackiej. Studia,
Gdańsk 2005.
CYG ÙCZBË
1. Pòwtórzenié wiadomòsców na témã dzejaniów
Cenôwë w latach 40. XIX stolecégò.
2. Szkólny przedstôwiô dzejania F. Cenôwë od lat 50.
XIX wiekù, czedë to òstateczno ùsztôłtowałë sã jegò
pòzdrzatczi, do smiercë w 1886 rokù. Krótkò òmôwiô
nôwôżniészé jegò dokazë, jaczé pòwstałë w tim cządze,
VI
NAJÔ ÙCZBA, NUMER 10 (72), DODÔWK DO „PÒMERANII”
DODÔWCZI
Dodôwk 1: Cenôwë wskôzczi dlô Kaszëbów
(F. Cenôva, Zvéczaje é wòbéczaje Kaszébskosłovjnskjèho narodé, „Skôrb
Kaszébsko-słovjnskjè mòvé”, t. 1, z. 1, nr 6, 1866, s. 97–98).
Mòwa naszô kaszëbskò-słowińskô je dzys bezmała ta
sama, co przed tësącã ë wicy latami, bò ji nie wëpaczëlë
ùczony papùgòwie, le jã prosti lud przechòwôł. (…)
Ale wstid ë sromòta wszëtczim Kaszëbóm, chtërny,
zrobiwszë w nôùkach pòstãpë, w swòje włôsné gniôzdo
(…) smrodzą, a sława ùczonym pòbratimcóm Mòskalóm
ë Czechóm, co niejedno dzéłkò ò mòwie kaszëbsczi
napiselë ë delë drëkòwac. Ju je wiôldżi czas, abë żóden
Kaszëba sã nie wstidzył pò kaszëbskù gadac; bò chtëren
to robi, ten gwësno nigdë nie pòmëslôł, że òn je zbójcą
przecywkò swòjim starszim, òn je zbójcą przecywkò
swòjim bracóm ë sostróm, że òn je zbójcą przecywkò
swòjim krewnym ë przëjacelóm lat dzecynnëch; jednym
słowã, że òn je zbójcą przecywkò swòjémù nôrodowi. HISTORICZNÉ SZTÔŁCENIÉ
Dodôwk 2: Kaszëbizna F. Cenôwë
(J. Treder, Historia kaszubszczyzny literackiej. Studia, Gdańsk 2005, s. 78,
80, 111, 113).
Mòdłã dlô kaszëbiznë w jegò pismieniznie stôł sã w prosti
spòsób pòlsczi lëteracczi jãzëk, tedë ju m.jin. lëterackô
kaszëbizna Cenôwë je mòckò spòlaszonô. (…) Pisënk
m.jin. miôł wiôldżi cësk na ògrańczenié pòczëtnoscë
jegò pismionów, ale równoczasno béł òn wiedno
dërżéniowim spòsobã rozszlachòwaniô jegò jãzëka òd
kaszëbsczégò. (…) Jegò kaszëbizna reprezentëje mòwã
inteligenta – Kaszëbë, wësztôłconégò na pòlaszëznie,
czedë dorazno, w gwësnym sztërkù przechôdô òn na
swòjã domôcą gôdkã. (…) I to prawie bëło przëczëną,
że Kaszëbi nie rozmielë jegò broszurów, a pòsobnicë
pisaniô pò kaszëbskù nie przëstojiwelë deji jegò
jãzëka. (…) Rozmieje sã, że wôżné bëło to, ò czim pisôł
i rozprôwiôł. Ju nié tëli béł to fòlklor czë ò fòlklorze, ale
ò pòlitice i filozofii, dzejach i etnografii, medicynie itd.
Dodôwk 3: Wëjimk statutu Towarzëstwa Rzemiãsniczo-Przemësłowégò kaszëbskò-słowińsczégò nôrodu (1866 r.)
(F. Cenôva, Kjlka słóv wò kaszébsko słovjnskjm narodze é wò zavjązanju
Tovarzésztva rzemjęsnjczo-przemésłovèho, „Skôrb Kaszébsko-słovjnskjè
mòvé”, t. 1, z. 1, nr 3, 1866, s. 47).
§8 Jãzëk
Rozprawë na pòsedzeniach mdą sã toczëc w kaszëbskòsłowińsczi mòwie; równak do pisma Towarzëstwa mdą
przëjmòwóné òbwieszczenia ë w jinszich narzeczach
słowiańsczich.
CWICZËNCZI
czégò nastawieniô. Czë jegò òdniesenié do „zbratińców
Mòskalów” mògło zwëskac aprobatã pòlsczich strzodowiszczów?
3. Wëwidnij, za czim bë mielë – wedle Cenôwë – zgrôwac
Kaszëbi. Jak pòzwôł tëch, co nie chcą jic w pòkôzónym
przez niegò czerënkù? Jak wedle twòjégò pòzdrzatkù
dzysdniowé pòkòlenié Kaszëbów zjiscywô wskôzë
Cenôwë?
Na spòdlim materiału z dodôwka 2:
4. Òbjasnij, co mògło bëc jedną z przëczënów môłégò
zainteresowaniô Kaszëbów dokazama Cenôwë.
5. Wëliczë zôkrãża żëcégò spòlëznowò-pòliticznégò
a téż nôùczi, jaczich tikało sã kaszëbskòjãzëkòwé ùtwórstwò Cenôwë.
Na spòdlim materiału z dodôwków 1 i 2 a téż jinszi
wiédzë:
6. Pòdôj jeden przikłôd z zôkrãżégò leksyczi, co bë
zòbrazowôł scwierdzenié dzysdniowégò badérë, że
„lëterackô kaszëbizna Cenôwë je mòckò spòlaszonô”.
7. Pòdôj òbrëmią kùlturë (np. nôùka, lëteratura, religiô),
w jaczi w cządze slédnëch 150 lat pòwstało nôwicy
tekstów w kaszëbsczim jãzëkù.
Na spòdlim materiału z dodôwka 3, a téż jinszi wiédzë
(np. historicznô karta):
8. Pòdôj pòzwã kraju, do jaczégò nôleżałë Kaszëbë
na zôczątkù drëdżi pòłowë XIX stolecégò, a téż je-
gò ùrzãdowi jãzëk. Czë Cenôwa przëjął tã mòwã w dzejaniach ùdbóny stowôrë?
Na spòdlim materiału z dodôwka 1 a téż jinszi wiédzë:
1. Òmówi nastawienié Cenôwë do wësztôłconégò dzéla
kaszëbsczi spòlëznë. Jaczé mògłë bëc przëczënë taczégò
stanowiszcza?
9. Wëwidnij, w nawleczenim do pòzdrzatków Cenôwë,
czemù w statuce je gôdka ò „narzeczach”, a nié ò „jãzëkach” słowiańsczich.
2. Przedstawi stanowiszcze Cenôwë wzglãdã rusczich
i czesczich ùczałëch. Wëwidnij òrãdze przëjimaniô ta-
Tłomaczenié scenarnika i dodôwka 2, i téż ùterôczasnienié pisënkù
w tekstach Cënôwë Danuta Pioch.
NAJÔ ÙCZBA, NUMER 10 (72), DODÔWK DO „PÒMERANII”
VII
GRAMATIKA
Hana Makùrôt
Słowòbùdowizna jistników.
Jistniczi òdznankòwnikòwé
Dzél 5
Deriwatë jistnikòwé mòtiwòwóné przez znankòwniczi
òbjimają taczé kategórie, jak: pòzwë abstrakcyjnëch znanków; pòzwë kònkretnëch przedmiotów, dlô jaczich przirodnô je òkreslonô znanka, i pòzwë subiektów, dlô jaczich
przirodnô je gwësnô znanka.
Pòzwë abstrakcyjnëch znanków – to przesztôłcenia
znankòwników w jistniczi; deriwòwóné są òne za pòmòcą
nôslédnëch sufiksów:
-ota (-òta), np.: nipòcota, redota, nagòta, lëchòta, krëchòta,
gòrzkòta, zgniłota, żëcznota, piãknota, bëlnota, wòlnota, niemirnota, gwësnota, strasznota, dzywnota, pòbòżnota, próżnota, starota, dobrota, mądrota, szczërota, czekawòta, prawòta,
chcëwòta, ùtcëwòta, pòtcëwòta, niegòdzëwòta, żëczlëwòta,
niesprawiedlëwòta, strachlëwòta, szczeslëwòta, snôżota, miłota, pòczestnota;
-izna || -ëzna – za pòmòcą tegò fòrmantu ùrôbiô sã pòzwë
abstrakcyjnëch znanków òd domôcëch spòdlów, np.:
cëszëzna, drożëzna, grëbizna, gòlëzna, nagòcëzna, proscëzna,
sëszëzna, sërowizna, sëwizna, zdłużëzna, lepizna, mòczëzna,
zamòczëzna, słonizna, przër.: słony, słabizna, starzëzna,
gòtowizna, nipòcëzna, ùparcëzna, gòrszczëzna ‘gòrzkòta’, nadżélëzna, zëmizna, ale téż mògą bëc òne twòrzoné òd cëzëch
słowòbùdowiznowëch spòdlów: bestialëzna, pesymizna,
òptimizna, hùmanitarëzna, indiwidualëzna, tragizna, altruizna;
-osc (-òsc), np.: wstëdlëwòsc, ùtcëwòsc, skrëtosc, òstróżnosc,
szëkòwnosc, nôbòżnosc, sławnosc, pòczestnosc, wëdatnosc,
strasznosc, nielusosc, zôzdrosnosc, nieprzezórnosc, wiérnosc,
zuchternosc, czôrnosc, niedowinnosc, skrómnosc, ùczinnosc,
wòlnosc, rzetelnosc, niewdzãcznosc, dalecznosc, złosc, cepłosc,
zgniłosc, niesmiałosc, małosc, chùtkòsc, mitkòsc, dzyrskòsc,
snôdkòsc, cëchòsc, wiôlgòsc;
-stwò, np.: ùbóstwò, chcywstwò, skąpstwò, głëpstwò,
niepòsłëszeństwò, pòdobiéństwò, zgniélstwò, niegòdzélstwò,
òkrucélstwò.
Pòzwë kònkretnëch przedmiotów, dlô jaczich przirodnô
je gwësnô znanka – ùsôdzóné są za pòmòcą nôslédnëch
sufiksów:
-izna || -ëzna, np.: bielëzna, czarnizna, gãscëzna, żôłcëzna ‘żôłti
piôsk’, trëcëzna, płaszczëzna, nowaczëzna, môlëczëzna ‘môłé
gbùrstwò’, wësoczëzna ‘pòle ùmôlowioné na wësoczi wiéch-
rzëznie’, swòjszczëzna, gładzëzna ‘gładkô wiéchrzëzna
mòrzô’, rzôdzëzna ‘cos rzôdczégò, rzôdkò pòtikónégò’, słodzëzna, słodczëzna ‘cos słodczégò’, cwiardzëzna ‘cwiardô ziemia z przëczënë dłudżi sëszë’, calëzna ‘całô rolô pòdzelonô
miedzama’, malëzna ‘lëdze nisczégò rostu’, strëpielëzna
‘strëpiałi piéń’, łëselëzna ‘łësô głowa’, ceplëzna ‘cepłô wòda
VIII
przë sztrądze’, mòkrzëzna ‘kalëszcze na drogach i łąkach’,
swiéżëzna ‘1. swiéżô zymkòwô ògrodowizna, 2. swiéżé
ùszlachtowóné miãso’, lëbizna ‘niebrzadné pòle’, przër. lëbi
‘słabi, wërosłi bez słuńca’, dzurawizna ‘dzurawô zacha’;
-ina || -ëna, np.: równina, czôrnina, drobina, nizëna.
Pòzwë subiektów, dlô jaczich przirodnô je gwësnô
znanka – òbjimają nié leno neùtralné pòzwë subiektów, ale téż pòzwë, dlô jaczich przirodné je emòcjonalné
ùprocëmnienié, pòzytiwné abò negatiwné. Niechtërne z fòrmacjów przënôlégającëch do ny kategórii mògą
miec dëbeltną, znankòwnikòwą i jistnikòwą mòtiwacjã, le
znankòwnikòwô mòtiwacjô je wiedno barżi pierwòsznô,
bò w nym drëdżim przëtrôfkù spòdla jistnikòwé wiedno
pòchôdają téż òd znankòwników. Pòzwë subiektów, dlô
jaczich przirodnô je jakôs znanka, a chtërne mòtiwòwóné
są przez znankòwniczi, ùrôbiô sã w kaszëbsczim jãzëkù za
pòmòcą nôslédnëch sufiksów:
-c, np.: slépc, falsziwc, nieszczesliwc, szczesliwc, gòrliwc, niecerpliwc, òbrzëdliwc, strachòbliwc, niegòdzywc, zapalcziwc,
nieùtcywc, ùtcywc, niepòcywc, chcywc, pòpãdliwc, òsobliwc,
kòszlawc, strachòbliwc, czekawc;
-ôk, np.: dzëwôk, chcëwôk, prostôk, ùmierlôk, zmierlôk, biédôk;
-k, np.: stark, slépk ‘slepi człowiek’;
-ik, np.: niewdzãcznik, ùłómnik ‘człowiek ùłómny’, samòtnik,
pòbóżnik;
-nik, np.: nipòcnik, ùpartnik;
-élc, np.: ùmiartélc, zmiartélc, czekawiélc, kòszlawiélc, ùpartélc,
chitrzélc, òbarchniélc, zgniélc, głëchélc, młodzélc, rudélc, szadélc, chcëwélc;
-ulc (-ùlc), np.: strachùlc, nagùlc ‘nadżé dzeckò’, grëbùlc ‘człowiek grëbi’, slépùlc, chcëwùlc, czekawùlc;
-ulk (-ùlk) grëbùlk ‘człowiek grëbi’, nagùlk ‘nadżé dzeckò’,
chcëwùlk;
-ôl, np.: garbôl, brzëdôl, długôl, chcëwôl;
-ôcz, np.: chcëwôcz, długôcz, głodniôcz;
-éla, np.: cwardzéla ‘człowiek cwiardi’, głëpiéla, nadżéla ‘na-
dżé dzeckò’, zgniéla;
-éra, np.: głupéra;
-och, np.: zmiartoch, ùpartoch, chitroch, cemnoch, zgniélcoch;
-uch, np.: staruch, głodniuch;
-uszk (ùszk) || -ëszk, np.: nagùszk, grëbùszk, staruszk,
krzëwùszk;
-iszk, np.: głupiszk, młodiszk;
-oszk, np.: mądroszk;
-is, np.: dzywnis, czôrnis, głodnis, zgnilis;
-as, np.: dzëwas, grëbas.
Redakcjô: Danuta Pioch / Projekt i skłôd: Maciej Stanke / Òbrôzczi: Joana Kòzlarskô / Wespółrobòta: Róman Drzéżdżón, Hana Makùrôt, Janusz Mamelsczi

Podobne dokumenty

Jesiań, Wszitke Śłante ji Zaduszki

Jesiań, Wszitke Śłante ji Zaduszki • Prenumerata realizowana przez RUCH S.A: zamówienia na prenumeratę (...) można składać bezpośrednio na stronie www.prenumerata.ruch.com.pl. Ewentualne pytania prosimy kierować na adres e-mail: pr...

Bardziej szczegółowo

prof. Jerzy Samp (1951–2015)

prof. Jerzy Samp (1951–2015) Pamiętajmy o nich i o innych ludziach, którzy działali w czasach, gdy kaszubski zamek znajdował się głęboko pod powierzchnią. Dzisiaj zbieramy owoce ich ciężkiej pracy.

Bardziej szczegółowo

Lipiec-Sierpień 2013

Lipiec-Sierpień 2013 • zamówić w Biurze ZG ZKP, tel. 58  301 27 31, e-mail: [email protected]

Bardziej szczegółowo

Kaszubski teatr s. 3–13

Kaszubski teatr s. 3–13 W dawnych czasach, kiedy nie znano lodówek, mięso wędzone zimą spożywano przez całe lato. Gęsi to zwierzęta, które hodowane były dawniej na Pomorzu, w tym także na Kaszubach w bardzo dużych ilościa...

Bardziej szczegółowo

Lipiec-Sierpień 2012

Lipiec-Sierpień 2012 z prof. Jerzym Trederem, który w tym roku obchodził 70. urodziny, a 30 września uroczyście zakończy pracę na Uniwersytecie Gdańskim. Na szczęście zapewnia, że pracę dla kaszubszczyzny będzie kontyn...

Bardziej szczegółowo